Znalazłam miejsce w Agendzie, w którym mogłam posiedzieć w
osamotnieniu - okazało się, że dziesiąte piętro, jako to najwyższe, jest najmniej uczęszczane przez pracowników. Gdzieniegdzie zdarzały
się odgłosy wybijania danych przez gibkie palce ekspertów na klawiaturach, ale
zazwyczaj towarzyszyła mi swobodna cisza, która stała się ostatnio moim
kompanem. Natrafiłam na zawiły koniec korytarza, tuż przy szklanej szybie, za
którą rozciągał się przejrzysty widok na padający w mieście śnieg. Ludzie
wyglądali z tej perspektywy jak mrówki, spieszące się do własnych domów, by
spędzić ten czas z rodziną. Ja jednak byłam uwięziona w Agendzie do czasu, aż
sprawa Wave'a się wyjaśni - wtedy się dowiemy, czy jesteśmy na razie wolni, czy
ruszamy na misję, by go schwytać.
Czułam, że Yoko będzie się wkurzała, jeżeli nie będą mogli mnie
znaleźć w Agendzie, ale nie interesowało mnie to - już wystarczająco irytował
mnie fakt, że nie mogłam siedzieć w domu z ojcem, tylko tu, w Agendzie. Można
więc powiedzieć, że działałam jej naprzeciw.
A tak naprawdę, to miałam nadzieję, że zanim Hiro mnie
odnajdzie w licznych korytarzach, piętrach i gabinetach Agendy, wyruszymy na
misję. Chowałam się jak małe dziecko, myślałam z uczuciem wstydu, ale
wiedziałam, że nie potrafiłabym się zmierzyć z własnymi uczuciami dotyczącymi
mojego przyjaciela. Musiałam to wszystko sobie poukładać. Dać sobie czas, tak
jak mówił mój ojciec. Pozwolić losowi, by zadbał o nasze stosunki. Na razie nie
to było najważniejsze.
Siedziałam oparta plecami o ścianę, wpatrując się w przestrzeń
za oknem. Fascynowały mnie kręte ulice, dalsze autostrady i drogi, wyobrażałam
sobie siebie na jednej z nich, tnącej powietrze w moim własnym motocyklu. Od
kilku miesięcy pracowałam nad własnym modelem wraz z moimi przyjaciółmi z
wyścigów. Nawet nie myślałabym, że kiedyś będziemy współpracować i że
moglibyśmy stworzyć taką ekipę, dopóki to nie nastąpiło. Teraz nie
wyobrażałabym sobie mojego wynajmowanego warsztatu bez Emmy, Jareda, Stike'a i
Skandara. Byliśmy jak palce jednej ręki, niezawodni. A wszystko po to, by pomóc
mi wygrać Grand Prix Racing.
Korytarz przede mną skręcał w prawo i łączył się z tym
głównym od windy, ale nie słyszałam żadnych kroków, mimo pracujących w biurach
ludzi. Mijały wolno minuty, a ja zatracałam się w myślach o motoryzacji, które
z wolna uwalniały mnie od macek myśli o Hiro. Ze znużeniem obserwowałam płatki
śniegu przyklejające się do szyby, by zaraz potem ustąpić ciepłu,
przebijającemu się od środka budynku. Było w tym coś nostalgicznego - coś, co
wprawiało mnie w uczucie pustki. W końcu znudzona tym uczuciem, zamknęłam oczy,
starając się zapominać o idealnych, białych płatkach, pochłanianych przez
sztuczne ogrzewanie.
Byłam pogrążona w czymś między snem, a jawą, zbyt rozgoryczona,
by móc pogrążyć się w ramionach Morfeusza. Dzisiejszy stres i uczucie
zwątpienia zaczynało opadać a mój oddech zdążył już się uspokoić. Nagle naszły
mnie myśli o mamie - przypomniałam sobie jej błogi, delikatny uśmiech, duże,
ciekawe świata oczy. Miała niesamowite podejście do świata - była cicha,
wrażliwa, dobroduszna... Całkiem inna niż ja. Ja byłam czymś, co w ogóle nie
powinno przyjść na świat w rodzinie, którą tworzyli tak empatyczni ludzie. Nie
przypominałam ojca - nie miałam głowy do interesów, ani tego naturalnego
opanowania, z jakim przyjmował nawet najgorsze wieści. Nie byłam też mamą, bo
nie wspierałam potrzebujących i nie uśmiechałam się szczerze do tych, którzy
mnie krzywdzili. W takim razie kim byłam?
Usłyszałam ciche, swobodne kroki, które wyrwały mnie z moich
głębokich rozmyślań. Obróciłam głowę od chłodnej powierzchni ściany i niemal
zamarłam, widząc skradającego się ku mnie Hiro z rękami w kieszeniach. Zauważył
to, że się rozbudziłam na dźwięk jego kroków i uśmiechnął się dość nieśmiało.
- Mam wrażenie, że zawsze znajdziesz miejsce, do którego nikt nie przychodzi
- powiedział cicho, stając naprzeciw. Nie wstałam, skupiając wzrok z powrotem
na mieście, w którym śnieg przestał już sypać. Zachowaj równowagę, powtarzałam sobie w myślach.
- Śledzisz mnie? - zapytałam beznamiętnym głosem, udając obojętność, choć
tak naprawdę ucieszyłam się, że mnie odnalazł.
Kąciki jego ust drgnęły, a Hiro wyciągnął ręce z kieszeni i
usiadł naprzeciw mnie, zapatrzony także w szare, smutne ulice.
- Skąd - odparł wprost. - I tak bym nie zdołał - dodał poważnie, patrząc na
mnie z nutą rozbawienia. - Jesteś dla mnie za szybka.
Miałam ochotę się zaśmiać, przypominając sobie, jak wyciągnęłam
go do parku Riverrun, by pokazać mu, jaką prędkość osiągnęłam w moim stroju.
Biegliśmy wtedy przez pół miasta, a Hiro i tak ledwie za mną nadążał, nie
mówiąc już o tym, że gdy wreszcie dotarliśmy do stawu pośrodku tej
naturalniejszej części miasta, to oddychał ciężko, nie mogąc nabrać powietrza,
podczas gdy mój puls ledwie odebrał ten bieg jako rozgrzewkę.
- Wszystko gra, Go? - zapytał po chwili przerwy, patrząc na mnie wymownym
spojrzeniem. Nie zerknęłam na niego, starając się zmusić wszystkie moje zmysły
do skupienia na jakimkolwiek punkcie, tylko nie na jego zaniepokojonej twarzy.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć, więc milczałam. Mogłabym
go skłamać, że wszystko gra, a wtedy ta rozmowa nie miałaby sensu - mogłabym
też powiedzieć prawdę, ale na to nie miałam ani siły, ani odwagi. Nie
potrafiłam mu powiedzieć wprost, że czuję się koszmarnie.
Hiro obrócił głowę w bok i westchnął ciężko, jakby dał sobie
spokój z dalszym wypytywaniem.
- Tak, wiem, nawaliłem - powiedział wprost, zapatrzony w podłogę. To
przekonało mnie, by na niego wreszcie spojrzeć. Widziałam jego splecione
dłonie, potargane, czarne jak noc włosy, wąskie usta... - Ostrzegałaś mnie
przed Sam, a ja nie słuchałem... - w końcu odważył się i spojrzał mi w oczy, a
po mojej skórze przeszedł przyjemny prąd, który paraliżował moje płuca
wstrzymujące oddech. - Przepraszam cię, Go.
Czułam się zagubiona. Nie wiedziałam nawet, co powiedzieć.
Szczerze mówiąc, czekałam na moment, gdy coś powie, cokolwiek, skierowanego
tylko do mnie, ale tak naprawdę bardziej spodziewałam się tego, że wróci do Sam
i totalnie nie przejmie się tym, że wtedy uciekłam. Poza tym nie domyśliłabym
się, że będzie mnie w stanie jeszcze przeprosić. Honey miała rację - patrzyłam
na niego miarą Ithaniego...
- Nie masz mnie za co przepraszać - powiedziałam nieco szorstko, starając
się zachować dyscyplinę w moich rozwianych jego obecnością myślach. Nie muszę
ukrywać, że było to cholernie trudne zadanie.
Hiro skrzywił się i oparł głowę o przezroczystą szybę.
- Owszem, bo widziałem twoją reakcję - odparł cicho, jakby powierzał mi
sekret.
Obróciłam głowę, czując się tak, jakbym była przed nim całkiem
naga. Znał doskonale moje uczucia, nie potrafiłam teraz nic przed nim ukryć,
chociaż nie wiem, jakbym się starała. W momencie, w którym opuściłam pędem
mieszkanie Honey, odkryłam przed nim wszystkie karty, nieodwracalnie.
Zapadła między nami ciężka cisza, która po raz pierwszy nam
przeszkadzała. Zawsze potrafiliśmy spędzać czas bez liczenia minut niemowy
pomiędzy naszymi często długimi rozmowami - teraz czułam, jak przygniata mnie
ciężar, którego nie potrafiłam zrzucić ze swoich pleców bez obnażania się
jeszcze bardziej.
Hiro w końcu odetchnął.
- Słabo idzie nam ta przyjaźń - mruknął nieco poirytowany nie tyle mną, co
sytuacjami, które ostatnio miały miejsce. Nie potrafiłam się z nim nie zgodzić, w końcu wspomnienie jego i Sam całujących się wciąż przyćmiewało resztę moich i tak pogubionych myśli.
- Nie musisz mi mówić - odparłam równie ciężko, biorąc wdech po dłuższym
jego wstrzymywaniu.
Hiro znów spojrzał mi w oczy z cieniem niepokoju.
- Ale wiesz, że cenię ją bardziej, niż przyjaźń z Sam, prawda? - zapytał,
jakby oczekiwał mojej reakcji.
Już miałam się pohamować i znów milczeć, gdy moja bardziej
złośliwa natura odezwała się po długiej nieobecności. Czasem po prostu tak miałam, że musiałam powiedzieć, co myślę, nawet jeśli bywało to nieuprzejme.
- Właśnie widzę jak ta przyjaźń wygląda - powiedziałam ze
zniecierpliwieniem, mając na myśli jego relację z Sam. Mogłabym nazwać to
kilkoma innymi słowami, ale na pewno nie przyjaźnią - a przynajmniej nie z jej
strony. Czułam się głupio, widząc, że rozczulam się nad każdym jego słowem.
Kiedyś robiłam to samo z pewną inną, bardzo ważną dla mnie osobą i gorzko żałowałam kłamstw, którymi na co dzień karmił mnie Ithani. Gdy przyłapałam go na całowaniu się z Emily - pokojówką z Hotelu Himiko, wmówił mi, że nic ich nie łączy. Cała ta sytuacja z Sam nieznośnie przypominała mi o tamtym zdarzeniu. Kłopot w tym, że Ithani nie zabiegał o mnie tak, jak Hiro, co nieco uśpiło moją czujność.
Hiro wywrócił oczami.
- GoGo... - zaczął, ale szybko mu przerwałam.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać - powiedziałam, nie odrywając od niego
wzroku, by moje słowa głębiej do niego dotarły. - Nie jesteś mi nic winien i
nie potrzebuję twojego współczucia. Rób, co uważasz bez myślenia, czy mnie to
rusza, w końcu nasza przyjaźń i tak nie jest zbyt wiele warta - mówiąc to wstałam i ruszyłam
korytarzem, chcąc zakończyć wreszcie ten dialog, który był dla mnie dobiciem
leżącego.
Hiro jednak skoczył z miejsca i dobiegł do mnie, zanim zdołałam
skręcić w bok korytarzem. Poczułam, jak chwyta mnie za rękę i przyciąga do
siebie, chcąc zatrzymać. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, tym bardziej, że
nie puścił mojej dłoni.
- Nie przyszedłem tutaj, bo tak każe mi sumienie - powiedział odważniej,
najwyraźniej zachęcony moimi słowami. - Chciałem naprawić to, co stało się
wczoraj. Z Sam... Z Sam naprawdę nic mnie nie łączyło poza przyjaźnią i to ona
mnie pocałowała, przysięgam. Nie tłumaczyłbym ci tego, gdyby nie to, że
cholernie żałuję, że to się stało i że byłaś tego świadkiem. - patrzyłam w jego
oczy jak zahipnotyzowana, zaskoczona tym, z jaką pewnością mi to mówi. Poza tym
nigdy nie był tak zdeterminowany przy rozmowie ze mną, co powodowało we mnie jeszcze większą walkę między sercem a rozumem.
- Wierzysz mi? - zapytał spokojniejszym
głosem, patrząc mi czule w oczy. Czułam jego dotyk na moim nadgarstku, gdy jego
palce zmierzały w górę mojego przedramienia, rozlewając po skórze falę gorąca. Zaczynałam przestawać dziwić się, że tak na niego reaguję. Bardziej dziwiło mnie to, że choć bardzo kochałam Ithaniego, on nigdy tak na mnie nie działał - nie tak jak Hiro. Tak jakby każdy jego dotyk był naładowany jakimś napięciem.
Spojrzałam pod nogi zdumiona tym, co przed chwilą usłyszałam.
Mógł o tym zapomnieć, zignorować to, puścić w niepamięć, a jednak był tu i
starał się mnie za wszystko przeprosić,
myślałam, nie mogąc się oprzeć tej myśli. W końcu odetchnęłam, widząc, że czeka
na odpowiedź i zerknęłam na niego niepewnie.
- Nie wiem, ja... - zaczęłam, ale z głębi korytarza wyskoczył Wasabi, dysząc
ciężko. Oderwałam dłoń od Hiro, jakbym bała się, że Wasabi przyłapie nas na
czymś, na czym nie powinien. Hiro tylko wpatrywał się w niego ze zaskoczeniem.
- No... wreszcie was znalazłem - zdążył wydusić, najwyraźniej nie
zauważywszy tego, że nam przerwał. - Yoko... Yoko prosiła, żebyśmy się wszyscy
zebrali i przygotowali, bo Agenda namierzyła Wave'a.
Spojrzeliśmy po sobie z Hiro z szokiem, odkładając nasze
prywatne sprawy na bok. Teraz liczyła się tylko nasza misja.
Siedzieliśmy w naszym apartamencie, czekając na Yoko i
zastanawiając się, co to właściwie miało oznaczać. Dowiedzieliśmy się o tym
gościu zaledwie podstawowych informacji, nie wiedzieliśmy do czego chce użyć
mechanizmów, ani jakim cudem uciekł z więzienia. Czułam, że nasza niewiedza o
Martinezie Tawiorze może się dla nas źle skończyć.
- Co myślicie o tym wszystkim? - zapytał leniwie Hiro, opierając się na
nadgarstku na jasnej kanapie. Wasabi westchnął.
- Nie tak wyobrażałem sobie święta - powiedział wprost, wyraźnie
niezadowolony z faktu, że Agenda oderwała go od rodziny.
- Jaki kit wcisnąłeś Megan i swoim rodzicom? - spytałam go bez ogródek. Mimo
że Megan była siostrą Wasabiego, to nigdy bym nie przypuszczała, że tak ją
polubię. Może i była do niego podobna, ale tylko z wyglądu - przede wszystkim
nie wydawała się taka sztywna jak nasz kumpel.
Wasabi spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
- Moi rodzice to i tak mały problem w porównaniu z Carry - mówiąc to
skrzywił się, sugerując, że rozmowa z jego dziewczyną nie należała do
najprzyjemniejszych. Honey westchnęła i pogłaskała go po ramieniu.
- Przecież dobrze wiedzieliśmy, że tak to wygląda - odparła, mając na myśli
współpracę z Agendą. Szkoda tylko, że i tak część naszego otoczenia była w to
wtajemniczona - wiedział o tym mój ojciec, chłopak Honey, który był prawą ręką
naszej prezes oraz przyjaciółka Hiro, z tym, że "przyjaciółką" bym
jej nie nazwała.
- Łatwo ci mówić - mruknął Wasabi, odpychając dłoń Honey. - Twój chłopak wie
o wszystkim, co robisz. Carry nie ma takiej możliwości, a ja nie chcę tego
dłużej przed nią ukrywać.
Hiro spojrzał z obawą na Wasabiego i otworzył usta, żeby
coś odpowiedzieć, gdy drzwi się otworzyły, a do środka wmaszerowała dumnym
krokiem pani prezes. Za nią majaczyła ciemna sylwetka Robba, który przed jakąś
godziną wrócił ze śledztwa. Wyglądał przede wszystkim na zmęczonego, niż
zachwyconego swoim odkryciem, co nie było takie dziwne, biorąc pod uwagę fakt,
że od rana pracował w terenie.
Honey poderwała się z miejsca i podeszła do Robba, oplatając go
ramionami. Uśmiechnęłam się na ich widok - wyglądali razem naprawdę nieźle, mimo że
byli całkiem od siebie różni, szczególnie w wyglądzie. Robb był wysokim, dobrze
zbudowanym mężczyzną o karnacji ciemniejszej od Wasabiego, a Honey szczupłą
blondynką o długich nogach i gracji motyla.
- Jakieś informacje? - zapytał Hiro, siadając prosto. Yoko zajęła miejsce na
kanapie obok niego i westchnęła cicho. Zauważyłam, że znów miała ze sobą jakieś
dokumenty, które od razu podała Wasabiemu i Fredowi - domyślałam się, że są to
informacje o Wave'ie, w końcu jako jedyni nie widzieli ich na oczy.
- Podajcie je też Baymaxowi - rzuciłam do przyjaciół, przypomniawszy sobie,
że robot mógłby zapamiętać dużo więcej niż kilka kartek druku z archiw Agendy.
Fred skinął głową i siadł obok robota, by móc czytać razem z nim.
- Nie jest dobrze - powiedziała Yoko, patrząc w blat stołu. Hiro zmarszczył
brwi, przyglądając się minie prezes. - Odnaleźliśmy Wave'a na południu Tokyo w
jednej z fabryk. Kazałam Robbowi nie zbliżać się zanadto, bo nie wiemy, czy nie
jest uzbrojony. Wysłałabym was tam, ale nie chcę, żeby groziło wam jakiekolwiek
niebezpieczeństwo, a ta misja jest zbyt ryzykowna.
- To proszę wysłać tylko mnie - odpowiedział Hiro, a my wszyscy zdrętwieliśmy na samą myśl.
- Zwariowałeś?! - krzyknęłam jako pierwsza, choć widziałam, że na językach
moich przyjaciół kłębiło się to samo słowo.
- Ucieczka Wave'a z Isla Menor to moja wina - powiedział poważnie, patrząc
mi w oczy. Przeczuwałam, że będzie miał to na sumieniu jako swój błąd. - To ja
powinienem go dopaść.
- Hiro, zgodziliśmy się na to! - odparłam, szukając w głowie pomysłów, by
móc go zatrzymać. Tym bardziej, że widziałam, jak Yoko zastanawia się nad jego
propozycją. - Siedzimy w tym wszyscy.
- GoGo ma rację - włączyła się Yoko, a ja odetchnęłam z ulgą. Hiro zerknął
na nią, najwyraźniej niezbyt zadowolony, że obrała przeciwne stanowisko w tej
sprawie. - Jeśli wysłanie waszej Szóstki to ryzyko, to nawet przy twoich
zdolnościach, Hiro, walka sam na sam z Martinezem to samobójstwo. Ma nad nami
przewagę.
- Nie wystarczającą - burknął Hiro i opadł na oparcie kanapy, krzyżując
ręce. Wolałam, żeby był nieźle wkurzony, niż żeby ryzykował życie, starając się
zatuszować błąd naszej misji. To nie tak, że mu nie ufałam - widziałam go w
akcji i czułam, że pewnie jeszcze nas czymś zaskoczy, po prostu ryzyko było za
duże, a ja nie chciałam go stracić.
Yoko pominęła komentarz Hiro i wyciągnęła z kieszeni małe
urządzenie, przypominające wyglądem zwykłego pilota. Kiedy go jednak
uruchomiła, zaczął wysyłać niebieskawą poświatę, która z wolna układała się w
przestrzenną mapę. Yoko położyła pilota na stole, tak by obraz terenu się
wyrównał i żebyśmy wszyscy go dobrze widzieli.
Zmarszczyłam brwi, przypominając sobie, gdzie widziałam to
urządzenie. Spotkałam się z nim podczas prezentacji Instytutu - był to projekt
Harrisa Docksona, absolwenta naszej uczelni, który ściśle współpracował z
jednym z największych laboratoriów w Japonii. Sam prototyp videokamery - bo tak
nazwał swoje urządzenie - był wart kilka milionów dolarów, tym bardziej, że nie
przedstawiał zapisanego zrzutu pewnego obszaru, jak mapa, ale przesyłał dane
bezpośrednio z tego miejsca. Czyli, jeżeli ktoś zacząłby się kręcić w pobliżu
miejsca, które zbadał Robb za pomocą videokamery, zobaczylibyśmy to na
przestrzennym ekranie.
Niebieskie światło rzuciło blask na twarze wszystkich wokół, a
Robb podszedł do włącznika światła tuż przy drzwiach i wcisnął nieznany nam
guzik, który uruchamiał metalowe rolety w naszym apartamencie. Usłyszeliśmy
rytmiczny huk, gdy metal spotkał się ze spodem parapetu, a gdy zapadła cisza,
zostaliśmy pogrążeni w głębokiej ciemności, którą rozjaśniał tylko szafirowy
blask videokamery.
- Wave był widziany tu i tu - wskazała Yoko, gdy skończyliśmy podziwiać
projekt Docksona. Był to dowód na wysokie fundusze Agendy, bez dwóch zdań. -
Nie wiemy, jaką powierzchnię ma sama fabryka, bo część jej powierzchni jest
wynajmowana jednak mamy świadomość, że podzielono ją na wiele segmentów, a w
każdym z nich może kryć się Wave.
- Czyli jednym słowem - streścił Hiro z nutą zniecierpliwienia w głosie. -
Wave może być wszędzie.
- Nie - zaprzeczyła Yoko z łobuzerskim uśmiechem, który wyglądał u niej co
najmniej niecodziennie. Wystawiła swój długi palec i wskazała jedną ze stref na
krańcu fabryki. - Jesteśmy prawie pewni, że skrywa się tu. Problem w tym, że
musielibyście przejść całą fabrykę, by się do niego dostać.
- Skoro to videokamera, to dlaczego nie możecie po prostu sprawdzić, gdzie
jest Wave? - zagadnął Wasabi. Właśnie, pomyślałam, marszcząc brwi. Skoro
mieliśmy pełny obraz na fabrykę i na to, co się w niej akurat znajduje, to równie
dobrze moglibyśmy zobaczyć Wave'a tak, jakby Agenda pozostawiła tam zwykłą,
ukrytą kamerę. Yoko ścięła brwi i nakazała coś Robbowi ruchem głowy.
Chłopak podszedł do stołu i kliknął na strefę, w której rzekomo
miał się znajdować Wave, jednak niebieski obraz zamigotał i rozmazał się, jakby
Robb zepsuł całe urządzenie. Zasłoniliśmy oczy przed oślepiającym blaskiem,
dopóki Robb nie wrócił do trybu obrazu całej fabryki i widok na budynek nie
wrócił do swojego normalnego światła.
- Widzicie? - spytała Yoko. - Wave jest specjalistą - dobrze wie, że
korzystamy z videokamery, dlatego zablokował nam dostęp do pięciu pomieszczeń
gospodarczych. W jednym z nich z pewnością przebywa.
- Ale skąd wiadomo, w którym? - zapytała nieśmiało Honey. - Zanim
przeszukamy pierwsze pomieszczenie, może uciec przez te pozostałe do wyjścia.
Yoko kiwnęła głową, jakby w pełni podzielała obawy Honey. Jej
szare oczy wyglądały niemal drapieżnie w niebieskim świetle.
- W tym celu, musielibyście cały czas monitorować te pozostałe za pomocą
videokamery - powiedziała, zerkając z ukosa na Hiro. Doskonale wiedziałam, co
to znaczy. - To trudne zadanie, ale nie jest niemożliwe. Hiro, podejmiesz się?
Wszystkie oczy skierowały się na przyjaciela, łącznie z moimi.
Hiro wyglądał na nieco stłamszonego, jakby nie był już pewien, czy zgadza się
na tę misję. Wiedziałam, że wolałby pójść na nią bez nas, ale musiał zdawać
sobie sprawę, że na pewno go samego nie puścimy. W końcu jego czarne oczy, w
których tańczyły niebieskie światła videokamery, spoczęły na mnie, jakby Hiro
oczekiwał mojej odpowiedzi. Poczułam nagłą ochotę, by odwrócić wzrok, ale nie
mogłam. Jego oczy przyciągały mnie jak magnes, a ja sama nie wiedziałam, jak
mogę przerwać ten kontakt.
Odetchnęłam cicho i skinęłam głową na znak zgody. Jeśli Hiro
zgodzi się na tę misję, to jak zwykle będę się starała jak najbardziej go w tym
zadaniu wesprzeć.
- Tak - odpowiedział Hiro pewnym głosem, jakby miał już przygotowaną tę odpowiedź
i wcale się nad tym nie zastanawiał. - Za ile ruszamy?
Yoko uśmiechnęła się z ulgą, jakby pocieszona z postawy Hiro.
Robb nacisnął przycisk od rolet i niemal natychmiast do środka naszego
apartamentu wpadło światło zachodzącego słońca. Eve Yoko wyłączyła videokamerę,
a ostatnie łuny niebieskiej poświaty zniknęły w oka mgnieniu.
- Za godzinę - odpowiedziała z satysfakcją. - Przygotujcie się, a ja obmyślę
bardziej szczegółowy plan działania.
Po tych słowach pani prezes zabrała ze stolika wszystkie
dokumenty, po czym ruszyła w kierunku drzwi w towarzystwie Robba. Honey
spojrzała za nim tęsknie, ale szybko spochmurniała na myśl o czekającej nas
misji. Nie ona jedna.
Gdy Yoko odeszła, zostaliśmy sami w przygnębiającej ciszy.
Atmosfera w apartamencie zgęstniała kilkakrotnie, jakby Agenda uraczyła nas
jakimś ciężkim gazem, obezwładniającym nasze wszelkie pozytywne myśli. Mieliśmy
przed sobą misję i nie było to byle jakie zadanie - Wave był sprytny, doskonale
wiedział, że jest na widoku i zaszył się w miejscu, do którego nie docierały
sprzęty Agendy. Ciekawe czy brał pod uwagę fakt, że będzie ścigany przez
jej agentów.
- Niezłe święta, co? - odezwał się w końcu Wasabi, przerywając ciszę. Najwyraźniej jemu najmniej przypadł do gustu pomysł o misji w święta, choć nie pomyślałabym, że jest tak rodzinnym typem.
Freddie siedzący między mną a Wasabim rozochocił się na te
słowa.
- Oj, przestańcie - powiedział, po czym rozłożył ramiona i objął mnie i
Wasabiego. - Przynajmniej spędzimy te święta razem.
Honey uśmiechnęła się szeroko, a ja odepchnęłam stanowczo Freda.
- Fred, skończ, serio - odparłam, a reszta wybuchnęła śmiechem. Nawet Hiro.
- Ej, Freddie ma rację - wtrąciła się Honey z pojednawczym uśmiechem. Jej
blond włosy kręciły się od mokrego śniegu, z którym musiała mieć pewnie
wcześniej do czynienia. - Co tam zadanie, ważne, że nie jesteśmy w tym sami -
mamy siebie.
- Grunt to pozytywne myślenie - dodał Hiro nieco zbyt markotnym tonem, jakby
nie był do końca przekonany do tej wizji.
W tym momencie wpadło mi coś do głowy, coś co nieco popsuło
całą wizję naszej misji. Obiecałam ojcu, że będę ostrożna i miałam zamiar
dotrzymać tej obietnicy - ale gorzej, że on nie wiedział nic na temat naszego
zadania, więc pewnie będzie się martwił. Zdziwiłam się nieco moim tokiem
myślenia, bo w końcu nigdy nie interesowało mnie, co sobie myśli o moich
nocnych wypadach. A zresztą on wiedział, że poszłam do Agendy, więc mógł się
domyślić, w jakim celu.
Hiro nagle zmarszczył brwi, jakby pomyślał o tym samym.
- Myślicie, że pozwolą nam powiadomić kogokolwiek, że wybywamy na jakiś
czas? - zapytał zmartwiony. Miał dużo gorszą sytuację niż ja - jego ciocia nie
miała zielonego pojęcia, że jej siostrzeniec jest tajnym agentem.
- Raczej wątpię - odpowiedziałam wprost. Nigdy nie umiałam być sztucznie
miła, to po prostu oszustwo. - Nie wiemy, czy ktoś nas nie obserwuje, albo nie
podsłuchuje naszych rozmów, a jeżeli nagle zadzwonimy do naszych bliskich, to
mogliby się skapnąć, że coś jest nie tak.
Wasabi zmarszczył brwi i spojrzał na mnie, jakbym opowiedziała
mu bajkę wyssaną z palca.
- Naprawdę sądzisz, że ktoś może mieć dostęp do naszych połączeń
telefonicznych? - zapytał z powątpieniem.
- GoGo może mieć rację - wtrącił się Fred z zamyśleniem. - A co jeśli Wave
ma jakiś wspólników? Nie wiemy o nim tak naprawdę nic, a skoro potrafił
przełamać urządzenie warte kilka milionów dolarów...
- Tak, tak - mruknął Wasabi, machnąwszy ręką. Nie miałam ochoty go
przekonywać do mojej teorii. Najważniejsze, że takie ryzyko istniało - i nie
chodziło tylko o Wave'a. Teraz mogliśmy mieć więcej wrogów, którym informacja o
naszej nawet krótkiej nieobecności w San Fransokyo byłaby na rękę.
- No świetnie - westchnął Hiro, opadając na kanapę. Wyglądał na mocno
zmartwionego. - Ciocia mnie zabije. - mruknął, wplatając rękę w swoje czarne
włosy.
Usiadłam obok niego, starając się go jakoś pocieszyć.
- Ej, nie będzie tak źle - powiedziałam zachęcająco i przez moment zabrzmiałam jak Honey. O zgrozo. - Nie możesz czegoś
wymyślić po powrocie?
Hiro wywrócił wymownie oczami z nieznacznym uśmiechem.
- Cześć, ciociu, nie było mnie całą noc, bo robiłem projekt z robotyki
fizycznej, to nic, że są święta... - powiedział, a ja skrzywiłam się lekko.
Rzeczywiście fakt, że trwały święta, nie sprzyjał wymyślaniu wymówek. - Poza
tym i tak Baymax mnie wyda - dodał, zerkając gniewnie na robota.
- Twoja ciocia zasługuje, żeby znać prawdę - odparł skromnie robot.
- To od razu powiedz jej, że Hiro walczył z przestępcą z Isla Menor -
warknęłam, choć robot pewnie i tak nie obraziłby się za mój ton. - Będzie
wniebowzięta!
- Chwila, ja też coś muszę wymyślić - odparł Fred, dopiero teraz skupiając
się na temacie naszej rozmowy. Honey i Wasabi rozmawiali o czymś po cichu, choć najwyraźniej o coś
się kłócili.
- Mam pomysł - zwróciłam się do Hiro, opierającego się o zagłówek kanapy. -
Powiesz jej, że wstąpiłeś do mnie i zagadałeś się z moim ojcem. Powinna to
kupić, mogłabym nawet przekonać ojca, żeby dał ci alibi.
Hiro zaśmiał się, błyskając swoimi białymi zębami.
- A jeśli nie będzie nas całą noc? - spytał mnie z powątpieniem. - O, nie -
dodał, marszcząc brwi. W jego wyrazie twarzy pojawiło się zawstydzenie. - Przyszłoby jej pewnie do głowy coś bardzo, bardzo
głupiego...
Miałam ochotę zatrzymać się na moment w tej rozmowie i wypytać
go o co chodzi, ale mój umysł formułował nowe wymówki, jakie Hiro mógłby podać swojej cioci. Akurat, jeśli chodziło o oszukiwanie dorosłych, to byłam
w tym prawdziwym mistrzem - w końcu od lat oszukiwałam ojca, bym mogła brać
udział w wyścigach. Pewnie myślał, że jestem niezłą imprezowiczką, albo
naprawdę zbuntowaną nastolatką, podczas gdy ja ścigałam się z Ithanim... Naprawdę wolałabym, żeby jego domysły były prawdą.
- W mojej rodzinie w święta zjeżdża się pół rodziny i zazwyczaj siedzimy do
rana - powiedziałam lekkim tonem. - Nie powinna się dziwić, że trochę cię to
zatrzymało.
Hiro zamyślił się na chwilę, patrząc mi w oczy, ale szybko jego
usta rozświetlił delikatny uśmiech, niemal łobuzerski. Na sam jego widok
poczułam, że się rumienię. GoGo, skończ, myślałam stanowczo, starając się
powstrzymać moje rozmarzone myśli, które napływały do mojego umysły jak morski
przypływ, gdy Hiro był blisko mnie. Zaczynałam już wyliczać w głowie bardzo
znaną mi wyliczankę argumentów, dlaczego nie powinnam w ten sposób myśleć o
moim przyjacielu, ale umysł to jedno, a serce to drugie. Niestety to drugie
miało w tej chwili miażdżącą przewagę.
- Dzięki, Go - wyszeptał z ciepłem w głosie.
Ołkii ^^ jestem, miał być piąteczek i jest piąteczek ;33 kurczę robię się taka... taka... Obowiązkowa O.O Ja. Just. O.o nie no, nie wierzę...
Mam nadzieję, że nieco was uspokoiłam tą rozmową Hiro i GoGo, ja wgl dzisiaj mam jakiś zryty dzień - wszystko mi przypomina o tym rozdziałku :')) mówiłam właśnie Avis że podczas nauki historii trafił mi się cesarz Hirohito -.- o zgrozo...
Tak więc wyczekujcie do następnego weekendu :* Może być dość ciekawie ;))
5/06/2016
4/30/2016
Bez znaczenia
Słońce już całkiem wygasło, ustępując chłodnej zimie. W moim pokoju panował ciągły mrok, jakby nastał zmierzch, nie południe. Czas mijał wolno i leniwie, a mnie kompletnie nie interesowało, że go marnuję. I tak nie miało to większego znaczenia.
Leżałam w swoim łóżku, przyciskając głowę do poduszki. Moje policzki stały się już suche, ale i tak czułam, że moje oczy nie wyglądają jeszcze normalnie - pewnie są napuchnięte po tylu godzinach płaczu. Właściwie, czemu ja się tym w ogóle przejęłam? Powinnam mieć to gdzieś, powinnam siedzieć dalej u Honey i dobrze się bawić, tak jak to robiłam wcześniej, zanim przyszła Sam. Nie rozumiałam swojego zachowania, to było irracjonalne. Uciekłam z Gwiazdki mojej najlepszej przyjaciółki tylko dlatego, że widziałam Hiro i Sam... Ach, na samą myśl znów czułam to ukłucie w sercu. GoGo, co się z tobą dzieje? - pytałam siebie cały czas, ale mój umysł prowadził monolog - reszta mnie totalnie go ignorowała.
Co było takiego w Hiro, że czułam takie rozdarcie, gdy o nim myślałam? Odpowiedź była prosta - Honey chyba miała rację. Naprawdę coś do niego czułam... Ale to nie miało już znaczenia. Dla niego liczy się Sam, pomyślałam dość obojętnie. Odpuść, GoGo.
Nagle drzwi do mojego pokoju uchyliły się lekko, a w jasne drewno zapukała jedyna osoba, która ze mną mieszkała.
- Można? - usłyszałam opanowany głos mojego ojca, choć najwyraźniej próbował być zabawny.
Nie odezwałam się, mając nadzieję, że pomyśli, że śpię. W końcu leżałam tu pewien czas, tylko że do snu było mi jeszcze daleko.
Usłyszałam wolne kroki, po czym mój ojciec usiadł obok mnie - słyszałam ciche skrzypnięcie mojego łóżka. Nie chciałam, żeby tu był, chciałam pobyć teraz sama, choć z drugiej strony cały czas czekałam, że do mnie przyjdzie. Potrzebowałam go.
- Co się stało, GoGo? - zapytał cicho, dotykając mojego ramienia. - Nawet nie zeszłaś na obiad.
- Nie jestem głodna - odpowiedziałam, dumna z tego, że mój głos brzmiał z obojętnością i spokojem. Mogłam się za nim chować zawsze, gdy moje oczy wskazywały co innego.
Usłyszałam ciche westchnięcie, jakby mój ojciec chciał je ukryć. Nie widząc jego twarzy mogłam zgadnąć, że się martwi, zawsze to robił. Czułam się jak w jakimś upiornym deja-vu. Trzy lata temu też leżałam zapłakana i wtedy on też mnie wspierał. A raczej próbował - wtedy go odepchnęłam. Głupia, Tomago, warczałam do siebie w myślach, nie wierząc, jak mogłam dopuścić do tego, by znów czuć to samo odrzucenie, co wtedy, gdy zostawił mnie Ithani.
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał, głaszcząc mnie cierpliwie po ramieniu. - Nie chcę, żebyś spędziła święta w ten sposób.
Zamknęłam oczy, a po moich zaciśniętych powiekach przemknęły słone łzy. Czułam, że cała się rozpadam na kawałki, które ciężko będzie pozbierać. A teraz nie miałam już osoby, która mogłaby mi w tym pomóc. Może ze względu na to, a może po prostu z tęsknoty, usiadłam na łóżku i objęłam szyję mojego taty, łkając bezgłośnie.
Mój tato objął mnie, czule głaszcząc po włosach. Uwielbiałam w nim jedną, bardzo prostą cechę - nigdy nie pytał, dlaczego jestem smutna. Nie byłam osobą, która łatwo dzieliła się z innymi swoimi odczuciami i on doskonale o tym wiedział. Zawsze byłam raczej zamknięta w sobie, tak jak moja mama. Ona wyrażała siebie za pomocą farb i pędzli, czym zachęciła mnie do swojej pasji.
Siedzieliśmy w ciszy, która kompletnie mi nie przeszkadzała. Bałam się przyznać, że brakowało mi taty, dopiero teraz czułam jego wsparcie. Myślę, że po jego zawale coś się między nami zmieniło, widzę te zmiany. Mój ojciec coraz częściej starał się ze mną rozmawiać, nawet jeśli go odpychałam. Mimo to jednak próby te były dla mnie bardzo ważne.
W końcu mój tato odsunął się ode mnie łagodnie i spojrzał mi w oczy, przecierając dłońmi mokre policzki, jakbym była małą dziewczynką.
- Już ci lepiej? - zapytał tylko, jakby sam nie był do końca o tym przekonany. - Niektóre sprawy trzeba po prostu przeboleć...
- Tak, jak ty przebolałeś mamę? - wyrwało mi się. Twarz ojca nie zmieniła się, jakby kompletnie nie ruszyły go moje słowa. Nie było w nich jadu, lecz zwykła ciekawość, czy cierpiał tak, jak ja teraz. Nie chciałam stracić Hiro... - Przepraszam - powiedziałam po chwili, czując się strasznie głupio. To, że cierpiałam, nie oznaczało, że mogłam bez skrupułów ranić innych, by czuć się lepiej.
- Nie masz za co - odpowiedział z delikatnym uśmiechem. - Bardzo kochałem twoją mamę i dobrze to wiesz. Po prostu... z czasem ten żal po jej stracie się zmniejszył. Sama doskonale wiesz, jak to działa - mówiąc to, wziął moją dłoń w swoją i zacisnął, chcąc dodać mi otuchy. - Razem damy sobie radę, tak?
Uśmiechnęłam się przez łzy, zaciskając dłoń taty na znak zgody. Nie chciałam, żeby to się zmieniało, chciałam, żeby przy mnie był, choć moja ostrożność podpowiadała mi, że wkrótce to może się zmienić. Że znowu ode mnie odejdzie, a ja zostanę sama, bez żadnej pomocy. Na razie jednak żyłam chwilą i cieszyłam się, że mam w kimś oparcie.
Nagle mój telefon odżył po ostatnich nieudanych połączeniach od Hiro, przedstawiając nieznany mi numer. Spojrzałam na niego z ciekawością i odebrałam telefon bezpośrednio przy moim ojcu.
- Tak? - zapytałam, podciągając nosem.
- GoGo? - usłyszałam znajomy głos, którego w ogóle się nie spodziewałam w tej sytuacji. - Mogłabyś do nas przyjść? To bardzo ważne.
Zaraz, chwila. Czego Yoko chce ode mnie w dzień świąt? - zastanawiałam się. Czy naprawdę nie miała komu zawracać głowę? Wtem przyszła mi do głowy Sam i poczułam złość. No tak, Samie jest zbyt zajęta Hiro, by pomagać swojej szefowej...
- Czy to konieczne? - zapytałam tonem wskazującym na to, że niekoniecznie chcę poświęcać dla Agendy czas, który powinnam spędzić z rodziną.
- Tak! - usłyszałam Yoko, która musiała być strasznie poddenerwowana. - Reszta już o wszystkim wie, zaraz też tutaj będą. Postaraj się przyjść jak najszybciej.
Po tych słowach rozłączyła się, zostawiając mnie samą z sygnałem. Zmarszczyłam brwi i odrzuciłam telefon na łóżko, starając się nie myśleć o nadchodzącym spotkaniu z Hiro.
- Obowiązki? - zapytał mój tato z uśmiechem, jakby zapomniał o naszym poprzednim temacie.
- Tak, coś w tym rodzaju - odparłam, przechodząc przez pokój i zgarniając kilka wybranych ubrań. Zgadywałam, że pewnie chodziło o kolejną misję, w którą Yoko chciała nas zaangażować, więc nie zamierzałam wybiegać z domu w dresach.
- Uważaj na siebie - usłyszałam i obróciłam się, patrząc na ojca z zaskoczeniem. Wiedział o Agendzie, więc domyślał się, z jakim ryzykiem się borykam. Nie sądziłabym jednak, że go to rusza, aż do teraz. Zmarszczyłam tylko jedną brew w zastanowieniu, zauważając, że stanęłam pośrodku pokoju jak wryta. Kiwnęłam tylko głową, patrząc na łagodne, ciemne oczy, podobne do moich własnych.
- Jak zawsze - odpowiedziałam miłym tonem, który raczej nie był zarezerwowany dla mojego rodzica.
Wybiegłam z domu w zimowej kurtce i po jakimś kwadransie znalazłam się pod hotelem Akiyo, w którym znajdowała się siedziba Agendy. Ten budynek naprawdę mnie motywował - był wielki, jasny i wszechstronny - na każdym piętrze znajdowało się coś innego, dlatego był niemal ucieleśnieniem San Fransokyo, przedstawiając całą jego naturę w jednym budynku. Weszłam do środka, ignorując nieco zakłopotane spojrzenie odźwiernego, który pewnie dziwił się na widok gości w hotelu w czasie świąt. Nie ziało tu jednak pustkami - wokół pachniało puddingiem i cynamonem, jakby hotel dalej świętował gwiazdkę. Pewnie nawet tu chciano ugościć ducha świąt.
Przejechałam windą piętra, aż do czwartego, które było mi tak dobrze znane. Zastanawiałam się, co zrobić, gdy spotkam Hiro, ale moje myśli przerwał cichy brzdęk, oznaczający koniec pracy windy i drzwi otworzyły się na oścież, ukazując mi przejście.
Gdy zobaczyłam korytarz, zamarłam. Na środku stali Hiro i Honey, patrzący na mnie, jakby nie spodziewali się mojej obecności w Agendzie o tej porze. Poczułam się niezręcznie, gdy patrzyliśmy sobie z Hiro w oczy - coś we mnie zamarło, jakby oczekiwało czegokolwiek z jego strony. Mój umysł jednak w ostatniej chwili wyratował mnie z tej sytuacji, zanim mój rzekomy przyjaciel zdążył drgnąć.
Wyszłam z windy pewnym krokiem i stanęłam przed moimi przyjaciółmi, udając, że wszystko gra.
- Hej - przywitałam się z lekkim uśmiechem, który zawsze ukrywał moje uczucia. Był już jak maska, która zdążyła się już wyrobić od częstotliwości jej używania. - Wiecie może o co chodzi Yoko?
Postanowiłam grać na zwłokę - udawać, że wczorajszej nocy w ogóle nie było i że wcale nie uciekłam z mieszkania Honey. Po prostu ta noc już dla mnie nie istniała.
Hiro i Honey spojrzeli po sobie z dziwnymi minami, ale szybko przyjęli moją grę. Nie było sensu teraz rozważać tego typu sprawy. Hiro odchrząknął i skrzyżował ręce, udając że czuje się komfortowo w tej sytuacji.
- Yoko mówiła, że potrzebuje całej naszej ekipy i że dopiero wtedy powie nam, co jest nie tak - powiadomił mnie. Skinęłam głową, choć czułam się zawiedziona, że będę musiała podtrzymywać rozmowę do czasu, aż ostatni z nas przyjdzie do Agendy. Naprawdę bałam się rozmowy o wczorajszym dniu.
Hiro spojrzał na mnie w sposób, w który tylko on umiał na mnie patrzeć. Na samą myśl robiło mi się gorąco, ale teraz temu uczuciu towarzyszył ból w klatce piersiowej, jakby ktoś ciął moje serce na części. Obróciłam wzrok, starając się zignorować czułość w jego oczach.
- Pewnie to coś ważnego, skoro wezwała nas tak nagle - powiedziałam, patrząc w bok na drzwi do biura Sam. Miałam nadzieję, że siedzi sobie w domu, a nie spędza czasu w pracy.
- Jest to coś ważnego, GoGo - usłyszałam głos z przeciwnej strony korytarza. Obróciłam się i zauważyłam Yoko, ubraną jak zwykle na biało-szaro w tej swojej prostej spódnicy księgowej. Wyglądała klasycznie i elegancko jak osoba nadająca się świetnie do pracy umysłowej, ale nie do fizycznej, co współgrało z jej funkcją. - Nie prosiłabym was tu w święta, gdyby nie chodziło o coś ważnego - powiedziała poważnie, stając koło nas. - Ale przejdźmy może do mojego gabinetu. Nie chciałabym, żeby inni słyszeli naszą rozmowę.
Widziałam zaniepokojenie na twarzy Hiro, który jako pierwszy ruszył za Yoko. Nie wątpiłam, że jej ufał, ale zawsze zachowywał zdrowy dystans do pani prezes, który ja popierałam. Dziwiło mnie, że Sam tak go nakłaniała do zaufania wobec Yoko, jakby leżało to w jej interesie. W końcu chyba udało jej się omotać Hiro... Rany, a ja znów wracałam do wczorajszego wieczoru...
- To, co wam mówię jest tajne, nie muszę wam przypominać? - zapytała Yoko, gdy zamknęłam jako ostatnia drzwi do jej gabinetu. Dziwiło mnie, że nie czeka na resztę, ale tylko potwierdzało to, że sprawa była pilna.
Jej gabinet był naprawdę mały, co mnie dziwiło, skoro mieliśmy do czynienia z najważniejszą osobą w tej instytucji. Większość mebli była zapełniona idealnie poustawianymi segregatorami o ciemnych okładkach, a i tak nie było ich tak dużo. Na środku stało proste biurko z akuratnie trzema miejscami od strony drzwi, jakby Yoko przewidziała, ile nas będzie. Rozglądałam się po tym pomieszczeniu z nutą zdziwienia, jakbym nie dowierzała, że Yoko jest tak schludna i skromna.
- Skąd, pani Yoko - odpowiedziała Honey, siadając na wskazanym jej przez panią prezes miejscu. Hiro odczekał aż ja zajmę miejsce jako druga, po czym zajął ostatnie.
- Więc co się stało? - spytał nieco zmęczonym tonem, jakby już samo zastanawianie się wprawiało go w zniechęcenie.
- Z Isla Menor wydostał się kilka dni temu pewien więzień - powiedziała bez ogródek Yoko, splatając dłonie na swoim biurku. Jej szare oczy świdrowały nas, jakby chciały odgadnąć, co siedzi w naszych głowach. Aktualnie w mojej nie było nic, bo nie odczuwałam żadnych uczuć wobec skazańców znajdujących się na wyspie.
- Znamy go? - zapytał Hiro, marszcząc brwi. Zagryzłam zęby i obróciłam głowę, zauważając, że znowu mu się przyglądam.
- Nie. - odparła Yoko stanowczo. - To Martinez Tawior, znany jako Wave. Był emigrantem z Meksyku, dopóki nie wszedł w konflikt z prawem w Japonii. Przed godziną dostaliśmy informacje o włamaniu do Sayi-Centre, na drugim końcu San Fransokyo.
Hiro podniósł głowę, jakby zszokowała go ta nazwa. Obie z Honey spojrzałyśmy na niego z zaskoczeniem.
- Sayi-Centre? - zapytał z niedowierzaniem. Mi ta nazwa nie mówiła za wiele.
Yoko kiwnęła poważnie głową.
- Wykradł kilka mechanizmów kumulujących wartych kilkaset milionów dolarów. - odpowiedziała, zachowując kontakt wzrokowy z naszym przyjacielem. - Jak myślisz Hiro, do czego mogłyby mu być potrzebne?
Nie musiałam zgadywać, by wiedzieć, że Sayi- Centre musiało mieć jakiś związek z robotyką. Fakt, że Hiro znał to miejsce mówiło samo za siebie. Poza tym wyraźnie nie był zachwycony tą informacją, więc na pewno to, co wykradł nijaki Wave mogło zostać wykorzystane w podły sposób. Nasz przyjaciel westchnął cicho i zapatrzył się na Yoko, jakby rozmawiał z nią telepatycznie.
- Muszę wiedzieć o nim nieco więcej - podkreślił delikatnie, w dalszym ciągu marszcząc brwi. Pamiętałam każdy kontur jego miny, szkicowałam ją już kilka razy i zawsze wprawiała mnie w zakłopotanie. Tak, jakby Hiro znał jeden krok więcej od innych za każdym razem, gdy się nad czymś zastanawiał. Bolało mnie to, że wciąż tak na niego reagowałam - przekreślanie go w moim życiu będzie musiało potrwać znacznie dłużej, niż myślałam.
Yoko kiwnęła głową i podała Hiro jakieś dokumenty. Zajrzałam mu przez ramię, starając się wybadać coś więcej, choć pewnie nie było to konieczne, bo mózg Hiro już pewnie zapisał jakąś połowę faktów o mężczyźnie ze strony, na którą właśnie patrzył. Przypomniałam sobie moją zazdrość, gdy go poznałam. Drażniło mnie to, jak łatwo przychodziła mu nauka, przez co czułam się przy nim strasznie głupia. Raz nawet pytałam Tadashiego, czy nie wkurza go, że wszyscy zawsze zwracają uwagę na geniusz Hiro, ale on wtedy tylko się roześmiał.
- Martinez zamieszkiwał południowy Meksyk w małej miejscowości przy Morzu Karaibskim. Jego pasją od zawsze był surfing, stąd jego pseudonim w więzieniu. Wynalazł tor do deski, który umożliwiał mu około dwa tysiące więcej manewrów.
- Czyli jednym słowem jest mózgowcem? - zagadnęłam, patrząc na Yoko, która skinęła niechętnie głową.
- Tor stworzył w wieku piętnastu lat. Potem przyleciał do Japonii. - mówiła dalej, podczas gdy Hiro czytał jej dokumenty.
- No ładnie - mruknęła Honey zniechęcona dalszymi dopytywaniami. Wniosek był jeden - koleś był niebezpieczny. Skoro uciekł z więzienia, musiał mieć niezły łeb. - Nie powiadomiono żadnych służb po jego ucieczce? - zapytała blondwłosa po krótkiej chwili zastanowienia.
- Powiadomiono wszystkich - odparła zdecydowanie, ale łagodnie Yoko, nachylając się nad biurkiem. - Z tym, że obrona Hiro przyniosła więcej zamieszania na Isla Menor, niż zdajecie sobie sprawę.
Hiro przestał czytać i skupił wzrok na Yoko, jakby chciał ją udusić gołymi rękami. Wiedziałam, ile go kosztowała ta cała rozprawa i nie zazdrościłam mu wcale tej sytuacji. Gorzej, że jego starania prawdopodobnie poszły na marne.
- Co się dzieje na Isla Menor? - spytał tylko z nutą złości w głosie. Yoko zawahała się.
- Więźniowie są traktowani lepiej, niż powinni - powiedziała dużo mniej stanowczo. - Na ogół nie dochodzi do większych zamieszek, zwłaszcza jeśli chodzi o więźniów, których ocaliliście... ale pozostali... cóż, wygląda na to, że korzystają na prawach, które im zagwarantowaliście.
Hiro zdrętwiał na te słowa. Przez moją głowę przemknęło kilka przekleństw, których na pewno nie wypowiedziałabym w obecności pani prezes. Honey położyła dłoń na ramieniu Hiro, chcąc go wesprzeć. W jej zielonych oczach pojawiła się troska.
- Nie chcieliśmy, żeby to tak wyszło - powiedziała delikatnie, zwracając się do Yoko, ale Hiro nie zwrócił na nią uwagi.
- Czyli, że to my spowodowaliśmy ucieczkę Martineza, tak? - zapytał z powagą, siadając sztywno w swoim fotelu. Przygryzłam wargę na myśl, że nasza misja na Isla Menor wcale nie poszła tak dobrze, jak początkowo sądziliśmy.
Yoko posmutniała i zabrała dokumenty, które Hiro położył na jej biurku.
- Masz dobre serce, Hiro - powiedziała, układając papiery w rękach. - Ale czasem to nie wystarczy, by zapanować nad tymi, którzy nie chcą słuchać.
Hiro osunął się w fotelu, przymykając oczy. Przypomniał mi się jego napad furii, gdy dowiedział się, że Ithani miał coś wspólnego ze śmiercią Tadashiego. Pamiętam, jaki był wtedy wściekły i wciąż nie potrafiłam zrozumieć, jakim cudem mieścił w sobie tyle emocji. Osobiście ja miałam na to prosty sposób - wsiadałam na motor i pędziłam przed siebie, zostawiając za sobą wszystko, co sprawiało mi problem.
- Hiro, nie chciałeś nic złego... - zaczęłam, czując, że muszę coś zrobić, inaczej będę miała wyrzuty sumienia, że nie zrobiłam nic, gdy Hiro brał całą winę na siebie. Zauważyłam, że lekko drżą mu dłonie, co w pełni ukazywało jego stres. Zapragnęłam złapać go za rękę, by dodać mu wsparcia, ale odrzuciłam ten pomysł bardzo szybko, wciąż mając w pamięci wydarzenia z poprzedniego wieczoru.
- Co teraz? - spytał cicho, a w jego głosie wyczuwalne było napięcie.
Yoko westchnęła dość swobodnie i oparła się o swoje biurko.
- Chciałabym, żebyście znaleźli Wave'a jak najszybciej i schwytali go, zanim to, co wykradł, okaże się niebezpieczne. - widziałam po niej, że wcale nie była tak przejęta tą sytuacją, jak początkowo myśleliśmy. Najwyraźniej takie sytuacje w Agendzie to normalka - gorzej z Hiro. Choć doskonale sobie radził jako szef naszej grupy, to bardzo często brał na siebie zbyt dużą odpowiedzialność, jakby winę za nasze błędy miał ponosić tylko on sam. - Hiro, jak myślisz, do czego mógłby użyć tych mechanizmów?
Hiro zmarszczył brwi z zamyśleniem, skupiając swój nieobecny wzrok na blacie biurka Yoko.
- Mechanizm kumulujący skupia tysiące, a czasem miliony informacji w tej samej przestrzeni - usłyszałyśmy po chwili ciszy. - Lepsze modele potrafią skupiać więcej operacji... to coś jak dysk.
Yoko kiwała posłusznie głową, słuchając Hiro z uwagą, jakby z chęcią korzystała z możliwości zdobycia dodatkowej wiedzy.
- Z tym, że dysk tylko przechowuje tę samą liczbę danych, a mechanizm je przekopiowuje i zwielokrotnia tak długo, ile starczy mu miejsca. - mówił dalej Hiro, gestykulując przy tym dłońmi. - W większych fabrykach produkujących roboty mechanizmy są wykorzystywane do zachowywania danych, tak by można je było skasować, gdyby roboty przerwały pracę systemu...
- Czyli, że Wave chce coś kontrolować mechanizmami kumulującymi? - zapytała z zainteresowaniem Honey, opierając się na nadgarstku. Hiro kiwnął głową.
- Jeśli interesuje go robotyka, to Agenda może mieć spory problem ze schwytaniem Martineza - skończył, patrząc w oczy Yoko. Prezes Agendy pokiwała głową, jakby przyjęła słowa Hiro i usiadła w swoim fotelu.
- Czyli po prostu Martinez potrzebuje mechanizmów, by kontrolować roboty? - zapytałam wprost. Nie wątpiłam, że Hiro zna się na robotyce, ale nie pasowało mi to do wizji przestępcy. Niby po co miałby użyć robotów? Co innego Ithani, gdy poddawał nas próbie i skonstruował fałszywe Baymaxy. Na ogół ludzie nie dążą do destrukcji miast poprzez ręcznie budowane machiny do zabijania, chyba że mają ku temu jakiś wyższy cel. - To bez sensu.
Hiro spojrzał na mnie z zainteresowaniem, które mówiąc szczerze bardzo mi się podobało.
- Masz jakiś lepszy pomysł? - zapytał bez cienia złośliwości. No tak, w naszym gronie tą "złośliwą" byłam ja...
- Owszem - powiedziałam szczerze, czując się nieco niezręcznie, że wszyscy skupili na mnie swoją uwagę. Spojrzałam więc na Yoko. - Mechanizmy kumulujące są wykorzystywane też do dużo większych przedsięwzięć niż produkcja robotów. Zwłaszcza w przemyśle zbrojeniowym.
- GoGo, skąd ty to wiesz? - zapytała ze zdziwieniem Honey. Ona i Hiro patrzyli na mnie, jakbym się przed nimi zmaterializowała w jednym momencie.
- Interesuje mnie motoryzacja pod każdą postacią, zapomniałaś? - uświadomiłam ją, unosząc brew. Hiro uśmiechnął się delikatnie, cały czas mnie obserwując. - Podczas wojny rosyjsko-japońskiej stworzono system kontrolujący odrzutowce. W ten sposób w kokpitach nie musieli siedzieć piloci, bo sterowano nimi za pomocą mechanizmów w centrum Tokyo.
- I jaki z tego wniosek? - zapytał Hiro znudzonym głosem, najwyraźniej poczuwając się do rywalizacji ze mną, kto ma rację. Uśmiechnęłam się lekko, widząc jego pewną siebie minę.
- Mechanizm kumulujący potrafi powstrzymać machiny wojenne, odciąć od prądu pół Japonii, zablokować elektrownie... Nie każdy myśli tylko o robotach - powiedziałam, wywracając przy tym mimowolnie oczami, jakbym rozmawiała z kimś o niższym poziomie intelektualnym.
Hiro powstrzymał śmiech, uśmiechając się przy tym ujmująco. Dziwiło mnie to, że Tadashi raczej nie miał w zwyczaju uśmiechania się w taki sposób, co jego młodszy brat. Najwyraźniej te urzekające geny w rodzinie Hamadów otrzymał Hiro wraz z nieprzeciętnym intelektem.
- Tak się składa, że nie myślę tylko o robotach - powiedział z ciepłem w głosie.
Ach, no tak, pomyślałam, czując, że moje rozmarzenie o nim wypiera nagła złość. Sam też musi zajmować trochę twoich myśli.
Yoko miała już coś powiedzieć, gdy drzwi do jej gabinetu uchyliły się, a do środka zajrzał Wasabi, rozglądając się z ciekawością po małej przestrzeni.
- Można, pani Yoko? - zapytał, gdy zdołał namierzyć już mnie, Hiro i Honey.
Pani prezes kiwnęła głową, ale widziałam, że jej myśli zajmuje coś innego. Musiała mieć sporo na głowie, w końcu to, czy złapiemy Wave'a czy nie, skutkowało jej opinią i pewnie skrupułami - w końcu zgodziła się na wszystkie pomysły Hiro, także na obronę więźniów na Isla Menor. Nie wierzyłam, że będzie to powodem kolejnych problemów.
- Hiro, mam prośbę - mógłbyś przekazać reszcie informacje na temat ostatniego wydarzenia? - zapytała, biorąc z biurka plik dokumentów i przyciskając je do piersi. - Ja muszę sprawdzić, czy Robb już wrócił z wynikami analizy miejsca kradzieży... Jeśli uzyskam jakieś dodatkowe informacje, to was powiadomię. Sądzę, że zostaniecie w Agendzie na pewien czas?
- Chyba nie mamy wyboru, pani Yoko - odpowiedział nieco zmieszany Hiro.
- To dobrze - Yoko skinęła głową, patrząc na każdego z nas z osobna. - Możliwe, że jeśli Robb natrafił na jakiś świeży ślad, to wyślemy was na misję jeszcze dziś wieczorem. Dlatego szczerze mówiąc, wolałabym, żebyście byli blisko.
Zgodziliśmy się bez stękania, choć w głębi duszy pewnie każdy z nas wolał te święta spędzić w nieco innej atmosferze. Siedzenie w Agendzie przez cały dzień raczej nie leżało w liście moich ulubionych zajęć na święta, szczególnie jeśli oznaczało to dalsze odwlekanie mojej konfrontacji z Hiro. Wyszliśmy na korytarz i zauważyliśmy Freda i Baymaxa, wychodzących z windy. Fred wyglądał przy nim na naprawdę niskiego, choć robot nie był nadludzko wysoki. Fred zamachał nam z szerokim uśmiechem, szepcząc o czymś z Baymaxem.
- To jak? O co chodzi z tą całą misją, Hiro? - zapytał Wasabi, pewnie niecierpliwiąc się na samą myśl, co Yoko mogła nam przekazać.
Uwaga Hiro jednak była skupiona na mnie i nie był raczej zainteresowany w tym momencie tematem Martineza i mechanizmów, które wykradł. Wiedziałam, że chce ze mną pogadać i po raz pierwszy czułam, że nie wiem, co robić. Miałam ochotę wziąć nogi za pas i uciec jak najdalej, widząc siłę tego spojrzenia, ale nie zrobiłam nic, po prostu stojąc przed moim przyjacielem i patrząc mu w oczy. W końcu westchnął, jakby ważność obowiązków przewyższyła jego zamiary.
- Chodźcie, zaraz wam powiem - zwrócił się do Wasabiego, cofając się w kierunku naszego apartamentu. Czułam się nieswojo, jakbym to ja zrobiła coś nie tak. Coś rozrywało mnie od środka - z jednej strony ogromna chęć rozmowy z Hiro, jego zainteresowania i wsparcia, z drugiej jednak strony miałam ochotę go rozszarpać na strzępy po tym, jak widziałam go całującego się z Sam. Nie byliśmy razem, więc nie miałam powodów, by czuć się zdradzona, jednak to nie argumentowało tego, jak się teraz czułam. Dopiero teraz dotarło do mnie, jakim kłamstwem była nasza przyjaźń.
- Dołączę do was później - mruknęłam, odchodząc w przeciwnym kierunku, w stronę windy.
Dobra, dobra, jestem :3 miała być sobota - wyrobiłam się :D jest 23:25 uff ;33
To jak podoba wam się w takim razie rozdział o GoGo i czy chcecie więcej? ;) bo jeśli tak, to mogę przygotować ich więcej w najbliższym czasie, nie to żeby użalanie się nad sobą Hiro i jego wyrzuty sumienia były mniej interesujące :D
PS: Rany, ostatnio zrobiłam się na jedyną chyba blogerkę, która pyta swoich czytelników jak ma wyglądać next :D czuję się jak prezydent w demokracji xd ;33
~W takim razie Wasza Pani Prezydent, Just Dreamie xD
Leżałam w swoim łóżku, przyciskając głowę do poduszki. Moje policzki stały się już suche, ale i tak czułam, że moje oczy nie wyglądają jeszcze normalnie - pewnie są napuchnięte po tylu godzinach płaczu. Właściwie, czemu ja się tym w ogóle przejęłam? Powinnam mieć to gdzieś, powinnam siedzieć dalej u Honey i dobrze się bawić, tak jak to robiłam wcześniej, zanim przyszła Sam. Nie rozumiałam swojego zachowania, to było irracjonalne. Uciekłam z Gwiazdki mojej najlepszej przyjaciółki tylko dlatego, że widziałam Hiro i Sam... Ach, na samą myśl znów czułam to ukłucie w sercu. GoGo, co się z tobą dzieje? - pytałam siebie cały czas, ale mój umysł prowadził monolog - reszta mnie totalnie go ignorowała.
Co było takiego w Hiro, że czułam takie rozdarcie, gdy o nim myślałam? Odpowiedź była prosta - Honey chyba miała rację. Naprawdę coś do niego czułam... Ale to nie miało już znaczenia. Dla niego liczy się Sam, pomyślałam dość obojętnie. Odpuść, GoGo.
Nagle drzwi do mojego pokoju uchyliły się lekko, a w jasne drewno zapukała jedyna osoba, która ze mną mieszkała.
- Można? - usłyszałam opanowany głos mojego ojca, choć najwyraźniej próbował być zabawny.
Nie odezwałam się, mając nadzieję, że pomyśli, że śpię. W końcu leżałam tu pewien czas, tylko że do snu było mi jeszcze daleko.
Usłyszałam wolne kroki, po czym mój ojciec usiadł obok mnie - słyszałam ciche skrzypnięcie mojego łóżka. Nie chciałam, żeby tu był, chciałam pobyć teraz sama, choć z drugiej strony cały czas czekałam, że do mnie przyjdzie. Potrzebowałam go.
- Co się stało, GoGo? - zapytał cicho, dotykając mojego ramienia. - Nawet nie zeszłaś na obiad.
- Nie jestem głodna - odpowiedziałam, dumna z tego, że mój głos brzmiał z obojętnością i spokojem. Mogłam się za nim chować zawsze, gdy moje oczy wskazywały co innego.
Usłyszałam ciche westchnięcie, jakby mój ojciec chciał je ukryć. Nie widząc jego twarzy mogłam zgadnąć, że się martwi, zawsze to robił. Czułam się jak w jakimś upiornym deja-vu. Trzy lata temu też leżałam zapłakana i wtedy on też mnie wspierał. A raczej próbował - wtedy go odepchnęłam. Głupia, Tomago, warczałam do siebie w myślach, nie wierząc, jak mogłam dopuścić do tego, by znów czuć to samo odrzucenie, co wtedy, gdy zostawił mnie Ithani.
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał, głaszcząc mnie cierpliwie po ramieniu. - Nie chcę, żebyś spędziła święta w ten sposób.
Zamknęłam oczy, a po moich zaciśniętych powiekach przemknęły słone łzy. Czułam, że cała się rozpadam na kawałki, które ciężko będzie pozbierać. A teraz nie miałam już osoby, która mogłaby mi w tym pomóc. Może ze względu na to, a może po prostu z tęsknoty, usiadłam na łóżku i objęłam szyję mojego taty, łkając bezgłośnie.
Mój tato objął mnie, czule głaszcząc po włosach. Uwielbiałam w nim jedną, bardzo prostą cechę - nigdy nie pytał, dlaczego jestem smutna. Nie byłam osobą, która łatwo dzieliła się z innymi swoimi odczuciami i on doskonale o tym wiedział. Zawsze byłam raczej zamknięta w sobie, tak jak moja mama. Ona wyrażała siebie za pomocą farb i pędzli, czym zachęciła mnie do swojej pasji.
Siedzieliśmy w ciszy, która kompletnie mi nie przeszkadzała. Bałam się przyznać, że brakowało mi taty, dopiero teraz czułam jego wsparcie. Myślę, że po jego zawale coś się między nami zmieniło, widzę te zmiany. Mój ojciec coraz częściej starał się ze mną rozmawiać, nawet jeśli go odpychałam. Mimo to jednak próby te były dla mnie bardzo ważne.
W końcu mój tato odsunął się ode mnie łagodnie i spojrzał mi w oczy, przecierając dłońmi mokre policzki, jakbym była małą dziewczynką.
- Już ci lepiej? - zapytał tylko, jakby sam nie był do końca o tym przekonany. - Niektóre sprawy trzeba po prostu przeboleć...
- Tak, jak ty przebolałeś mamę? - wyrwało mi się. Twarz ojca nie zmieniła się, jakby kompletnie nie ruszyły go moje słowa. Nie było w nich jadu, lecz zwykła ciekawość, czy cierpiał tak, jak ja teraz. Nie chciałam stracić Hiro... - Przepraszam - powiedziałam po chwili, czując się strasznie głupio. To, że cierpiałam, nie oznaczało, że mogłam bez skrupułów ranić innych, by czuć się lepiej.
- Nie masz za co - odpowiedział z delikatnym uśmiechem. - Bardzo kochałem twoją mamę i dobrze to wiesz. Po prostu... z czasem ten żal po jej stracie się zmniejszył. Sama doskonale wiesz, jak to działa - mówiąc to, wziął moją dłoń w swoją i zacisnął, chcąc dodać mi otuchy. - Razem damy sobie radę, tak?
Uśmiechnęłam się przez łzy, zaciskając dłoń taty na znak zgody. Nie chciałam, żeby to się zmieniało, chciałam, żeby przy mnie był, choć moja ostrożność podpowiadała mi, że wkrótce to może się zmienić. Że znowu ode mnie odejdzie, a ja zostanę sama, bez żadnej pomocy. Na razie jednak żyłam chwilą i cieszyłam się, że mam w kimś oparcie.
Nagle mój telefon odżył po ostatnich nieudanych połączeniach od Hiro, przedstawiając nieznany mi numer. Spojrzałam na niego z ciekawością i odebrałam telefon bezpośrednio przy moim ojcu.
- Tak? - zapytałam, podciągając nosem.
- GoGo? - usłyszałam znajomy głos, którego w ogóle się nie spodziewałam w tej sytuacji. - Mogłabyś do nas przyjść? To bardzo ważne.
Zaraz, chwila. Czego Yoko chce ode mnie w dzień świąt? - zastanawiałam się. Czy naprawdę nie miała komu zawracać głowę? Wtem przyszła mi do głowy Sam i poczułam złość. No tak, Samie jest zbyt zajęta Hiro, by pomagać swojej szefowej...
- Czy to konieczne? - zapytałam tonem wskazującym na to, że niekoniecznie chcę poświęcać dla Agendy czas, który powinnam spędzić z rodziną.
- Tak! - usłyszałam Yoko, która musiała być strasznie poddenerwowana. - Reszta już o wszystkim wie, zaraz też tutaj będą. Postaraj się przyjść jak najszybciej.
Po tych słowach rozłączyła się, zostawiając mnie samą z sygnałem. Zmarszczyłam brwi i odrzuciłam telefon na łóżko, starając się nie myśleć o nadchodzącym spotkaniu z Hiro.
- Obowiązki? - zapytał mój tato z uśmiechem, jakby zapomniał o naszym poprzednim temacie.
- Tak, coś w tym rodzaju - odparłam, przechodząc przez pokój i zgarniając kilka wybranych ubrań. Zgadywałam, że pewnie chodziło o kolejną misję, w którą Yoko chciała nas zaangażować, więc nie zamierzałam wybiegać z domu w dresach.
- Uważaj na siebie - usłyszałam i obróciłam się, patrząc na ojca z zaskoczeniem. Wiedział o Agendzie, więc domyślał się, z jakim ryzykiem się borykam. Nie sądziłabym jednak, że go to rusza, aż do teraz. Zmarszczyłam tylko jedną brew w zastanowieniu, zauważając, że stanęłam pośrodku pokoju jak wryta. Kiwnęłam tylko głową, patrząc na łagodne, ciemne oczy, podobne do moich własnych.
- Jak zawsze - odpowiedziałam miłym tonem, który raczej nie był zarezerwowany dla mojego rodzica.
Wybiegłam z domu w zimowej kurtce i po jakimś kwadransie znalazłam się pod hotelem Akiyo, w którym znajdowała się siedziba Agendy. Ten budynek naprawdę mnie motywował - był wielki, jasny i wszechstronny - na każdym piętrze znajdowało się coś innego, dlatego był niemal ucieleśnieniem San Fransokyo, przedstawiając całą jego naturę w jednym budynku. Weszłam do środka, ignorując nieco zakłopotane spojrzenie odźwiernego, który pewnie dziwił się na widok gości w hotelu w czasie świąt. Nie ziało tu jednak pustkami - wokół pachniało puddingiem i cynamonem, jakby hotel dalej świętował gwiazdkę. Pewnie nawet tu chciano ugościć ducha świąt.
Przejechałam windą piętra, aż do czwartego, które było mi tak dobrze znane. Zastanawiałam się, co zrobić, gdy spotkam Hiro, ale moje myśli przerwał cichy brzdęk, oznaczający koniec pracy windy i drzwi otworzyły się na oścież, ukazując mi przejście.
Gdy zobaczyłam korytarz, zamarłam. Na środku stali Hiro i Honey, patrzący na mnie, jakby nie spodziewali się mojej obecności w Agendzie o tej porze. Poczułam się niezręcznie, gdy patrzyliśmy sobie z Hiro w oczy - coś we mnie zamarło, jakby oczekiwało czegokolwiek z jego strony. Mój umysł jednak w ostatniej chwili wyratował mnie z tej sytuacji, zanim mój rzekomy przyjaciel zdążył drgnąć.
Wyszłam z windy pewnym krokiem i stanęłam przed moimi przyjaciółmi, udając, że wszystko gra.
- Hej - przywitałam się z lekkim uśmiechem, który zawsze ukrywał moje uczucia. Był już jak maska, która zdążyła się już wyrobić od częstotliwości jej używania. - Wiecie może o co chodzi Yoko?
Postanowiłam grać na zwłokę - udawać, że wczorajszej nocy w ogóle nie było i że wcale nie uciekłam z mieszkania Honey. Po prostu ta noc już dla mnie nie istniała.
Hiro i Honey spojrzeli po sobie z dziwnymi minami, ale szybko przyjęli moją grę. Nie było sensu teraz rozważać tego typu sprawy. Hiro odchrząknął i skrzyżował ręce, udając że czuje się komfortowo w tej sytuacji.
- Yoko mówiła, że potrzebuje całej naszej ekipy i że dopiero wtedy powie nam, co jest nie tak - powiadomił mnie. Skinęłam głową, choć czułam się zawiedziona, że będę musiała podtrzymywać rozmowę do czasu, aż ostatni z nas przyjdzie do Agendy. Naprawdę bałam się rozmowy o wczorajszym dniu.
Hiro spojrzał na mnie w sposób, w który tylko on umiał na mnie patrzeć. Na samą myśl robiło mi się gorąco, ale teraz temu uczuciu towarzyszył ból w klatce piersiowej, jakby ktoś ciął moje serce na części. Obróciłam wzrok, starając się zignorować czułość w jego oczach.
- Pewnie to coś ważnego, skoro wezwała nas tak nagle - powiedziałam, patrząc w bok na drzwi do biura Sam. Miałam nadzieję, że siedzi sobie w domu, a nie spędza czasu w pracy.
- Jest to coś ważnego, GoGo - usłyszałam głos z przeciwnej strony korytarza. Obróciłam się i zauważyłam Yoko, ubraną jak zwykle na biało-szaro w tej swojej prostej spódnicy księgowej. Wyglądała klasycznie i elegancko jak osoba nadająca się świetnie do pracy umysłowej, ale nie do fizycznej, co współgrało z jej funkcją. - Nie prosiłabym was tu w święta, gdyby nie chodziło o coś ważnego - powiedziała poważnie, stając koło nas. - Ale przejdźmy może do mojego gabinetu. Nie chciałabym, żeby inni słyszeli naszą rozmowę.
Widziałam zaniepokojenie na twarzy Hiro, który jako pierwszy ruszył za Yoko. Nie wątpiłam, że jej ufał, ale zawsze zachowywał zdrowy dystans do pani prezes, który ja popierałam. Dziwiło mnie, że Sam tak go nakłaniała do zaufania wobec Yoko, jakby leżało to w jej interesie. W końcu chyba udało jej się omotać Hiro... Rany, a ja znów wracałam do wczorajszego wieczoru...
- To, co wam mówię jest tajne, nie muszę wam przypominać? - zapytała Yoko, gdy zamknęłam jako ostatnia drzwi do jej gabinetu. Dziwiło mnie, że nie czeka na resztę, ale tylko potwierdzało to, że sprawa była pilna.
Jej gabinet był naprawdę mały, co mnie dziwiło, skoro mieliśmy do czynienia z najważniejszą osobą w tej instytucji. Większość mebli była zapełniona idealnie poustawianymi segregatorami o ciemnych okładkach, a i tak nie było ich tak dużo. Na środku stało proste biurko z akuratnie trzema miejscami od strony drzwi, jakby Yoko przewidziała, ile nas będzie. Rozglądałam się po tym pomieszczeniu z nutą zdziwienia, jakbym nie dowierzała, że Yoko jest tak schludna i skromna.
- Skąd, pani Yoko - odpowiedziała Honey, siadając na wskazanym jej przez panią prezes miejscu. Hiro odczekał aż ja zajmę miejsce jako druga, po czym zajął ostatnie.
- Więc co się stało? - spytał nieco zmęczonym tonem, jakby już samo zastanawianie się wprawiało go w zniechęcenie.
- Z Isla Menor wydostał się kilka dni temu pewien więzień - powiedziała bez ogródek Yoko, splatając dłonie na swoim biurku. Jej szare oczy świdrowały nas, jakby chciały odgadnąć, co siedzi w naszych głowach. Aktualnie w mojej nie było nic, bo nie odczuwałam żadnych uczuć wobec skazańców znajdujących się na wyspie.
- Znamy go? - zapytał Hiro, marszcząc brwi. Zagryzłam zęby i obróciłam głowę, zauważając, że znowu mu się przyglądam.
- Nie. - odparła Yoko stanowczo. - To Martinez Tawior, znany jako Wave. Był emigrantem z Meksyku, dopóki nie wszedł w konflikt z prawem w Japonii. Przed godziną dostaliśmy informacje o włamaniu do Sayi-Centre, na drugim końcu San Fransokyo.
Hiro podniósł głowę, jakby zszokowała go ta nazwa. Obie z Honey spojrzałyśmy na niego z zaskoczeniem.
- Sayi-Centre? - zapytał z niedowierzaniem. Mi ta nazwa nie mówiła za wiele.
Yoko kiwnęła poważnie głową.
- Wykradł kilka mechanizmów kumulujących wartych kilkaset milionów dolarów. - odpowiedziała, zachowując kontakt wzrokowy z naszym przyjacielem. - Jak myślisz Hiro, do czego mogłyby mu być potrzebne?
Nie musiałam zgadywać, by wiedzieć, że Sayi- Centre musiało mieć jakiś związek z robotyką. Fakt, że Hiro znał to miejsce mówiło samo za siebie. Poza tym wyraźnie nie był zachwycony tą informacją, więc na pewno to, co wykradł nijaki Wave mogło zostać wykorzystane w podły sposób. Nasz przyjaciel westchnął cicho i zapatrzył się na Yoko, jakby rozmawiał z nią telepatycznie.
- Muszę wiedzieć o nim nieco więcej - podkreślił delikatnie, w dalszym ciągu marszcząc brwi. Pamiętałam każdy kontur jego miny, szkicowałam ją już kilka razy i zawsze wprawiała mnie w zakłopotanie. Tak, jakby Hiro znał jeden krok więcej od innych za każdym razem, gdy się nad czymś zastanawiał. Bolało mnie to, że wciąż tak na niego reagowałam - przekreślanie go w moim życiu będzie musiało potrwać znacznie dłużej, niż myślałam.
Yoko kiwnęła głową i podała Hiro jakieś dokumenty. Zajrzałam mu przez ramię, starając się wybadać coś więcej, choć pewnie nie było to konieczne, bo mózg Hiro już pewnie zapisał jakąś połowę faktów o mężczyźnie ze strony, na którą właśnie patrzył. Przypomniałam sobie moją zazdrość, gdy go poznałam. Drażniło mnie to, jak łatwo przychodziła mu nauka, przez co czułam się przy nim strasznie głupia. Raz nawet pytałam Tadashiego, czy nie wkurza go, że wszyscy zawsze zwracają uwagę na geniusz Hiro, ale on wtedy tylko się roześmiał.
- Martinez zamieszkiwał południowy Meksyk w małej miejscowości przy Morzu Karaibskim. Jego pasją od zawsze był surfing, stąd jego pseudonim w więzieniu. Wynalazł tor do deski, który umożliwiał mu około dwa tysiące więcej manewrów.
- Czyli jednym słowem jest mózgowcem? - zagadnęłam, patrząc na Yoko, która skinęła niechętnie głową.
- Tor stworzył w wieku piętnastu lat. Potem przyleciał do Japonii. - mówiła dalej, podczas gdy Hiro czytał jej dokumenty.
- No ładnie - mruknęła Honey zniechęcona dalszymi dopytywaniami. Wniosek był jeden - koleś był niebezpieczny. Skoro uciekł z więzienia, musiał mieć niezły łeb. - Nie powiadomiono żadnych służb po jego ucieczce? - zapytała blondwłosa po krótkiej chwili zastanowienia.
- Powiadomiono wszystkich - odparła zdecydowanie, ale łagodnie Yoko, nachylając się nad biurkiem. - Z tym, że obrona Hiro przyniosła więcej zamieszania na Isla Menor, niż zdajecie sobie sprawę.
Hiro przestał czytać i skupił wzrok na Yoko, jakby chciał ją udusić gołymi rękami. Wiedziałam, ile go kosztowała ta cała rozprawa i nie zazdrościłam mu wcale tej sytuacji. Gorzej, że jego starania prawdopodobnie poszły na marne.
- Co się dzieje na Isla Menor? - spytał tylko z nutą złości w głosie. Yoko zawahała się.
- Więźniowie są traktowani lepiej, niż powinni - powiedziała dużo mniej stanowczo. - Na ogół nie dochodzi do większych zamieszek, zwłaszcza jeśli chodzi o więźniów, których ocaliliście... ale pozostali... cóż, wygląda na to, że korzystają na prawach, które im zagwarantowaliście.
Hiro zdrętwiał na te słowa. Przez moją głowę przemknęło kilka przekleństw, których na pewno nie wypowiedziałabym w obecności pani prezes. Honey położyła dłoń na ramieniu Hiro, chcąc go wesprzeć. W jej zielonych oczach pojawiła się troska.
- Nie chcieliśmy, żeby to tak wyszło - powiedziała delikatnie, zwracając się do Yoko, ale Hiro nie zwrócił na nią uwagi.
- Czyli, że to my spowodowaliśmy ucieczkę Martineza, tak? - zapytał z powagą, siadając sztywno w swoim fotelu. Przygryzłam wargę na myśl, że nasza misja na Isla Menor wcale nie poszła tak dobrze, jak początkowo sądziliśmy.
Yoko posmutniała i zabrała dokumenty, które Hiro położył na jej biurku.
- Masz dobre serce, Hiro - powiedziała, układając papiery w rękach. - Ale czasem to nie wystarczy, by zapanować nad tymi, którzy nie chcą słuchać.
Hiro osunął się w fotelu, przymykając oczy. Przypomniał mi się jego napad furii, gdy dowiedział się, że Ithani miał coś wspólnego ze śmiercią Tadashiego. Pamiętam, jaki był wtedy wściekły i wciąż nie potrafiłam zrozumieć, jakim cudem mieścił w sobie tyle emocji. Osobiście ja miałam na to prosty sposób - wsiadałam na motor i pędziłam przed siebie, zostawiając za sobą wszystko, co sprawiało mi problem.
- Hiro, nie chciałeś nic złego... - zaczęłam, czując, że muszę coś zrobić, inaczej będę miała wyrzuty sumienia, że nie zrobiłam nic, gdy Hiro brał całą winę na siebie. Zauważyłam, że lekko drżą mu dłonie, co w pełni ukazywało jego stres. Zapragnęłam złapać go za rękę, by dodać mu wsparcia, ale odrzuciłam ten pomysł bardzo szybko, wciąż mając w pamięci wydarzenia z poprzedniego wieczoru.
- Co teraz? - spytał cicho, a w jego głosie wyczuwalne było napięcie.
Yoko westchnęła dość swobodnie i oparła się o swoje biurko.
- Chciałabym, żebyście znaleźli Wave'a jak najszybciej i schwytali go, zanim to, co wykradł, okaże się niebezpieczne. - widziałam po niej, że wcale nie była tak przejęta tą sytuacją, jak początkowo myśleliśmy. Najwyraźniej takie sytuacje w Agendzie to normalka - gorzej z Hiro. Choć doskonale sobie radził jako szef naszej grupy, to bardzo często brał na siebie zbyt dużą odpowiedzialność, jakby winę za nasze błędy miał ponosić tylko on sam. - Hiro, jak myślisz, do czego mógłby użyć tych mechanizmów?
Hiro zmarszczył brwi z zamyśleniem, skupiając swój nieobecny wzrok na blacie biurka Yoko.
- Mechanizm kumulujący skupia tysiące, a czasem miliony informacji w tej samej przestrzeni - usłyszałyśmy po chwili ciszy. - Lepsze modele potrafią skupiać więcej operacji... to coś jak dysk.
Yoko kiwała posłusznie głową, słuchając Hiro z uwagą, jakby z chęcią korzystała z możliwości zdobycia dodatkowej wiedzy.
- Z tym, że dysk tylko przechowuje tę samą liczbę danych, a mechanizm je przekopiowuje i zwielokrotnia tak długo, ile starczy mu miejsca. - mówił dalej Hiro, gestykulując przy tym dłońmi. - W większych fabrykach produkujących roboty mechanizmy są wykorzystywane do zachowywania danych, tak by można je było skasować, gdyby roboty przerwały pracę systemu...
- Czyli, że Wave chce coś kontrolować mechanizmami kumulującymi? - zapytała z zainteresowaniem Honey, opierając się na nadgarstku. Hiro kiwnął głową.
- Jeśli interesuje go robotyka, to Agenda może mieć spory problem ze schwytaniem Martineza - skończył, patrząc w oczy Yoko. Prezes Agendy pokiwała głową, jakby przyjęła słowa Hiro i usiadła w swoim fotelu.
- Czyli po prostu Martinez potrzebuje mechanizmów, by kontrolować roboty? - zapytałam wprost. Nie wątpiłam, że Hiro zna się na robotyce, ale nie pasowało mi to do wizji przestępcy. Niby po co miałby użyć robotów? Co innego Ithani, gdy poddawał nas próbie i skonstruował fałszywe Baymaxy. Na ogół ludzie nie dążą do destrukcji miast poprzez ręcznie budowane machiny do zabijania, chyba że mają ku temu jakiś wyższy cel. - To bez sensu.
Hiro spojrzał na mnie z zainteresowaniem, które mówiąc szczerze bardzo mi się podobało.
- Masz jakiś lepszy pomysł? - zapytał bez cienia złośliwości. No tak, w naszym gronie tą "złośliwą" byłam ja...
- Owszem - powiedziałam szczerze, czując się nieco niezręcznie, że wszyscy skupili na mnie swoją uwagę. Spojrzałam więc na Yoko. - Mechanizmy kumulujące są wykorzystywane też do dużo większych przedsięwzięć niż produkcja robotów. Zwłaszcza w przemyśle zbrojeniowym.
- GoGo, skąd ty to wiesz? - zapytała ze zdziwieniem Honey. Ona i Hiro patrzyli na mnie, jakbym się przed nimi zmaterializowała w jednym momencie.
- Interesuje mnie motoryzacja pod każdą postacią, zapomniałaś? - uświadomiłam ją, unosząc brew. Hiro uśmiechnął się delikatnie, cały czas mnie obserwując. - Podczas wojny rosyjsko-japońskiej stworzono system kontrolujący odrzutowce. W ten sposób w kokpitach nie musieli siedzieć piloci, bo sterowano nimi za pomocą mechanizmów w centrum Tokyo.
- I jaki z tego wniosek? - zapytał Hiro znudzonym głosem, najwyraźniej poczuwając się do rywalizacji ze mną, kto ma rację. Uśmiechnęłam się lekko, widząc jego pewną siebie minę.
- Mechanizm kumulujący potrafi powstrzymać machiny wojenne, odciąć od prądu pół Japonii, zablokować elektrownie... Nie każdy myśli tylko o robotach - powiedziałam, wywracając przy tym mimowolnie oczami, jakbym rozmawiała z kimś o niższym poziomie intelektualnym.
Hiro powstrzymał śmiech, uśmiechając się przy tym ujmująco. Dziwiło mnie to, że Tadashi raczej nie miał w zwyczaju uśmiechania się w taki sposób, co jego młodszy brat. Najwyraźniej te urzekające geny w rodzinie Hamadów otrzymał Hiro wraz z nieprzeciętnym intelektem.
- Tak się składa, że nie myślę tylko o robotach - powiedział z ciepłem w głosie.
Ach, no tak, pomyślałam, czując, że moje rozmarzenie o nim wypiera nagła złość. Sam też musi zajmować trochę twoich myśli.
Yoko miała już coś powiedzieć, gdy drzwi do jej gabinetu uchyliły się, a do środka zajrzał Wasabi, rozglądając się z ciekawością po małej przestrzeni.
- Można, pani Yoko? - zapytał, gdy zdołał namierzyć już mnie, Hiro i Honey.
Pani prezes kiwnęła głową, ale widziałam, że jej myśli zajmuje coś innego. Musiała mieć sporo na głowie, w końcu to, czy złapiemy Wave'a czy nie, skutkowało jej opinią i pewnie skrupułami - w końcu zgodziła się na wszystkie pomysły Hiro, także na obronę więźniów na Isla Menor. Nie wierzyłam, że będzie to powodem kolejnych problemów.
- Hiro, mam prośbę - mógłbyś przekazać reszcie informacje na temat ostatniego wydarzenia? - zapytała, biorąc z biurka plik dokumentów i przyciskając je do piersi. - Ja muszę sprawdzić, czy Robb już wrócił z wynikami analizy miejsca kradzieży... Jeśli uzyskam jakieś dodatkowe informacje, to was powiadomię. Sądzę, że zostaniecie w Agendzie na pewien czas?
- Chyba nie mamy wyboru, pani Yoko - odpowiedział nieco zmieszany Hiro.
- To dobrze - Yoko skinęła głową, patrząc na każdego z nas z osobna. - Możliwe, że jeśli Robb natrafił na jakiś świeży ślad, to wyślemy was na misję jeszcze dziś wieczorem. Dlatego szczerze mówiąc, wolałabym, żebyście byli blisko.
Zgodziliśmy się bez stękania, choć w głębi duszy pewnie każdy z nas wolał te święta spędzić w nieco innej atmosferze. Siedzenie w Agendzie przez cały dzień raczej nie leżało w liście moich ulubionych zajęć na święta, szczególnie jeśli oznaczało to dalsze odwlekanie mojej konfrontacji z Hiro. Wyszliśmy na korytarz i zauważyliśmy Freda i Baymaxa, wychodzących z windy. Fred wyglądał przy nim na naprawdę niskiego, choć robot nie był nadludzko wysoki. Fred zamachał nam z szerokim uśmiechem, szepcząc o czymś z Baymaxem.
- To jak? O co chodzi z tą całą misją, Hiro? - zapytał Wasabi, pewnie niecierpliwiąc się na samą myśl, co Yoko mogła nam przekazać.
Uwaga Hiro jednak była skupiona na mnie i nie był raczej zainteresowany w tym momencie tematem Martineza i mechanizmów, które wykradł. Wiedziałam, że chce ze mną pogadać i po raz pierwszy czułam, że nie wiem, co robić. Miałam ochotę wziąć nogi za pas i uciec jak najdalej, widząc siłę tego spojrzenia, ale nie zrobiłam nic, po prostu stojąc przed moim przyjacielem i patrząc mu w oczy. W końcu westchnął, jakby ważność obowiązków przewyższyła jego zamiary.
- Chodźcie, zaraz wam powiem - zwrócił się do Wasabiego, cofając się w kierunku naszego apartamentu. Czułam się nieswojo, jakbym to ja zrobiła coś nie tak. Coś rozrywało mnie od środka - z jednej strony ogromna chęć rozmowy z Hiro, jego zainteresowania i wsparcia, z drugiej jednak strony miałam ochotę go rozszarpać na strzępy po tym, jak widziałam go całującego się z Sam. Nie byliśmy razem, więc nie miałam powodów, by czuć się zdradzona, jednak to nie argumentowało tego, jak się teraz czułam. Dopiero teraz dotarło do mnie, jakim kłamstwem była nasza przyjaźń.
- Dołączę do was później - mruknęłam, odchodząc w przeciwnym kierunku, w stronę windy.
Dobra, dobra, jestem :3 miała być sobota - wyrobiłam się :D jest 23:25 uff ;33
To jak podoba wam się w takim razie rozdział o GoGo i czy chcecie więcej? ;) bo jeśli tak, to mogę przygotować ich więcej w najbliższym czasie, nie to żeby użalanie się nad sobą Hiro i jego wyrzuty sumienia były mniej interesujące :D
PS: Rany, ostatnio zrobiłam się na jedyną chyba blogerkę, która pyta swoich czytelników jak ma wyglądać next :D czuję się jak prezydent w demokracji xd ;33
~W takim razie Wasza Pani Prezydent, Just Dreamie xD
4/23/2016
Szczera rozmowa
Wyskoczyłem z kuchni za GoGo i wpadłem do pokoju, w którym siedzieli wszyscy, z tym, że moi przyjaciele przerwali rozmowy, a Honey wstała spanikowana.
- GoGo, poczekaj! - krzyknęła za nią, a Megan wstała z krzesła i pobiegła za czarnowłosą. Zanim zrobiłem choć krok, usłyszałem trzask zamykanych drzwi, ale nie zamierzałem stać bezczynnie.
Wparowałem do przedpokoju i ubrałem buty, o kurtce już nawet nie myślałem. Megan wpadła również na ten sam pomysł, ale nie zamierzałem na nią czekać - nie, jeśli GoGo mogła być już daleko stąd.
Wypadłem na ulicę, rozglądając się nerwowo wokół.
- GoGo! - krzyknąłem, poszukując w ciemności jej szczupłej sylwetki. Ulica jednak ziała pustką. Jeżeli GoGo zaczęła biec, to równie dobrze mogła być już teraz koło mojego domu i wątpiłem, bym mógł ją teraz dogonić.
Rozejrzałem się dokoła jeszcze raz i zawołałem ją, ale nikt mi nie odpowiadał, a ja nie wiedziałem, dokąd mogła pójść. Czułem się jak ostatni kretyn, w sumie nie... Nawet najgorszy kretyn nie zrobiłby czegoś takiego.
- Znalazłeś ją? - spytała Megan, która wyszła za mną z budynku. Pokręciłem tylko głową, a mulatka podała mi moją kurtkę.
Przyjąłem ją, dopiero teraz wyczuwając chłodny powiew wiatru. Miałem na sobie tylko cienką koszulę.
- Co się tam właściwie stało, Hiro? - zapytała łagodnie, kładąc mi dłoń na ramieniu. Miałem ochotę powiedzieć jej o wszystkim - o Sam, o moich wątpliwościach wobec Go, o tym jak raniło mnie to, że stale ukrywa przede mną swoją przeszłość. Jednak rozsądniejszym było zostawienie tych myśli samemu sobie, zamiast się nad sobą rozczulać. Ja zawiniłem. Ja poniosę tego konsekwencje.
- Wydaje mi się - rzekłem po dłuższej chwili. - że bardzo ją zraniłem.
Megan odsapnęła, a na jej łagodnym obliczu pojawiły się drobne zmarszczki wokół czoła, gdy się zastanawiała. Wasabi robił tą samą minę, zauważyłem i najprawdopodobniej by mnie to rozbawiło, teraz jednak nie miałem siły na jakikolwiek uśmiech.
- Hiro - zaczęła nieśmiało. - Myślę, że nie ma takich ran, których nie dałoby się zalepić. - powiedziała z powagą. Nie znasz GoGo, miałem jej odpowiedzieć, ale spojrzałem tylko w cień ulicy. - Wracasz na górę?
- Nie - odpowiedziałem wolno. - Przeproś ode mnie Honey i resztę. - powiedziałem, po raz pierwszy dzisiaj pewny swojej decyzji. - Poszukam jeszcze GoGo, a jeżeli jej nie znajdę, to po prostu wrócę do domu. Baymax trafi sam.
Megan kiwnęła głową ze smutkiem i wróciła do domu Honey ciężkim krokiem. Nie miałem wątpliwości, że przez ten wieczór bardzo polubiła GoGo, stąd ta troska. Miałem tylko nadzieję, że moja przyjaciółka nie zrobi nic głupiego.
Nie zdołałem jej wczoraj znaleźć, co gorsza całą noc prawie nie zmrużyłem oka - tą właściwą noc, bo siedzieliśmy u Honey dosyć długo. Rankiem czułem się wyzuty z sił i resztek nadziei. Niby po co GoGo miałaby ze mną gadać po tym wszystkim, myślałem, wbijając sobie kołek do własnej trumny. Ciocia nie wróciła aż do popołudnia, bo kurs zajął jej sporo czasu. Niemal mnie to cieszyło - przynajmniej nie widziała, w jakim jestem stanie. Wtedy na pewno pociągnęłaby mnie za język i opowiedziałbym jej o całym incydencie z Sam.
Koło dziesiątej zadzwoniła do mnie Honey i koniecznie chciała ze mną pogadać. Zgodziłem się dość niechętnie, bo wolałem zostać w tym momencie sam. Poszliśmy razem na spacer do parku Riverrun, a wokół nas zbierały się białe, równe płatki śniegu. Nawet pogoda postanowiła mnie dzisiaj zdołować, pomyślałem, widząc jak biały puch zbiera się na poszarzałych chodnikach.
- Rany, Hiro - usłyszałem na przywitanie. - Wyglądasz jak sto nieszczęść!
- Też miło cię widzieć, Honey - odpowiedziałem ponuro, gdy przyjaciółka wzięła mnie w swoje ramiona.
Miała na sobie jasny płaszcz, sięgający kolan i wysokie kozaki, wiązane pomarańczowymi sznurówkami. Przyszło mi na myśl, że jeżeli zabraknie nam słońca o tej porze roku, to równie dobrze mogliśmy liczyć na naszą Honey.
- A teraz mów, co się wczoraj stało - powiedziała dobitnie, patrząc na mnie, jakbym kogoś zamordował. - Najpierw uciekła GoGo, potem ty, zaraz Sam...
- Sam też poszła? - zapytałem, dopiero teraz przypominając sobie, że zostawiłem ją tam w mieszkaniu Honey. Świetnie, kolejny punkt dla Hamady.
- Coś mi się wydaje, że całkiem straciłeś wczoraj głowę, co? - zapytała, obserwując mnie uważnie swoimi zielonymi oczyma.
- Chyba coś w tym jest - odparłem, gdy weszliśmy na most. Zapatrzyłem się w ciemną toń lodowatej wody, zastanawiając się przy tym, czy łatwo jest się utopić w takiej temperaturze.
- No więc? - zagadnęła Honey, czekając na odpowiedź. Najwyraźniej nie chciała mi dzisiaj odpuścić.
Zastukałem w drewnianą poręcz mostu, szukając słów. W końcu się poddałem i powiedziałem wprost.
- Sam mnie pocałowała. Wtedy do kuchni weszła GoGo, a resztę już chyba wiesz... - mówiąc to zamknąłem oczy, żeby nie widzieć reakcji mojej przyjaciółki, która pewnie urwie mi za to głowę. Oczekiwałem naprawdę wszystkiego - że mnie uderzy, nakrzyczy na mnie, spanikuje, cokolwiek, ale Honey milczała, co jeszcze bardziej mnie zirytowało.
- Niepotrzebnie zaprosiłam Sam - westchnęła ciężko, wpatrując się w śnieg pod naszymi stopami.
- Co? - zapytałem, nie rozumiejąc, dlaczego chce wziąć na siebie winę za to, co się stało.
- To moja wina - powiedziała, patrząc mi w oczy. - Dokuczałyśmy sobie z GoGo... zresztą w twojej sprawie i po prostu miałam nadzieję, że obecność Sam skłoni ją do... czegokolwiek w twoim kierunku. Tak, wiem, że brzmi to strasznie głupio.
- Nie wiem, bo nic z tego nie zrozumiałem - powiedziałem szczerze. Kurczę, skoro nawet ja nie rozumiałem, o co chodzi Honey, a jestem przecież uznawany za geniusza, to chyba faceci mają to po prostu wpisane w genach.
Honey założyła rękawiczki na swoje zaczerwienione ręce.
- Po prostu widziałam, że nie jesteś jej obojętny - powiedziała spokojnie, choć wcale na taką nie wyglądała. - Ale ona wszystkiego się wypierała. GoGo jest typem człowieka, który... nie działa, jeśli nie musi. A obecność Sam skłaniała ją do działań w twoim kierunku, dlatego zaprosiłam ją na tą Gwiazdkę. Nie myślałam, że dojdzie do czegoś takiego...
- Moment - przerwałem jej, próbując ogarnąć cokolwiek z tej babskiej paplaniny. - Twierdzisz, że chodzi tu o jej zazdrość o Sam.
- Brawo, Hiro - pochwaliła mnie Honey sarkastycznie, co kompletnie do niej nie pasowało. Tego typu gatki należały się GoGo. - A myślisz, że była zazdrosna, bo...?
Uniosłem brew, oczekując, że Honey będzie kontynuować, ale zrobiła to dopiero, gdy zapadła między nami ciężka cisza.
- Och, wy się kochacie! - wykrzyknęła, gdy najwyraźniej zdołałem już wydostać z niej resztki cierpliwości. - Na litość boską, nie rozumiem, dlaczego tak utrudniacie sobie życie.
Spojrzałem na białe gałęzie połyskujące nad wodą, starając się poskładać całą tę układankę do kupy. Reakcja GoGo jak najbardziej pasowałaby do całego tego zamieszania, ale nie potrafiłem pogodzić się z faktem, że GoGo mogłaby się we mnie zakochać. To było po prostu zbyt... zbyt nierealne, by mogło być prawdą. Mimo to moje serce zareagowało dziwnym ciepłem, które rozeszło się po moim ciele jak rozgrzewający kompres.
- Naprawdę tak myślisz? - zapytałem cicho, nie wierząc w słowa przyjaciółki.
Honey westchnęła cicho.
- Widzieliśmy was przecież wtedy na Isla Menor. - powiedziała rzeczowym tonem, niczym adwokat, przedstawiający dowody. - I potem, gdy ten budynek się zawalił. Ty nie widziałeś wtedy miny GoGo... Jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej wstrząśniętej, chociaż mnie też napędziliście niezłego stracha.
- Ale to jeszcze nic nie znaczy... - mruknąłem z rozbawieniem, jakby Honey chciała mnie przekonać do czegoś, co nie miało miejsca.
- Właśnie, że znaczy - burknęła obrażonym tonem. - Niby czemu wtedy od razu wpadła ci w ramiona, gdy Baymax was wydostał z tych ruin?
Nie potrafiłem odpowiedzieć. Faktycznie, dziwiło mnie to, choć gdyby w tych ruinach była GoGo, pewnie zareagowałbym tak samo.
- Albo niby dlaczego zazwyczaj się rumieni, gdy rozmawiamy o tobie? - zaszczebiotała Honey, co nieco działało mi na nerwy. Zazwyczaj jej entuzjazm wpływał na nas kojąco i dodawał otuchy, ale był również wadą, zazwyczaj w takich właśnie sytuacjach.
- Obgadujecie mnie? - spytałem, marszcząc brwi, choć z moim głosie słychać było kpinę.
- Czasami - Honey mrugnęła do mnie znacząco. - Ale nie są to rzeczy, o których będę ci teraz mówić.
- Aha, okej - odpowiedziałem tonem, jakby mi to zupełnie nie przeszkadzało, choć byłem ciekawy, co takiego o mnie mówiły. - Ale i tak mnie nie przekonałaś.
Honey przystanęła naprzeciw mnie, przez co czułem się strasznie niski, bo nie dość, że wciąż przewyższała mnie wzrostem to miała na nogach te wysokie kozaki. Spojrzała na mnie łagodnie, choć w jej wyrazie twarzy nie było nic, co mogłoby mnie uspokoić.
- To nie mnie rysuje na każdym wykładzie. - powiedziała tylko, jakby to zdanie miało zakończyć sprawę. Przypomniałem sobie te szkice znalezione u niej w domu. Z tym argumentem nie potrafiłem się nie zgodzić, w końcu sam ją na tym przyłapałem na ostatnim wykładzie. - Aaa, czyli jednak wiesz o czym mówię? To stąd te rumieńce? - zapytała Honey ze śmiechem.
- Honey, - zacząłem, nie wiedząc tak naprawdę, co mam powiedzieć. - to nic nie zmienia. - westchnąłem ciężko, wiedząc, że komuś muszę się wyżalić. - Ostatnio byłem z Sam w pewnej knajpie i był tam Ithani. Podsłuchałem jego rozmowę i trochę mnie to zdołowało...
Honey nagle spoważniała.
- Mów dalej - poprosiła.
- Sam twierdziła, że chodziło o przeszłość GoGo. - mówiłem, starając się przypomnieć sobie ten dialog. - Ithani mówił coś o tym, że GoGo wpakowała ich w kłopoty, że złapała ich policja... Mówił też o jakiś pieniądzach a potem podał coś swojemu rozmówcy. Nie wiem, co to było, nie zdążyłem się przyjrzeć...
- O nie - westchnęła Honey, a w jej zielonych oczach pojawiło się szczere zaniepokojenie.
- Wiesz, o co chodziło? - zapytałem, gdy w moim umyśle zapalił się ogarek nadziei. Honey pokręciła przecząco głową.
- Nie, ale jeżeli Ithani mówił o tym teraz, to znaczy, że naszej GoGo może coś grozić. - powiedziała całkiem poważnie. - Niby dlaczego miałby to sobie przypominać akurat teraz? Może mają jakieś porachunki... sama nie wiem.
Westchnąłem ciężko. Miałem wrażenie, że bez względu na to, w co wpakowała się GoGo, nie mogłem jej pomóc. Choć naprawdę tego chciałem. Na pewno nie zamierzałem zostawić jej samej na pastwę Ithaniego, to wiedziałem na pewno.
- Pogadaj z nią - powiedziała Honey, patrząc na mnie z nadzieją. - Tobie na pewno powie, o co chodzi.
- Nie jestem tego pewny - odparłem smętnie. - Nie po tym, co się wczoraj stało.
Próbowałem - dzwoniłem, szukałem jej po tej ucieczce z domu Honey, ale GoGo odcięła się ode mnie, więc nie chciałem się narzucać. Już przeszło mi przez myśl, by po prostu do niej pójść, ale to był naprawdę zły pomysł.
Przeszliśmy znaczną część parku w trakcie naszej rozmowy. Choć tak naprawdę stałem na tym samym, co wcześniej, to czułem się lżej, móc wygadać się mojej przyjaciółce. Tak naprawdę po raz pierwszy od podsłuchania tej rozmowy mogłem z kimkolwiek porozmawiać. Z Sam nie chciałem już więcej rozmawiać na temat GoGo, o ile w ogóle, a cioci nie chciałem włączać w relację ja - GoGo. Poza tym czułem, że powinienem również przeprosić Sam, w końcu nie tylko w stosunku do GoGo zachowałem się podle - najpierw pozwoliłem na ten pocałunek, a potem zostawiłem ją samą w mieszkaniu Honey i nie odezwałem się do niej ani słowem.
- Hiro - zaczęła Honey nieśmiało po chwili ciszy. - Chciałabym cię spytać tylko o jedno, o ile się nie obrazisz.
Gdy pozwoliłem jej, żeby kontynuowała, Honey westchnęła, jakby to pytanie przychodziło jej z trudem.
- Chodzi o tą Sam... Nie wiedziałam, że jesteście tak blisko. Tobie tak na niej zależy?
- Właśnie najpotworniejsze w tym wszystkim jest to, że nie - powiedziałem ze wstydem. - Przyjaźniliśmy się, ale widziałem, że ona traktuje mnie inaczej i tego nie przerwałem...
- To znaczy, że ty do niej nic nie czujesz? - spytała Honey, jakby chciała się upewnić. Spojrzałem na przyjaciółkę, jakby zapytała mnie o coś naprawdę banalnego.
- Pewnie, że nie. - odpowiedziałem. Cieszyłem się tylko, że Sam nas nie słyszy. Nie miałbym tyle odwagi, by powiedzieć jej coś tak okrutnego prosto w twarz. Honey uśmiechnęła się do mnie delikatnie, jakby dopiero co trawiła moją odpowiedź.
- A jeśli chodzi o GoGo... - zaczęła z tą samą nieśmiałością, z którą zadała mi to pierwsze pytanie. - To czy ty nadal...?
Roześmiałem się szczerze. Nieczęsto słyszy się takie pytania. Zwłaszcza od najbliższych przyjaciół.
- A jak ci się wydaje, Honey? - odpowiedziałem, czując, że się rumienię.
Honey uśmiechnęła się z zadowoleniem, jakby takiej odpowiedzi się spodziewała. Przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła, jakby chciała się osłonić przed mrozem. Mimo że była ode mnie sporo wyższa i tak udało jej się położyć głowę na moim ramieniu, choć zgadywałem, że pewnie z niemałym trudem.
- Honey - zwróciłem się do niej, zastanawiając się, czy to ten most widziałem we wspomnieniu przyjaciółki dotyczącym mojego brata. Poza tym naszła mnie dziwna myśl - czy przypominałem jej czasem Tadashiego... - mam do ciebie prośbę.
Blondynka stanęła prosto i spojrzała na mnie z zainteresowaniem, bo nieczęsto pewnie ją o coś prosiłem. Wiatr zawiał znowu od strony parku, rozrzucając jej włosy na boki.
- Proszę, nie baw się więcej w swatkę - powiedziałem ze śmiechem, choć sprawa z Sam wcale nie była taka zabawna. Honey uśmiechnęła się szczerze.
- Nie martw się, nie zamierzam - odparła ciepło. - Tylko... Pogadaj z GoGo. To moja ostatnia prośba.
Westchnąłem. Nie żebym próbował to zrobić od ostatnich dwudziestu czterech godzin... Poza tym nie widziałem powodu, dla którego GoGo miałaby ze mną gadać. Jeżeli Honey miała rację... choć sam nie potrafiłem uwierzyć, że GoGo mogłaby się we mnie zakochać, to oznaczałoby to, że naprawdę ją skrzywdziłem. Poza tym musiałem jeszcze pogadać z Sam, co może być jeszcze trudniejsze od rozmowy z GoGo.
Kiwnąłem głową z zamyśleniem, ale Honey szturchnęła mnie znacząco.
- Ejj, - powiedziała ze śmiechem. - Dobrze będzie. Znam ją bardzo dobrze, da ci szansę.
Zapatrzyłem się ponownie w toń wody, tym razem z większym dystansem. Jej spokojny prąd nieco mnie uspokajał, działając jak uspokajające źródełka sprzedawane w co drugim sklepiku z pamiątkami w tym kraju. Nic nie potrafiłem poradzić na to, że mój naród uwielbiał spokój i harmonię - sądząc po tym musiałem chyba mieć jakieś obce geny, bo mój charakter ostatnio nieco odstawał od zachowania tradycyjnego Japończyka. Stałem się bardzo uczuciowy, pomyślałem z zastanowieniem. Może o tą zmianę chodziło Sam.
- Cieszę się, że ty i Robb... - zacząłem z uśmiechem. Honey kiwnęła głową.
- Miałeś kiedyś coś takiego, że... bałeś się w coś zaangażować, bo.. - przegryzła wargę, najwyraźniej hamując łzy. Najwyraźniej nie był to dla niej łatwy temat. Popatrzyłem na niej z zaalarmowaniem, jakby nie wszystko było okej.
- Masz na myśli Tadashiego? - zapytałem cicho, jakby ktoś nas podsłuchiwał. Honey spojrzała na mnie, a w jej oczach zalśniły łzy.
Potarła dłonie w nerwowym geście i położyła je na poręczy mostu.
- Często przyłapuję się na tym, że o nim myślę - wyznała mi. - A kiedy według rady GoGo staram sobie kogoś znaleźć, wtedy szukam kogoś podobnego do niego... - mówiąc to otarła samotną łzę spływającą po jej policzku. Coś w jej słowach chwyciło mnie za serce - byliśmy sobie bardzo bliscy, nasza pustka, jaką czuliśmy po stracie Tadashiego była porównywalna.
- Robb ci go przypomina? - zapytałem delikatnie. Honey wzruszyła ramionami.
- Trochę gram, wiesz - przyznała, uśmiechając się przez łzy. - Chcę uspokoić GoGo.... i was, że wszystko gra.
Minęły dwa lata, uświadomiłem sobie. W tym czasie chyba już zdołałem pogodzić się ze śmiercią mojego brata. Pomagała mi pustka w domu i samotne rozmowy moje i cioci. Brakowało mi Tadashiego, ale nauczyłem się z tym żyć, w końcu. Najwyraźniej życie uczuciowe Honey było bardziej skomplikowane.
- Czujesz coś do Robba? - spytałem bez wyrzutów. Nawet jeśli udawała uczucie do Robba, to nie mogłem powiedzieć jej wprost, że to złe. To tak jakby kopać leżącego.
- Coś na pewno - powiedziała, wzruszając ramionami. - Jest naprawdę czuły. Wspiera mnie... Choć nie wie o Tadashim. Nie wiem, czy umiałabym o nim zapomnieć.
- Nie musisz - powiedziałem na głos. Przypomniałem sobie słowa Naomi i uśmiechnąłem się w myślach, że odebrałem tę lekcję od małej dziewczynki. - Tadashi chciałby, żebyś nie była samotna. Chciałby, żebyś ułożyła sobie życie. Jestem o tym przekonany. Poza tym... chyba nikt nie znał go lepiej ode mnie, więc...
Honey otarła łzy z policzków i uśmiechnęła się do mnie z ciepłem, które bardzo często u niej widziałem. Ona po prostu kipiała pozytywnymi uczuciami, wątpiłem, by potrafiła kogoś nienawidzić.
- Dziękuję ci, Hiro, że jesteś ze mną. - powiedziała ze wzruszeniem.
- Zawsze, Honey - odparłem, odwzajemniając uśmiech.
- GoGo, poczekaj! - krzyknęła za nią, a Megan wstała z krzesła i pobiegła za czarnowłosą. Zanim zrobiłem choć krok, usłyszałem trzask zamykanych drzwi, ale nie zamierzałem stać bezczynnie.
Wparowałem do przedpokoju i ubrałem buty, o kurtce już nawet nie myślałem. Megan wpadła również na ten sam pomysł, ale nie zamierzałem na nią czekać - nie, jeśli GoGo mogła być już daleko stąd.
Wypadłem na ulicę, rozglądając się nerwowo wokół.
- GoGo! - krzyknąłem, poszukując w ciemności jej szczupłej sylwetki. Ulica jednak ziała pustką. Jeżeli GoGo zaczęła biec, to równie dobrze mogła być już teraz koło mojego domu i wątpiłem, bym mógł ją teraz dogonić.
Rozejrzałem się dokoła jeszcze raz i zawołałem ją, ale nikt mi nie odpowiadał, a ja nie wiedziałem, dokąd mogła pójść. Czułem się jak ostatni kretyn, w sumie nie... Nawet najgorszy kretyn nie zrobiłby czegoś takiego.
- Znalazłeś ją? - spytała Megan, która wyszła za mną z budynku. Pokręciłem tylko głową, a mulatka podała mi moją kurtkę.
Przyjąłem ją, dopiero teraz wyczuwając chłodny powiew wiatru. Miałem na sobie tylko cienką koszulę.
- Co się tam właściwie stało, Hiro? - zapytała łagodnie, kładąc mi dłoń na ramieniu. Miałem ochotę powiedzieć jej o wszystkim - o Sam, o moich wątpliwościach wobec Go, o tym jak raniło mnie to, że stale ukrywa przede mną swoją przeszłość. Jednak rozsądniejszym było zostawienie tych myśli samemu sobie, zamiast się nad sobą rozczulać. Ja zawiniłem. Ja poniosę tego konsekwencje.
- Wydaje mi się - rzekłem po dłuższej chwili. - że bardzo ją zraniłem.
Megan odsapnęła, a na jej łagodnym obliczu pojawiły się drobne zmarszczki wokół czoła, gdy się zastanawiała. Wasabi robił tą samą minę, zauważyłem i najprawdopodobniej by mnie to rozbawiło, teraz jednak nie miałem siły na jakikolwiek uśmiech.
- Hiro - zaczęła nieśmiało. - Myślę, że nie ma takich ran, których nie dałoby się zalepić. - powiedziała z powagą. Nie znasz GoGo, miałem jej odpowiedzieć, ale spojrzałem tylko w cień ulicy. - Wracasz na górę?
- Nie - odpowiedziałem wolno. - Przeproś ode mnie Honey i resztę. - powiedziałem, po raz pierwszy dzisiaj pewny swojej decyzji. - Poszukam jeszcze GoGo, a jeżeli jej nie znajdę, to po prostu wrócę do domu. Baymax trafi sam.
Megan kiwnęła głową ze smutkiem i wróciła do domu Honey ciężkim krokiem. Nie miałem wątpliwości, że przez ten wieczór bardzo polubiła GoGo, stąd ta troska. Miałem tylko nadzieję, że moja przyjaciółka nie zrobi nic głupiego.
Nie zdołałem jej wczoraj znaleźć, co gorsza całą noc prawie nie zmrużyłem oka - tą właściwą noc, bo siedzieliśmy u Honey dosyć długo. Rankiem czułem się wyzuty z sił i resztek nadziei. Niby po co GoGo miałaby ze mną gadać po tym wszystkim, myślałem, wbijając sobie kołek do własnej trumny. Ciocia nie wróciła aż do popołudnia, bo kurs zajął jej sporo czasu. Niemal mnie to cieszyło - przynajmniej nie widziała, w jakim jestem stanie. Wtedy na pewno pociągnęłaby mnie za język i opowiedziałbym jej o całym incydencie z Sam.
Koło dziesiątej zadzwoniła do mnie Honey i koniecznie chciała ze mną pogadać. Zgodziłem się dość niechętnie, bo wolałem zostać w tym momencie sam. Poszliśmy razem na spacer do parku Riverrun, a wokół nas zbierały się białe, równe płatki śniegu. Nawet pogoda postanowiła mnie dzisiaj zdołować, pomyślałem, widząc jak biały puch zbiera się na poszarzałych chodnikach.
- Rany, Hiro - usłyszałem na przywitanie. - Wyglądasz jak sto nieszczęść!
- Też miło cię widzieć, Honey - odpowiedziałem ponuro, gdy przyjaciółka wzięła mnie w swoje ramiona.
Miała na sobie jasny płaszcz, sięgający kolan i wysokie kozaki, wiązane pomarańczowymi sznurówkami. Przyszło mi na myśl, że jeżeli zabraknie nam słońca o tej porze roku, to równie dobrze mogliśmy liczyć na naszą Honey.
- A teraz mów, co się wczoraj stało - powiedziała dobitnie, patrząc na mnie, jakbym kogoś zamordował. - Najpierw uciekła GoGo, potem ty, zaraz Sam...
- Sam też poszła? - zapytałem, dopiero teraz przypominając sobie, że zostawiłem ją tam w mieszkaniu Honey. Świetnie, kolejny punkt dla Hamady.
- Coś mi się wydaje, że całkiem straciłeś wczoraj głowę, co? - zapytała, obserwując mnie uważnie swoimi zielonymi oczyma.
- Chyba coś w tym jest - odparłem, gdy weszliśmy na most. Zapatrzyłem się w ciemną toń lodowatej wody, zastanawiając się przy tym, czy łatwo jest się utopić w takiej temperaturze.
- No więc? - zagadnęła Honey, czekając na odpowiedź. Najwyraźniej nie chciała mi dzisiaj odpuścić.
Zastukałem w drewnianą poręcz mostu, szukając słów. W końcu się poddałem i powiedziałem wprost.
- Sam mnie pocałowała. Wtedy do kuchni weszła GoGo, a resztę już chyba wiesz... - mówiąc to zamknąłem oczy, żeby nie widzieć reakcji mojej przyjaciółki, która pewnie urwie mi za to głowę. Oczekiwałem naprawdę wszystkiego - że mnie uderzy, nakrzyczy na mnie, spanikuje, cokolwiek, ale Honey milczała, co jeszcze bardziej mnie zirytowało.
- Niepotrzebnie zaprosiłam Sam - westchnęła ciężko, wpatrując się w śnieg pod naszymi stopami.
- Co? - zapytałem, nie rozumiejąc, dlaczego chce wziąć na siebie winę za to, co się stało.
- To moja wina - powiedziała, patrząc mi w oczy. - Dokuczałyśmy sobie z GoGo... zresztą w twojej sprawie i po prostu miałam nadzieję, że obecność Sam skłoni ją do... czegokolwiek w twoim kierunku. Tak, wiem, że brzmi to strasznie głupio.
- Nie wiem, bo nic z tego nie zrozumiałem - powiedziałem szczerze. Kurczę, skoro nawet ja nie rozumiałem, o co chodzi Honey, a jestem przecież uznawany za geniusza, to chyba faceci mają to po prostu wpisane w genach.
Honey założyła rękawiczki na swoje zaczerwienione ręce.
- Po prostu widziałam, że nie jesteś jej obojętny - powiedziała spokojnie, choć wcale na taką nie wyglądała. - Ale ona wszystkiego się wypierała. GoGo jest typem człowieka, który... nie działa, jeśli nie musi. A obecność Sam skłaniała ją do działań w twoim kierunku, dlatego zaprosiłam ją na tą Gwiazdkę. Nie myślałam, że dojdzie do czegoś takiego...
- Moment - przerwałem jej, próbując ogarnąć cokolwiek z tej babskiej paplaniny. - Twierdzisz, że chodzi tu o jej zazdrość o Sam.
- Brawo, Hiro - pochwaliła mnie Honey sarkastycznie, co kompletnie do niej nie pasowało. Tego typu gatki należały się GoGo. - A myślisz, że była zazdrosna, bo...?
Uniosłem brew, oczekując, że Honey będzie kontynuować, ale zrobiła to dopiero, gdy zapadła między nami ciężka cisza.
- Och, wy się kochacie! - wykrzyknęła, gdy najwyraźniej zdołałem już wydostać z niej resztki cierpliwości. - Na litość boską, nie rozumiem, dlaczego tak utrudniacie sobie życie.
Spojrzałem na białe gałęzie połyskujące nad wodą, starając się poskładać całą tę układankę do kupy. Reakcja GoGo jak najbardziej pasowałaby do całego tego zamieszania, ale nie potrafiłem pogodzić się z faktem, że GoGo mogłaby się we mnie zakochać. To było po prostu zbyt... zbyt nierealne, by mogło być prawdą. Mimo to moje serce zareagowało dziwnym ciepłem, które rozeszło się po moim ciele jak rozgrzewający kompres.
- Naprawdę tak myślisz? - zapytałem cicho, nie wierząc w słowa przyjaciółki.
Honey westchnęła cicho.
- Widzieliśmy was przecież wtedy na Isla Menor. - powiedziała rzeczowym tonem, niczym adwokat, przedstawiający dowody. - I potem, gdy ten budynek się zawalił. Ty nie widziałeś wtedy miny GoGo... Jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej wstrząśniętej, chociaż mnie też napędziliście niezłego stracha.
- Ale to jeszcze nic nie znaczy... - mruknąłem z rozbawieniem, jakby Honey chciała mnie przekonać do czegoś, co nie miało miejsca.
- Właśnie, że znaczy - burknęła obrażonym tonem. - Niby czemu wtedy od razu wpadła ci w ramiona, gdy Baymax was wydostał z tych ruin?
Nie potrafiłem odpowiedzieć. Faktycznie, dziwiło mnie to, choć gdyby w tych ruinach była GoGo, pewnie zareagowałbym tak samo.
- Albo niby dlaczego zazwyczaj się rumieni, gdy rozmawiamy o tobie? - zaszczebiotała Honey, co nieco działało mi na nerwy. Zazwyczaj jej entuzjazm wpływał na nas kojąco i dodawał otuchy, ale był również wadą, zazwyczaj w takich właśnie sytuacjach.
- Obgadujecie mnie? - spytałem, marszcząc brwi, choć z moim głosie słychać było kpinę.
- Czasami - Honey mrugnęła do mnie znacząco. - Ale nie są to rzeczy, o których będę ci teraz mówić.
- Aha, okej - odpowiedziałem tonem, jakby mi to zupełnie nie przeszkadzało, choć byłem ciekawy, co takiego o mnie mówiły. - Ale i tak mnie nie przekonałaś.
Honey przystanęła naprzeciw mnie, przez co czułem się strasznie niski, bo nie dość, że wciąż przewyższała mnie wzrostem to miała na nogach te wysokie kozaki. Spojrzała na mnie łagodnie, choć w jej wyrazie twarzy nie było nic, co mogłoby mnie uspokoić.
- To nie mnie rysuje na każdym wykładzie. - powiedziała tylko, jakby to zdanie miało zakończyć sprawę. Przypomniałem sobie te szkice znalezione u niej w domu. Z tym argumentem nie potrafiłem się nie zgodzić, w końcu sam ją na tym przyłapałem na ostatnim wykładzie. - Aaa, czyli jednak wiesz o czym mówię? To stąd te rumieńce? - zapytała Honey ze śmiechem.
- Honey, - zacząłem, nie wiedząc tak naprawdę, co mam powiedzieć. - to nic nie zmienia. - westchnąłem ciężko, wiedząc, że komuś muszę się wyżalić. - Ostatnio byłem z Sam w pewnej knajpie i był tam Ithani. Podsłuchałem jego rozmowę i trochę mnie to zdołowało...
Honey nagle spoważniała.
- Mów dalej - poprosiła.
- Sam twierdziła, że chodziło o przeszłość GoGo. - mówiłem, starając się przypomnieć sobie ten dialog. - Ithani mówił coś o tym, że GoGo wpakowała ich w kłopoty, że złapała ich policja... Mówił też o jakiś pieniądzach a potem podał coś swojemu rozmówcy. Nie wiem, co to było, nie zdążyłem się przyjrzeć...
- O nie - westchnęła Honey, a w jej zielonych oczach pojawiło się szczere zaniepokojenie.
- Wiesz, o co chodziło? - zapytałem, gdy w moim umyśle zapalił się ogarek nadziei. Honey pokręciła przecząco głową.
- Nie, ale jeżeli Ithani mówił o tym teraz, to znaczy, że naszej GoGo może coś grozić. - powiedziała całkiem poważnie. - Niby dlaczego miałby to sobie przypominać akurat teraz? Może mają jakieś porachunki... sama nie wiem.
Westchnąłem ciężko. Miałem wrażenie, że bez względu na to, w co wpakowała się GoGo, nie mogłem jej pomóc. Choć naprawdę tego chciałem. Na pewno nie zamierzałem zostawić jej samej na pastwę Ithaniego, to wiedziałem na pewno.
- Pogadaj z nią - powiedziała Honey, patrząc na mnie z nadzieją. - Tobie na pewno powie, o co chodzi.
- Nie jestem tego pewny - odparłem smętnie. - Nie po tym, co się wczoraj stało.
Próbowałem - dzwoniłem, szukałem jej po tej ucieczce z domu Honey, ale GoGo odcięła się ode mnie, więc nie chciałem się narzucać. Już przeszło mi przez myśl, by po prostu do niej pójść, ale to był naprawdę zły pomysł.
Przeszliśmy znaczną część parku w trakcie naszej rozmowy. Choć tak naprawdę stałem na tym samym, co wcześniej, to czułem się lżej, móc wygadać się mojej przyjaciółce. Tak naprawdę po raz pierwszy od podsłuchania tej rozmowy mogłem z kimkolwiek porozmawiać. Z Sam nie chciałem już więcej rozmawiać na temat GoGo, o ile w ogóle, a cioci nie chciałem włączać w relację ja - GoGo. Poza tym czułem, że powinienem również przeprosić Sam, w końcu nie tylko w stosunku do GoGo zachowałem się podle - najpierw pozwoliłem na ten pocałunek, a potem zostawiłem ją samą w mieszkaniu Honey i nie odezwałem się do niej ani słowem.
- Hiro - zaczęła Honey nieśmiało po chwili ciszy. - Chciałabym cię spytać tylko o jedno, o ile się nie obrazisz.
Gdy pozwoliłem jej, żeby kontynuowała, Honey westchnęła, jakby to pytanie przychodziło jej z trudem.
- Chodzi o tą Sam... Nie wiedziałam, że jesteście tak blisko. Tobie tak na niej zależy?
- Właśnie najpotworniejsze w tym wszystkim jest to, że nie - powiedziałem ze wstydem. - Przyjaźniliśmy się, ale widziałem, że ona traktuje mnie inaczej i tego nie przerwałem...
- To znaczy, że ty do niej nic nie czujesz? - spytała Honey, jakby chciała się upewnić. Spojrzałem na przyjaciółkę, jakby zapytała mnie o coś naprawdę banalnego.
- Pewnie, że nie. - odpowiedziałem. Cieszyłem się tylko, że Sam nas nie słyszy. Nie miałbym tyle odwagi, by powiedzieć jej coś tak okrutnego prosto w twarz. Honey uśmiechnęła się do mnie delikatnie, jakby dopiero co trawiła moją odpowiedź.
- A jeśli chodzi o GoGo... - zaczęła z tą samą nieśmiałością, z którą zadała mi to pierwsze pytanie. - To czy ty nadal...?
Roześmiałem się szczerze. Nieczęsto słyszy się takie pytania. Zwłaszcza od najbliższych przyjaciół.
- A jak ci się wydaje, Honey? - odpowiedziałem, czując, że się rumienię.
Honey uśmiechnęła się z zadowoleniem, jakby takiej odpowiedzi się spodziewała. Przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła, jakby chciała się osłonić przed mrozem. Mimo że była ode mnie sporo wyższa i tak udało jej się położyć głowę na moim ramieniu, choć zgadywałem, że pewnie z niemałym trudem.
- Honey - zwróciłem się do niej, zastanawiając się, czy to ten most widziałem we wspomnieniu przyjaciółki dotyczącym mojego brata. Poza tym naszła mnie dziwna myśl - czy przypominałem jej czasem Tadashiego... - mam do ciebie prośbę.
Blondynka stanęła prosto i spojrzała na mnie z zainteresowaniem, bo nieczęsto pewnie ją o coś prosiłem. Wiatr zawiał znowu od strony parku, rozrzucając jej włosy na boki.
- Proszę, nie baw się więcej w swatkę - powiedziałem ze śmiechem, choć sprawa z Sam wcale nie była taka zabawna. Honey uśmiechnęła się szczerze.
- Nie martw się, nie zamierzam - odparła ciepło. - Tylko... Pogadaj z GoGo. To moja ostatnia prośba.
Westchnąłem. Nie żebym próbował to zrobić od ostatnich dwudziestu czterech godzin... Poza tym nie widziałem powodu, dla którego GoGo miałaby ze mną gadać. Jeżeli Honey miała rację... choć sam nie potrafiłem uwierzyć, że GoGo mogłaby się we mnie zakochać, to oznaczałoby to, że naprawdę ją skrzywdziłem. Poza tym musiałem jeszcze pogadać z Sam, co może być jeszcze trudniejsze od rozmowy z GoGo.
Kiwnąłem głową z zamyśleniem, ale Honey szturchnęła mnie znacząco.
- Ejj, - powiedziała ze śmiechem. - Dobrze będzie. Znam ją bardzo dobrze, da ci szansę.
Zapatrzyłem się ponownie w toń wody, tym razem z większym dystansem. Jej spokojny prąd nieco mnie uspokajał, działając jak uspokajające źródełka sprzedawane w co drugim sklepiku z pamiątkami w tym kraju. Nic nie potrafiłem poradzić na to, że mój naród uwielbiał spokój i harmonię - sądząc po tym musiałem chyba mieć jakieś obce geny, bo mój charakter ostatnio nieco odstawał od zachowania tradycyjnego Japończyka. Stałem się bardzo uczuciowy, pomyślałem z zastanowieniem. Może o tą zmianę chodziło Sam.
- Cieszę się, że ty i Robb... - zacząłem z uśmiechem. Honey kiwnęła głową.
- Miałeś kiedyś coś takiego, że... bałeś się w coś zaangażować, bo.. - przegryzła wargę, najwyraźniej hamując łzy. Najwyraźniej nie był to dla niej łatwy temat. Popatrzyłem na niej z zaalarmowaniem, jakby nie wszystko było okej.
- Masz na myśli Tadashiego? - zapytałem cicho, jakby ktoś nas podsłuchiwał. Honey spojrzała na mnie, a w jej oczach zalśniły łzy.
Potarła dłonie w nerwowym geście i położyła je na poręczy mostu.
- Często przyłapuję się na tym, że o nim myślę - wyznała mi. - A kiedy według rady GoGo staram sobie kogoś znaleźć, wtedy szukam kogoś podobnego do niego... - mówiąc to otarła samotną łzę spływającą po jej policzku. Coś w jej słowach chwyciło mnie za serce - byliśmy sobie bardzo bliscy, nasza pustka, jaką czuliśmy po stracie Tadashiego była porównywalna.
- Robb ci go przypomina? - zapytałem delikatnie. Honey wzruszyła ramionami.
- Trochę gram, wiesz - przyznała, uśmiechając się przez łzy. - Chcę uspokoić GoGo.... i was, że wszystko gra.
Minęły dwa lata, uświadomiłem sobie. W tym czasie chyba już zdołałem pogodzić się ze śmiercią mojego brata. Pomagała mi pustka w domu i samotne rozmowy moje i cioci. Brakowało mi Tadashiego, ale nauczyłem się z tym żyć, w końcu. Najwyraźniej życie uczuciowe Honey było bardziej skomplikowane.
- Czujesz coś do Robba? - spytałem bez wyrzutów. Nawet jeśli udawała uczucie do Robba, to nie mogłem powiedzieć jej wprost, że to złe. To tak jakby kopać leżącego.
- Coś na pewno - powiedziała, wzruszając ramionami. - Jest naprawdę czuły. Wspiera mnie... Choć nie wie o Tadashim. Nie wiem, czy umiałabym o nim zapomnieć.
- Nie musisz - powiedziałem na głos. Przypomniałem sobie słowa Naomi i uśmiechnąłem się w myślach, że odebrałem tę lekcję od małej dziewczynki. - Tadashi chciałby, żebyś nie była samotna. Chciałby, żebyś ułożyła sobie życie. Jestem o tym przekonany. Poza tym... chyba nikt nie znał go lepiej ode mnie, więc...
Honey otarła łzy z policzków i uśmiechnęła się do mnie z ciepłem, które bardzo często u niej widziałem. Ona po prostu kipiała pozytywnymi uczuciami, wątpiłem, by potrafiła kogoś nienawidzić.
- Dziękuję ci, Hiro, że jesteś ze mną. - powiedziała ze wzruszeniem.
- Zawsze, Honey - odparłem, odwzajemniając uśmiech.
Witam :33 tak jak obiecałam za tydzień będzie rozdział z GoGo ;) także życzę cierpliwości i widzimy się w nast sobotę! ;)
4/16/2016
Pocałunek
Ciocia Cass zastała mnie przed książkami, gdy zadzwonił do niej telefon.
- Tak, tak, wiem - mówiła podekscytowanym tonem - Jeszcze nie, już mu powiem.
Zamknąłem podręcznik do robotyki fizycznej i spojrzałem na nią, oczekując, że to mnie chce coś powiedzieć. Ciocia Cass wyłączyła telefon i zaczesała swoje brązowe włosy za ucho.
- Hiro, przepraszam cię bardzo - powiedziała z miną, jakby kogoś zamordowała. - Ale nie mogę dzisiaj zostać z tobą, Ellie zapisała mnie na kurs, a pierwsza sesja wypada wieczorem. Może zrobię ci coś dobrego do jedzenia i... - zauważyłem, że musiała mieć wyrzuty sumienia, bo słowa wyskakiwały z jej ust z prędkością światła.
- Dobrze - powiedziałem jej, gdy zdołałem dojść do głosu. - Przecież i tak idę dzisiaj do Honey - przypomniałem jej.
Obiecałem mojej przyjaciółce, że dotrzymam jej towarzystwa w gwiazdkę i nie zamierzałem złamać słowa ze względu na GoGo. Poza tym uznałem, że dobrze mi zrobi spędzenie czasu z przyjaciółmi, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
- Jejku, Hiro zapomniałam - skrzywiła się, pukając się w czoło. Uśmiechnąłem się lekko. Wiedziałem, że ostatnio ma sporo na głowie.
- O placku z wiśniami też? - spytałem ze śmiechem, a ciocia natychmiast zniknęła w przejściu na schodach niczym rażona piorunem. Usłyszałem jak zbiega z pędem po schodach w kierunku kuchni i odłożyłem książkę na bok, wiedząc, że najprawdopodobniej już do niej nie sięgnę. Poza tym nie podobała mi się wizja spędzenia świąt przy nauce, nawet jeśli powinienem nadrobić sześć wykładów uniwersytetu w ciągu przerwy świątecznej.
Zszedłem do kuchni i pomogłem cioci wyciągnąć przepalony placek z piekarnika, bo z paniki jej rękawiczki zaczęły się dymić.
- Uważaj - powiedziałem, odbierając jej blaszkę, zanim rękawice zdążyły się zapalić.
- Cholera! - krzyknęła ciocia, ściągając szybko rękawice i rzucając je na ladę w kuchni. Widziałem po niej, że traci zupełną kontrolę nad tym, co robi, a powód był jeden - jej dalszy rozwój w karierze przedsiębiorcy San Fransokyo. Widziałem, że szczególnie mnie potrzebuje - zwłaszcza teraz, kiedy cały świat zwalał się jej na głowę. - A tak ładnie rósł...
- Nic się nie stało - odparłem lekko, jakby cała praca cioci nie poszła właśnie na marne. W kuchni roznosił się odór spalenizny, ale robiłem dobra minę do złej gry i po prostu uchyliłem okno.
Ciocia obeszła ladę i usiadła na stołku, załamując ręce.
- To ponad moje siły, Hiro - westchnęła, a w jej oczach mignęły łzy bezsilności. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak bezsilnej, poza momentem, gdy podbiegła wtedy pod płonący Instytut. Ja leżałem wtedy na ziemi, rozpaczając, a mój brat... - Co ja się oszukuję. Nie jestem dobrym rodzicem, nie mówiąc o tym, że słabo idzie mi prowadzenie Lucky Cat. Za dużo od siebie wymagam.
Westchnąłem i ująłem jej biedne, zmęczone ręce w moje dłonie, chcąc dodać jej wsparcia.
- Wcale że nie, ciociu - nie zgodziłem się, patrząc jej w oczy. - Jesteś wspaniałym rodzicem, poza tym zajmowałaś się mną i Tadashim przez tyle lat - powinnaś zacząć spełniać swoje marzenia.
- Ale nie twoim kosztem, Hiro - przerwała mi, pokręcając głową. - A ostatnio ciągle cię zaniedbuję.
Uśmiechnąłem się lekko. Wcale nie czułem się zaniedbywany - wręcz przeciwnie. Ciocia zawsze była przy mnie, gdy jej potrzebowałem i naprawdę nie potrafiłem jej nic zarzucić. Poza tym leżało mi na sumieniu, ile dla nas poświęciła, by nas wychować - tak naprawdę została naszym adoptowanym rodzicem, wcale o to nie prosząc.
- Dam sobie radę - zapewniłem ją pewnym głosem, siadając naprzeciw na drugim stołku barowym. - Kilka dni bez ciebie to nie tragedia, choć przyznaję, że będę bardzo tęsknił - dodałem drugą część wypowiedzi, czując, że stąpam po cienkim gruncie. Ciocia Cass uśmiechnęła się lekko, ale szybko na jej twarzy pojawił się znów smutek.
Przejechała mi dłonią po twarzy z czułością, co robiła ostatnio, gdy byłem całkiem mały.
- Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążyłeś tak wyrosnąć - powiedziała cicho, jakby do siebie.
Poczułem się nieco zażenowany, ale ucieszyłem się z jej słów. Coraz więcej osób mówiło o mnie, że się zmieniłem lub że dorosłem, ale ja wciąż czułem się tym samym prostym Hiro, co kiedyś i nie do końca wiedziałem, o co im chodzi. No dobra, może zauważyłem zmiany w moim wyglądzie, ale nie były one tak wielkie, żeby zaraz określać po tym moją dojrzałość - miałem nieco krótsze włosy niż wcześniej, uwydatniły się moje kości policzkowe a oczy nabrały poważniejszego charakteru, ale uśmiechałem się tak samo i miałem takie samo podejście do świata, co wcześniej. Mimo to najbardziej cieszyło mnie zdanie GoGo. Widziałem, że traktuje mnie inaczej, niemal z podziwem, gdy mówi o zmianach, które we mnie zaszły. Czułem, że chodzi w tym coś więcej - może chodziło o naszą różnicę wieku.
- Chodź, posprzątamy i upieczemy ten placek jeszcze raz, zgoda? - zapytałem ją, wstając ze stołka. Ciocia patrzyła na mnie z zaciekawieniem i zamyśleniem, jakby na myśl, że nie jestem tym samym dzieckiem, które przygarnęła do siebie, gdy zabrakło mu rodziców. - A potem ty pójdziesz się pakować, a ja wypełnię kwity.
- Jesteś pewny, że nie potrzebujesz przy tym mojej pomocy? - zapytała delikatnie, jakby nie chciała mnie urazić. Tak się składało, że akurat zazwyczaj, gdy zostawiała Irmę samą w dokumentach, to zastępczyni mojej cioci prosiła o pomoc mnie, więc całą księgowość miałem w jednym palcu.
- Nie przesadzajmy - odparłem, wyrzucając resztki ze spalonego ciasta do śmietnika. - Potrafię samodzielnie wypełnić kilka papierów.
Zjawiłem się w domu Honey przed czasem, by pomóc jej w kuchni. Oczywiście poza pieczeniem ciast i ich dekorowaniem, nie miałem zbyt wielkiego doświadczenia w gastronomii, ale postanowiłem jej pomóc, zwłaszcza, że nie miałem nic innego do roboty. Przebrałem się w jakieś eleganckie ciuchy, jak zawsze, gdy zasiadaliśmy z ciocią i Tadashim do stołu, myśląc o tym, jak ta Gwiadka będzie różniła się od wcześniejszych. Jak dla mnie było to smutne święto, bo zawsze przypominało mi o moim bracie - o tym, że zawsze spędzaliśmy ten czas razem i jak mi go teraz brakuje. Byłem ciekaw, czy kiedyś, gdy będę miał własną rodzinę, to czy będę umiał spędzić święta, nie przypominając sobie o naszych wspólnych wygłupach przy stole, żartami wymienianymi nad kolacją oraz śmiechem cioci, gdy rozbawialiśmy ją razem do łez.
- Hiro, dobrze, że jesteś - ucieszyła się Honey, otwierając przede mną drzwi do jej małego, gustownie urządzonego mieszkania. Ręce miała całe z mąki łącznie z jej kremowym fartuchem, ubrudzonym zapewne niedokończonym puddingiem. Z jej schludnego koka wystawało kilka złotych kosmyków, opadających na czoło. Zerknęła na moje ciemne, dopasowane spodnie i jasnoniebieską koszulę i uśmiechnęła się z lekkim zdumieniem. Sama stała w jasnoróżowej sukience, skrywanej pod brudnym fartuchem, więc odetchnąłem w ulgą, że nie wyróżniłem się moim ubiorem. - Wchodź do środka, bo zmarzniesz.
Powiesiłem kurtkę na wieszak i zdjąłem buty, podczas gdy moja przyjaciółka próbowała wytrzeć swoje białe ręce o fartuch.
- Jak ci idzie? - zapytałem ją, widząc, że stara się jednocześnie usunąć mąkę z dłoni i zaczesać włosy do tyłu.
- Źle, jeszcze nigdy nie przygotowywałam sama Gwiazdki - przyznała smętnie, poddając się z opadającymi włosami.
- A kto powiedział, że masz ją przygotowywać sama? - zapytałem z uśmiechem, idąc za nią do kuchni. - Chyba nie myślałaś, że ci na to pozwolę?
Honey obróciła się do mnie i posłała mi uśmiech pełen ulgi. Widziałem, że cieszy się z mojej obecności, co nieco mnie podbudowało. Choć dla dwóch osób jestem potrzebny - Honey i mojej cioci. Ważne, żeby teraz skupić się na tym, nie na moich myślach i zwątpieniach dotyczących GoGo.
- A co tam u Naomi? - zagadnęła, mieszając w kuchni w misce z puddingiem. - Słyszałam, że jej mama już wyszła ze szpitala.
- Tak - odpowiedziałem, drapiąc się po głowie. - Obie zamieszkały u siostry Lary.
Sam nie wiedziałem, czy kiedykolwiek je jeszcze zobaczę. Lara była miłą kobietą, ale widoczna była u niej chęć do niezależnego życia, więc mogła jednocześnie chcieć się od nas odciąć, nawet a może szczególnie po tym, co dla niej zrobiliśmy. Może myślała, że zrobi nam kłopot, próbując znów pojawić się w naszym życiu wraz z Naomi, choć ja musiałem przyznać, że będę strasznie tęsknił za moją małą przyjaciółką.
- Nie wyglądasz na pocieszonego - zauważyła Honey. - Wyciągniesz ciastka z piekarnika? - poprosiła.
- Jasne - odparłem, biorąc do rąk grube, czerwone rękawice.
- Przyzwyczaiłeś się do tej dziewczynki, prawda? - zagadnęła, wsypując do miski kilka przypraw.
- Być może - odparłem, stawiając blaszkę na kuchence. W całej kuchni rozniósł się słodki zapach kruszonego ciasta i suszonych owoców, na który ciekła ślinka. Honey wyglądała, jakby miała dryk do cukiernictwa - może zaproponować ją jako pomoc przy kuchni cioci? W końcu wiadomo nie od dziś, że nasza Honey szuka jakiegoś zajęcia, by ukończyć studia.
- Podobno bardzo dobrze dogadujesz się z dziećmi z tego, co mówiła mi GoGo. - mówiła Honey, zapatrzona w swoją robotę. Wywróciłem lekko oczami, na wspomnienie mojej przyjaciółki... a może już nie? Sam nie wiedziałem.
- Ach tak - mruknąłem tylko w odpowiedzi, zdejmując rękawice. - Mówiła ci coś jeszcze?
- Tak - odparła Honey, chichocząc. - Ale to zachowam dla siebie.
Wywróciłem oczami jeszcze raz, tym razem jednak nie ukrywałem tego przed Honey. Kobiety, pomyślałem, przypominając sobie, że to samo mówiłem ostatnio Wasabiemu. Zastanawiało mnie, jakie byłoby bez nich życie, ale równocześnie musiałbym przyznać, że straciłoby cały kolor, jak szkic bez farb.
- Kiedyś sama ci to powie - zwróciła się do mnie Honey z przekonaniem, mieszając w puddingu - No, gotowe, teraz wystarczy tylko życzenie.
Spojrzałem na miskę z uśmiechem, nie wierząc, że Honey wierzy w tradycję wypowiadania życzeń nad ręcznie przygotowaną masą. Mimo to moja przyjaciółka zamknęła oczy i skinęła głową po chwili na znak, że już pomyślała o swoim pragnieniu. Blond kosmyk osunął jej się na czoło, gdy zmarszczyła swoje jasne brwi.
- Co pomyślałaś? - zapytałem, opierając się o ladę
- A-a-a - stęknęła Honey, machając mi palcem przed twarzy. - Życzeń nie wypowiada się na głos, bo się potem nie spełniają. No, teraz ty.
- Ale ja nie robiłem z tobą puddingu - zaśmiałem się, chcąc tak naprawdę oddalić od siebie myśl o jakimkolwiek życzeniu bożonarodzeniowym, wiedząc, na jaką drogę natrafią moje nieokiełznane myśli.
Honey skinęła głową bez słowa i wyciągnęła z szafki cynamon w torebce, po czym podała mi go z pewną siebie miną.
- A to co? - spytałem z cieniem uśmiechu, mierząc w dłoni małą torebkę.
- Zapomniałam go dodać - powiedziała, jakby ta odpowiedź była najprostsza na świecie. - Wsyp trochę, to nie będziesz mógł powiedzieć, że mi nie pomagałeś.
Teraz już naprawdę poczułem się zażenowany. Wyobraziłem sobie minę Tadashiego, który pewnie musiał znosić pomysły Honey na co dzień i mało nie wybuchnąłem śmiechem. Nie, Tadashi był inny - miał w sobie masę cierpliwości, poza tym uwielbiał Honey jeszcze bardziej ode mnie, więc pewnie z radością przystałby nawet na tradycje gwiazdkowe, którym ja nie ulegałem.
- Czy to konieczne? - spytałem bezbronnie, ale mina Honey mówiła mi jasno, że nie mam wyboru. Otworzyłem z westchnieniem torebkę i wsypałem szczyptę cynamonu do puddingu. Honey patrzyła na mnie, jakby chciała wejść mi do głowy i sprawdzić, czy wypowiedziałem w myśli życzenie.
Tylko co ja mogłem sobie życzyć? - pomyślałem, starając odepchnąć od siebie myśli o Go. Tak naprawdę moim jedynym pragnieniem w tym momencie było dowiedzieć się o niej wszystkiego, a zwłaszcza o jej przeszłości - nie chciałem, by dalej przede mną ukrywała cokolwiek, a wydawało mi się, że moja wiedza o niej to tylko czubek góry lodowej. Byliśmy przyjaciółmi, więc chyba zasługiwałem na szczerość, prawda?
W końcu odetchnąłem i zdecydowałem się życzyć sobie właśnie tego, skoro i tak myśli te nie pozwoliły mi się skoncentrować na czymkolwiek innym. Czułem się jak więzień we własnym ciele - zniewolony przez jedną dziewczynę, w dodatku moją przyjaciółkę.
- Co to za smętna mina? - zapytała mnie Honey z zaniepokojeniem na twarzy.
- Mogłaś mnie nie zmuszać do tego życzenia - mruknąłem w odpowiedzi, chowając ten przeklęty cynamon.
- Dotyczył GoGo, prawda? - zapytała smutno. Byłem obrócony do niej plecami, więc nie widziała mojej miny.
- Mieliśmy nie mówić o swoich życzeniach, - przypomniałem jej - więc mnie nie przepytuj. Poza tym moglibyśmy pogadać o czymkolwiek innym? - czułem dumę, że nic w moim głosie nie wskazywało na to, że mnie to dotknęło.
- Nie ma sprawy - odparła Honey z entuzjazmem. - Pomożesz mi nakryć do stołu? Już chyba wszystko pokończyłam.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Myślałem, że już mnie nie poprosisz - odpowiedziałem, chowając w cień moje myśli, co przychodziło mi dość łatwo w towarzystwie Honey.
Zmrok zapadł jakąś godzinę temu, gdy siedzieliśmy w piątkę przy stole. Czuliśmy się trochę inaczej bez Wasabiego, ale to nie zmieniało faktu, że świetnie się razem bawiliśmy. O dziwo, nawet zdołałem się rozluźnić przy GoGo i na chwilę zapomnieć o moich wątpliwościach wobec jej przeszłości. Nie chciałem wyskakiwać z tym akurat dzisiaj, kiedy mieliśmy co świętować i byłaby to kompletna głupota z mojej strony, więc wolałem udawać, że jest wszystko okej, niż psuć humor gościom.
Musiałem przyznać, że moi przyjaciele wyglądali dziś naprawdę nietypowo - jeżeli tak to można określić. Zacznijmy od tego, że Freddie był ubrany również w koszulę o jasnoczerwonym kolorze i miał gładko zaczesane włosy. Cóż, widzieliśmy go codziennie dlatego zmiana jego ubioru nawet w tak uroczystej okoliczności była dla nas dość sporym zaskoczeniem. Co prawda, widziałem go już takiego na zdjęciu rodzinnym w jego posiadłości na końcu miasta, ale musiałem się uszczypnąć w policzek, by się upewnić, że to nie sen.
Ubiór Honey nie budził wcale tak wielkiego zaskoczenie, bo wyglądała olśniewająco, zresztą tak jak zawsze - choć w Instytucie nosiła raczej luźne swetry i wysokie obcasy, to każdy z nas wiedział, że niewiele jej trzeba, by wyglądać fenomenalnie. I znów musiałem ukrywać uśmiech, zastanawiając się, w jaki sposób mój brat patrzył na nią w Instytucie, do którego razem chodzili. W dodatku róż jej sukienki idealnie pasował do różu na jej policzkach.
Najtrudniej jednak przychodziło mi odrywanie wzroku od GoGo, do czego się zresztą już chyba przyzwyczaiłem. Nikt by jej nigdy nie namówił na sukienkę, ale to nie oznaczało, że jej wygląd nie przyciągał spojrzeń. Miała na sobie szarozłote legginsy imitujące jeans, lekką bluzkę o kolorze turkusu z rękawami do łokci, a na jej uszach wisiały okrągłe, złote kolczyki, sięgające jej niemal do ramion. Wyglądała na zadowoloną i rozluźnioną w naszym towarzystwie, co nieco mnie irytowało, przypominając sobie o tym, że pewnie nawet nie wiedzieliśmy o niej w połowie tego co Ithani.
- Ej, ludzie - ogłosił dumnie Fred w trakcie jedzenia kruchych ciasteczek Honey. - Muszę wam coś ogłosić.
- Jeśli to coś ważnego, to dobry czas, Freddie - mruknęła z uśmiechem GoGo, a Honey jej zawtórowała. Siedzieliśmy tu razem od jakiś ponad dwóch godzin, więc byłoby to w pełni uzasadnione.
- Dzięki, GoGo, że interesuje cię mój rozwój zawodowy. - odparł Fred, udając zniecierpliwienie. Tak naprawdę to chyba żadne dogadywania GoGo nigdy go nie zbulwersowały. Mniej więcej na tym polegała ich relacja.
- Twoje co...? - zapytała GoGo, przełykając łyk herbaty.
Honey i ja wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Nawet Fred nam zawtórował. Baymax uniósł palec do góry i wskazał na GoGo.
- Trafna uwaga - powiedział robot.
- I ty przeciw mnie? - zapytał Fred, gdy zdołał się już uspokoić.
- Skąd, Fred. - odpowiedział Baymax, uśmiechając się po swojemu. Trąciłem lekko Honey w ramię.
- Zauważyłaś to? - zapytałem ją, wpatrując się w Baymaxa, jakbym widział go po raz pierwszy na oczy.
- Co? - spytała Honey marszcząc brwi.
- Autoprogramowanie Baymaxa posunęło się tak daleko, że już nawet wypracował swój humor. - powiedziałem z naukowym entuzjazmem. Nie byłem pewien, czy Tadashi to przewidział, gdy projektował robota. Tak jakby zaczął żyć własnym życiem...
- Ty... faktycznie - odparła Honey, mrugając oczami. Widziałem po niej, że zainteresowała się tym na równi ze mną. Byłbym skory przeszukać mechanizmy robota, by dowiedzieć się, skąd biorą się jego automatyczne przeróbki, ale obiecałem sobie, że już nigdy nie będę wpływać na oprogramowanie Baymaxa.
- Co tak szepczecie? - zapytał nas Fred, mrużąc oczy, by udać podejrzliwość.
- Nic, nic - odpowiedziałem zamiast tego. Nie chciałem się tym dzielić w towarzystwie Baymaxa. - Nie powiedziałeś nam w końcu tego, co chciałeś - przypomniałem.
- Aha, właśnie - odparł Fred, znów powracając do swojej dumnej postawy. GoGo spojrzała na niego z zaciekawieniem. - Chciałem wam powiedzieć, że zapisałem się na pierwszy semestr Akademii Filmowej.
Otworzyłem szeroko oczy. Freddie i filmy? Czyżby chciał zostać aktorem?
- Fred, znam cię dosyć długo i nie przypominam sobie, żeby ciągnęło cię do aktorstwa - powiedziała GoGo z powagą. Honey kiwnęła głową, choć najwyraźniej pomysł ten ją zaintrygował.
- Bo nie kręci mnie aktorstwo - odparł obronnie Freddie. - Bardziej zależy mi na reżyserstwie, ale takim wiecie... na pewnym poziomie. Znam najlepszych twórców w sumie przez mojego ojca i chciałbym coś zacząć w tym kierunku, może zgodziliby się mi pomóc.
- To doskonały pomysł, Fred - powiedziała szczerze Honey.
- Skoro jest to coś, co lubisz, to dobrze, że chcesz to rozwijać - przyznałem i powiem szczerze, że jego pomysł nie był taki zły.
- A ty co myślisz, GoGo? - zapytał Fred, unosząc brew. GoGo dopiła cierpliwie herbatę, patrząc w stół.
- Może zdurniałam, ale naprawdę widzę cię w tej roli - powiedziała z cieniem uśmiechu.
- GoGo Tomago powiedziała w moją stronę coś miłego - Fred udawał zdziwienie. - Ej, ma ktoś kamerę? Przydałoby się to uwiecznić...
- Nie przyzwyczajaj się zanadto - mruknęła GoGo, opierając się o oparcie krzesła.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Honey zerwała się z miejsca, podczas gdy my zastanawialiśmy się, kto to mógłby być. Z tego, co wiedziałem, to Honey nie oczekiwała jeszcze jednego gościa. Miny moich przyjaciół mówiły jasno, że są równie zdziwieni, co ja i gospodyni.
- Tak? - usłyszeliśmy z przedpokoju. - Wasabi!
Spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem i radością, po czym wstaliśmy wszyscy i ruszyliśmy do przedpokoju. Rzeczywiście, w progu stał Wasabi, a za nim stała kobieta o czarnych, kręconych włosach i takim samym kolorze skóry, co nasz przyjaciel. Z tego, co wiedziałem, to Wasabi miał spędzać święta z rodziną, dlatego kompletnie nas zaskoczył pojawieniem się u Honey.
- Przecież nie mogłem pozwolić, żebyś świętowała sama - powiedział Wasabi z szerokim uśmiechem, przytulając do siebie Honey. Zastanawiałem się, czy jego towarzyszka to ta Carry, o której wspominał Wasabi.
GoGo odchrząknęła znacząco.
- A my to co? - zapytała, wskazując na naszą czwórkę. - Parapety?
Wasabi i jego towarzyszka zaśmiali się cicho.
- Ach, właśnie - Wasabi spojrzał na nią i objął ją ramieniem. - Poznajcie moją siostrę, Megan.
Spojrzeliśmy na smukłą mulatkę o pełnych ustach, która uśmiechnęła się do nas przyjaźnie.
- Dotychczas nie wiedzieliśmy, że masz siostrę - zaznaczyłem, widząc zdziwione miny moich przyjaciół. Więc jak wyglądała Carry, nowa dziewczyna Wasabiego?
- No tak - Wasabi podrapał się po głowie.
- Jason nie mówi za wiele o sobie - przyznała szczerze, a jej uśmiech był nadzwyczajnie biały.
Spojrzałem na GoGo i wymówiłem niemo imię Jasona, które nie kojarzyło mi się tak naprawdę z nikim, ale przyjaciółka obdarzyła mnie tylko swoim zniewalającym uśmiechem i wzruszyła ramionami. Aha, fajnie, że dopiero dowiedziałem się, jak na imię ma mój kumpel.
- Wchodźcie do środka - zaprosiła ich Honey. - Nie stójcie tak w przedpokoju.
Tak naprawdę odkąd w drzwiach pojawił się Wasabi, ostatnie ponure myśli odeszły w kąt i spędzaliśmy naprawdę miły czas w swoim towarzystwie. Wymienialiśmy żarty i docinki, ale przede wszystkim dużo rozmawialiśmy. Pomimo wspólnego czasu w Instytucie i teraz w Agendzie, to rozmawialiśmy zbyt rzadko i potrzebowaliśmy takiego odpoczynku w swoim gronie. Czułem się tak odprężony, że zdołałem zapomnieć, że ostatnio rzadko kiedy się uśmiechałem.
Megan, siostra Wasabiego, okazała się świetna. Dopiero po kilku godzinach wspólnej rozmowy zaczynałem zauważać tak oczywiste podobieństwo między nimi - to samo skupione spojrzenie, podobny kształt brwi, ale przede wszystkim to samo opanowanie, które musiało być najwyraźniej ich cechą rodzinną. Wasabi wspominał, że ma dużą rodzinę, ale tak naprawdę dopiero teraz poznaliśmy kogokolwiek z jego bliskich. Megan szczególnie dobrze dogadywała się z GoGo, z którą przegadała dobre pół wieczoru. Dowiedzieliśmy się, że siostra Wasabiego - lub Jasona - studiowała prawo i mieszkała w San Fransokyo niedaleko Instytutu, a my nawet nie wiedzieliśmy o jej istnieniu. Wasabi dodał, że jego siostra jest niesamowicie zdolna, co przyjęliśmy z brakiem zdziwienia, sądząc po talencie naszego przyjaciela do wszelkiego rodzaju fizyki. Oczywiście Megan skromnie zaprzeczyła.
Gdy myśleliśmy już, że wieczór skończy się w takiej atmosferze, nagle zaskoczył nas kolejny dzwonek do drzwi. Honey spojrzała na innych ze zdziwieniem, ale znalazła tylko odzwierciedlenie swojej własnej miny.
- Kolejni niezapowiedziani goście? - zaśmiała się GoGo, szturchając lekko Megan.
- Zaraz sprawdzę - powiedziała Honey, po czym odeszła do przedpokoju z nieco zaniepokojoną miną. Jakby nie patrzeć, nasze święta w naszą Szóstkę i tak zmieniły się w siódemkę, choć obecność Megan była nam jak najbardziej na rękę, więc teraz nie miałem zielonego pojęcia, kto mógł do nas wpaść o tak późnej porze.
- Stawiam dziesięć do jednego, że Honey ucieszy się ze swojego gościa - GoGo nachyliła się i udawała, że szepcze Wasabiemu do ucha. Przyjaciel zaśmiał się i zerknął na mnie.
- Dobra, ale ja obstawiam, że ty zadowolona nie będziesz - odpowiedział, a GoGo zmarszczyła swoje ciemne brwi i obróciła głowę, a jej złote kolczyki zatańczyły wokół jej twarzy.
Nie wiem, jak potoczył się ten zakład, bo tak naprawdę obydwoje wygrali. Honey wróciła po chwili, trzymając za rękę uśmiechniętego Robba. Za nimi do pokoju wkroczyła niepewnie Sam w swojej jasnobłękitnej sukience. Na jej widok mina GoGo wyraźnie zrzedła, dlatego Wasabi nieco zyskał w ogólnej punktacji.
- Cześć wszystkim - Robb i Sam odezwali się do nas niemal równocześnie. Spojrzeli na siebie i zaśmiali się głośno. Gdyby nie wyraźne różnice między tym dwojgiem przede wszystkim w kolorze skóry, można byłoby uznać Sam za młodszą siostrę Robba i przeczuwałem, że współpraca w Agendzie stworzyła między nimi właśnie taką więź.
- Coś mi się wydaje, że twoje życzenie się spełniło - zauważyłem, zwracając się do Honey. Robb spojrzał na nią z uśmiechem, a jej policzki niemal od razu spłonęły rumieńcem. - Zgadłem?
- Hiro, nie stresuj jej - zaśmiała się GoGo, a Honey od razu oprzytomniała i zerknęła na przyjaciółkę, jakby coś mi sugerowała.
- A twoje się spełniło, Hiro? - zapytała, a ja musiałem użyć resztek siły woli, by nie spojrzeć na GoGo.
- Jest w trakcie realizacji - odparłem ze śmiechem, a reszta także się roześmiała.
Pomogłem Honey naszykować dodatkowe miejsca przy wspólnym stole, co nie było takie trudne, biorąc pod uwagę fakt, że jej stół był dość spory, by pomieścić nas wszystkich. Sam wyglądała, jakby czuła się tutaj niezaproszona. Zajęła miejsce obok mnie, unikając spojrzeń, rzucanych jej przez GoGo.
- Myślałam, że jesteś zajęty na święta - powiedziała Honey do Robba, który zajął miejsce obok niej.
- Bo byłem, - odezwał się Robb. - Ale Yoko odpuściła nam wyjazd w święta, więc postanowiłem wpaść. Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam?
- Skąd - odparł Wasabi za Honey, której odpowiedź była tak bardzo do przewidzenia, że równie dobrze mogła nic nie mówić. - Ty też jechałaś na święta z Yoko? - zapytał, patrząc na Sam.
- Tak, ostatnio w Agendzie mamy sporo obowiązków - przyznała, zapomniawszy się, albo nie zauważywszy Megan, jednak szybko wymigała się od dalszych dywagacji na ten temat. - w dodatku Honey też mnie zaprosiła i Robb o tym wiedział, więc zaproponował, że może zrobimy wam niespodziankę.
- I udało wam się - przyznała Honey, uśmiechając się do Sam. Miałem lekkie wrażenie, że Sam chciała podkreślić przy nas to, że została zaproszona, ale postanowiłem odpuścić ten temat.
- Rany, naprawdę przygotowałaś sama to wszystko? - zapytał Robb, a w jego oczach pojawił się podziw. Uśmiechnąłem się lekko na myśl, że są lub mogliby być razem, zależy jak daleko sięgała ich relacja, o czym niestety nie zostałem przez Honey poinformowany. Widziałem jednak, że zależało jej na prawej ręce Yoko, dlatego tym bardziej miałem nadzieję, że oboje będą szczęśliwi.
- Nie sama - przyznała, zerkając na mnie. - Hiro mi pomagał.
- Mnie w to nie mieszaj - zaśmiałem się, unosząc bezbronnie ręce. - Ja tylko pilnowałem, by ciasta się nie przepaliły i doprawiłem twój pudding.
Honey zaśmiała się ze mną, ale pokręciła równocześnie głową.
- Brawa należą się tobie, nie mnie. - dodałem z uśmiechem.
Potem już nawet nie pamiętałem, jak potoczyły się nasze wspólne rozmowy. Czasem Wasabi przekrzykiwał coś z drugiej strony stołu, GoGo śmiała się razem z Megan, a Fred dźgał Baymaxa palcem, nabijając się z czegoś głośno. Czas mknął bardzo szybko i ani się spostrzegłem, było grubo po pierwszej, gdy rozmowy zaczynały przycichać, a my staliśmy się zbyt zmęczeni, by mówić głośniej.
- Słyszałam, że Lucky Cat się rozrasta - powiedziała do mnie Sam, gdy zdołała się już nieco ośmielić wśród moich przyjaciół.
- Aż tak o tym głośno? - zapytałem ze zdziwieniem. San Fransokyo było dość sporym miastem, ale i tak plotki niosły się tutaj szybciej niż północny wiatr, który ostatnio coraz częściej nawiedzał dzielnice.
- Nie, ale akurat moja mama bardzo poleca kawę u twojej cioci - powiedziała Sam z szerokim uśmiechem.
- Żartujesz - powiedziałem zdziwiony. - Twoja mama przychodzi na kawę do kawiarni mojej cioci a ja nic o tym nie wiem? - zagadnąłem, a Sam uśmiechnęła się szeroko.
- Dowiedziałam się kilka dni temu - machnęła przy tym ręką, jakby było to małoznaczące. - Poza tym twoja ciocia ma więcej klientów niż ci się wydaje i wszyscy cieszą się, że kawiarnia się rozwija.
Pomyślałem zaraz o cioci i ucieszyłem się ze słów Sam tym bardziej, że dla cioci Cass wszystkie nowe zmiany w kawiarni, które chce podjąć, bardzo ją stresują. Miałem nadzieję, że uda mi się ją jakoś wesprzeć, choć musiałem przyznać, że ciocia świetnie radziła sobie beze mnie. Miała masę zadowolonych klientów, dobrych wspólników, z którymi chciała teraz otworzyć nową kawiarnię, oraz oczywiście świetny personel, który był nie do podrobienia. No dobra, głównie dlatego, że pozwalali mi podkradać ciastka, gdy ciocia nie patrzyła, ale byli również bardzo dobrze wykwalifikowani.
- Hiro, mógłbyś podać tacki z trifle? - spytała, lukając do mnie ze swojego miejsca. Sama siedziała w takim miejscu, że przedostanie się do kuchni zajęłoby jej sporo czasu.
Kiwnąłem chętnie głową.
- Jasne, nie ma problemu - odparłem, mrugając do przyjaciółki, która odetchnęła z ulgą. Niemal od razu zagadał ją Robb.
- Idę z tobą - odparła Sam, wstając od stołu za mną. - Trochę rozbolała mnie głowa od tego hałasu.
Rzeczywiście, biorąc pod uwagę fakt, że zebrało się nas łącznie dziewięć osób, to w mieszkanku Honey zrobiło się dość tłocznie, mimo iż przytulnie. Odczułem niemal ulgę, gdy znaleźliśmy się sami w kuchni.
- Jak ci idzie na nowym stanowisku? - spytałem ją cicho, gdy byliśmy pewni, że nikt nas nie usłyszy. Tak naprawdę chodziło najbardziej o Megan, ale wolałem nie ryzykować.
Sam wzruszyła ramionami.
- Yoko jest cierpliwa, a ja uczę się dość szybko. Mam nadzieję, że nie przejmę jej obowiązków, tego jest naprawdę dużo, by ogarniała to jedna osoba. - powiedziała, siadając na stołku przy ladzie.
- Dlatego ma ciebie - odparłem.
- I Robba - dodała z lekkim uśmiechem. Na widok mojej zaskoczonej miny, wytłumaczyła - Robb też jest zastępcą Yoko, nie wiedziałeś?
Cóż, nie powinno mnie to zdziwić, biorąc pod uwagę fakt, że tam, gdzie pojawiała się pani prezes, tam znajdował się Robb. Mimo to domyślałem się, że stanowi kogoś na kształt pomocnika, nie zastępcy. Najwyraźniej bardzo dobrze radził sobie na swoim stanowisku, skoro Yoko tak doceniała jego obecność. Sam dopiero się uczyła, ale miałem przeczucie, że jeszcze zdąży zabłysnąć w karierze Agendy.
- Umknęło mi to - przyznałem, a Sam zaśmiała się. Jej jasnoniebieska sukienka zamigotała w przyciemnionym świetle w kuchni.
- Już dowiedziałeś się o co chodziło z GoGo? - zapytała mnie Sam, przechylając lekko głowę, tak że na jej ramię opadł jeden kosmyk jej jasnych włosów.
- Nie i na razie nie zamierzam - odparłem nieszczególnie pocieszony, że nasza rozmowa zabrnęła w tym kierunku. Tylko Sam wiedziała, skąd brał się mój podły nastrój i widziała mnie wtedy, jak zareagowałem na słowa, które usłyszałem od Ithaniego.
- Wybacz, nie chciałam cię rozdrażnić - powiedziała, robiąc kwaśną minę, choć nawet z nią było jej do twarzy. Tak naprawdę nie widziałem jeszcze, by zrobiła cokolwiek, co mogłoby skazić jej urodę. - Nie wiem, czy w ogóle powinnam się tu była pojawić, wiesz, to był pomysł Robba...
- Dlaczego? - spytałem zdziwiony. - Honey cię zaprosiła, więc nie rozumiem, dlaczego czujesz się tu nieproszona.
Sam pogłaskała się po ramieniu, wpatrzona w podłogę, jakby nie do końca wiedziała, jak sformułować odpowiedź.
- Wiesz - Robb to co innego, przyjaźni się z Honey. To wasza Gwiazdka, nie moja - powiedziała, uśmiechając się smutno.
- A ty przyjaźnisz się ze mną - przypomniałem jej. - Pewnie dlatego Honey cię zaprosiła, wiedziała, że to sprawi mi przyjemność.
- Tak myślisz? - zapytała Sam, mrugając swoimi długimi rzęsami.
- Pewnie - odpowiedziałem, w ogóle zdziwiony, że wypowiedziałem te słowa. Honey miałaby zaprosić Sam tylko ze względu na mnie? Skąd ten pomysł?
Sam obróciła głowę i uśmiechnęła się delikatnie, a na jej policzkach wystąpił lekki rumieniec.
- Miło mi, że tak myślisz - powiedziała Sam ciepło, patrząc mi w oczy.
Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle jej spojrzenie powędrowało na sufit. Kiedy za nim nadążyłem, spostrzegłem lśniącą jemiołę, ale nawet nie zdążyłem zareagować, bo usta Sam złączyły się z moimi w pocałunku. Od razu przypomniałem sobie plażę San Fransokyo i ten moment, gdy coś między nami zaiskrzyło. Czy chciałem od tego uciekać? Czułem, jakbym podzielił się na dwie osoby - jedna rozpaczliwie chciała uciec, druga domagała się bliskości z Sam, jakby dzieliło nas zbyt wiele.
Przyciągnąłem ją do siebie i wpiłem się w jej usta subtelnie, zastanawiając się, co się ze mną do cholery dzieje. Byłem jak w transie, z którego nie potrafiłem się obudzić. Straciłem całkowicie poczucie czasu, jakby przestał w ogóle istnieć. Coś krzyczało we mnie, że popełniam duży błąd, ale nie wiedziałem, dlaczego, jakbym stracił pamięć. W głowie miałem tylko leniwe myśli, które mijały wolno, jak stary film, ukazujący mi tylko ciekawsze fragmenty. Myślałem o brązowych, bystrych oczach, zniewalającym uśmiechu, kruczoczarnych włosach...
Odsunąłem się od Sam, gdy zdołałem pojąć moje myśli. To nie ją chciałem pocałować, osoba, na której naprawdę mi zależało, siedziała w drugim pomieszczeniu. Czy byłem tak głupi, czy zmęczony, by dopuścić do tego, co się między nami wydarzyło? Spojrzałem w oczy Sam i poczułem wstyd i ogłupienie. Czy naprawdę całowałem ją, fantazjując o GoGo?
Usłyszałem kroki i zdołałem się obrócić tylko po to, by zobaczyć plecy GoGo, opuszczającej w pośpiechu kuchnię.
Wreszcie nowy rozdziałek :33 tęskniliście? Jak już ruszać, to z pompą, nie? :D Jestem ciekawa waszych oczekiwań po zerknięciu na sam tytuł posta, mam nadzieję, że się ze mną podzielicie :)))
~Just Dreamie *tak wiem, zniszczyłam wam pewnie wieczór, ale co mi tam, noc jeszcze młoda *
- Tak, tak, wiem - mówiła podekscytowanym tonem - Jeszcze nie, już mu powiem.
Zamknąłem podręcznik do robotyki fizycznej i spojrzałem na nią, oczekując, że to mnie chce coś powiedzieć. Ciocia Cass wyłączyła telefon i zaczesała swoje brązowe włosy za ucho.
- Hiro, przepraszam cię bardzo - powiedziała z miną, jakby kogoś zamordowała. - Ale nie mogę dzisiaj zostać z tobą, Ellie zapisała mnie na kurs, a pierwsza sesja wypada wieczorem. Może zrobię ci coś dobrego do jedzenia i... - zauważyłem, że musiała mieć wyrzuty sumienia, bo słowa wyskakiwały z jej ust z prędkością światła.
- Dobrze - powiedziałem jej, gdy zdołałem dojść do głosu. - Przecież i tak idę dzisiaj do Honey - przypomniałem jej.
Obiecałem mojej przyjaciółce, że dotrzymam jej towarzystwa w gwiazdkę i nie zamierzałem złamać słowa ze względu na GoGo. Poza tym uznałem, że dobrze mi zrobi spędzenie czasu z przyjaciółmi, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
- Jejku, Hiro zapomniałam - skrzywiła się, pukając się w czoło. Uśmiechnąłem się lekko. Wiedziałem, że ostatnio ma sporo na głowie.
- O placku z wiśniami też? - spytałem ze śmiechem, a ciocia natychmiast zniknęła w przejściu na schodach niczym rażona piorunem. Usłyszałem jak zbiega z pędem po schodach w kierunku kuchni i odłożyłem książkę na bok, wiedząc, że najprawdopodobniej już do niej nie sięgnę. Poza tym nie podobała mi się wizja spędzenia świąt przy nauce, nawet jeśli powinienem nadrobić sześć wykładów uniwersytetu w ciągu przerwy świątecznej.
Zszedłem do kuchni i pomogłem cioci wyciągnąć przepalony placek z piekarnika, bo z paniki jej rękawiczki zaczęły się dymić.
- Uważaj - powiedziałem, odbierając jej blaszkę, zanim rękawice zdążyły się zapalić.
- Cholera! - krzyknęła ciocia, ściągając szybko rękawice i rzucając je na ladę w kuchni. Widziałem po niej, że traci zupełną kontrolę nad tym, co robi, a powód był jeden - jej dalszy rozwój w karierze przedsiębiorcy San Fransokyo. Widziałem, że szczególnie mnie potrzebuje - zwłaszcza teraz, kiedy cały świat zwalał się jej na głowę. - A tak ładnie rósł...
- Nic się nie stało - odparłem lekko, jakby cała praca cioci nie poszła właśnie na marne. W kuchni roznosił się odór spalenizny, ale robiłem dobra minę do złej gry i po prostu uchyliłem okno.
Ciocia obeszła ladę i usiadła na stołku, załamując ręce.
- To ponad moje siły, Hiro - westchnęła, a w jej oczach mignęły łzy bezsilności. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak bezsilnej, poza momentem, gdy podbiegła wtedy pod płonący Instytut. Ja leżałem wtedy na ziemi, rozpaczając, a mój brat... - Co ja się oszukuję. Nie jestem dobrym rodzicem, nie mówiąc o tym, że słabo idzie mi prowadzenie Lucky Cat. Za dużo od siebie wymagam.
Westchnąłem i ująłem jej biedne, zmęczone ręce w moje dłonie, chcąc dodać jej wsparcia.
- Wcale że nie, ciociu - nie zgodziłem się, patrząc jej w oczy. - Jesteś wspaniałym rodzicem, poza tym zajmowałaś się mną i Tadashim przez tyle lat - powinnaś zacząć spełniać swoje marzenia.
- Ale nie twoim kosztem, Hiro - przerwała mi, pokręcając głową. - A ostatnio ciągle cię zaniedbuję.
Uśmiechnąłem się lekko. Wcale nie czułem się zaniedbywany - wręcz przeciwnie. Ciocia zawsze była przy mnie, gdy jej potrzebowałem i naprawdę nie potrafiłem jej nic zarzucić. Poza tym leżało mi na sumieniu, ile dla nas poświęciła, by nas wychować - tak naprawdę została naszym adoptowanym rodzicem, wcale o to nie prosząc.
- Dam sobie radę - zapewniłem ją pewnym głosem, siadając naprzeciw na drugim stołku barowym. - Kilka dni bez ciebie to nie tragedia, choć przyznaję, że będę bardzo tęsknił - dodałem drugą część wypowiedzi, czując, że stąpam po cienkim gruncie. Ciocia Cass uśmiechnęła się lekko, ale szybko na jej twarzy pojawił się znów smutek.
Przejechała mi dłonią po twarzy z czułością, co robiła ostatnio, gdy byłem całkiem mały.
- Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążyłeś tak wyrosnąć - powiedziała cicho, jakby do siebie.
Poczułem się nieco zażenowany, ale ucieszyłem się z jej słów. Coraz więcej osób mówiło o mnie, że się zmieniłem lub że dorosłem, ale ja wciąż czułem się tym samym prostym Hiro, co kiedyś i nie do końca wiedziałem, o co im chodzi. No dobra, może zauważyłem zmiany w moim wyglądzie, ale nie były one tak wielkie, żeby zaraz określać po tym moją dojrzałość - miałem nieco krótsze włosy niż wcześniej, uwydatniły się moje kości policzkowe a oczy nabrały poważniejszego charakteru, ale uśmiechałem się tak samo i miałem takie samo podejście do świata, co wcześniej. Mimo to najbardziej cieszyło mnie zdanie GoGo. Widziałem, że traktuje mnie inaczej, niemal z podziwem, gdy mówi o zmianach, które we mnie zaszły. Czułem, że chodzi w tym coś więcej - może chodziło o naszą różnicę wieku.
- Chodź, posprzątamy i upieczemy ten placek jeszcze raz, zgoda? - zapytałem ją, wstając ze stołka. Ciocia patrzyła na mnie z zaciekawieniem i zamyśleniem, jakby na myśl, że nie jestem tym samym dzieckiem, które przygarnęła do siebie, gdy zabrakło mu rodziców. - A potem ty pójdziesz się pakować, a ja wypełnię kwity.
- Jesteś pewny, że nie potrzebujesz przy tym mojej pomocy? - zapytała delikatnie, jakby nie chciała mnie urazić. Tak się składało, że akurat zazwyczaj, gdy zostawiała Irmę samą w dokumentach, to zastępczyni mojej cioci prosiła o pomoc mnie, więc całą księgowość miałem w jednym palcu.
- Nie przesadzajmy - odparłem, wyrzucając resztki ze spalonego ciasta do śmietnika. - Potrafię samodzielnie wypełnić kilka papierów.
Zjawiłem się w domu Honey przed czasem, by pomóc jej w kuchni. Oczywiście poza pieczeniem ciast i ich dekorowaniem, nie miałem zbyt wielkiego doświadczenia w gastronomii, ale postanowiłem jej pomóc, zwłaszcza, że nie miałem nic innego do roboty. Przebrałem się w jakieś eleganckie ciuchy, jak zawsze, gdy zasiadaliśmy z ciocią i Tadashim do stołu, myśląc o tym, jak ta Gwiadka będzie różniła się od wcześniejszych. Jak dla mnie było to smutne święto, bo zawsze przypominało mi o moim bracie - o tym, że zawsze spędzaliśmy ten czas razem i jak mi go teraz brakuje. Byłem ciekaw, czy kiedyś, gdy będę miał własną rodzinę, to czy będę umiał spędzić święta, nie przypominając sobie o naszych wspólnych wygłupach przy stole, żartami wymienianymi nad kolacją oraz śmiechem cioci, gdy rozbawialiśmy ją razem do łez.
- Hiro, dobrze, że jesteś - ucieszyła się Honey, otwierając przede mną drzwi do jej małego, gustownie urządzonego mieszkania. Ręce miała całe z mąki łącznie z jej kremowym fartuchem, ubrudzonym zapewne niedokończonym puddingiem. Z jej schludnego koka wystawało kilka złotych kosmyków, opadających na czoło. Zerknęła na moje ciemne, dopasowane spodnie i jasnoniebieską koszulę i uśmiechnęła się z lekkim zdumieniem. Sama stała w jasnoróżowej sukience, skrywanej pod brudnym fartuchem, więc odetchnąłem w ulgą, że nie wyróżniłem się moim ubiorem. - Wchodź do środka, bo zmarzniesz.
Powiesiłem kurtkę na wieszak i zdjąłem buty, podczas gdy moja przyjaciółka próbowała wytrzeć swoje białe ręce o fartuch.
- Jak ci idzie? - zapytałem ją, widząc, że stara się jednocześnie usunąć mąkę z dłoni i zaczesać włosy do tyłu.
- Źle, jeszcze nigdy nie przygotowywałam sama Gwiazdki - przyznała smętnie, poddając się z opadającymi włosami.
- A kto powiedział, że masz ją przygotowywać sama? - zapytałem z uśmiechem, idąc za nią do kuchni. - Chyba nie myślałaś, że ci na to pozwolę?
Honey obróciła się do mnie i posłała mi uśmiech pełen ulgi. Widziałem, że cieszy się z mojej obecności, co nieco mnie podbudowało. Choć dla dwóch osób jestem potrzebny - Honey i mojej cioci. Ważne, żeby teraz skupić się na tym, nie na moich myślach i zwątpieniach dotyczących GoGo.
- A co tam u Naomi? - zagadnęła, mieszając w kuchni w misce z puddingiem. - Słyszałam, że jej mama już wyszła ze szpitala.
- Tak - odpowiedziałem, drapiąc się po głowie. - Obie zamieszkały u siostry Lary.
Sam nie wiedziałem, czy kiedykolwiek je jeszcze zobaczę. Lara była miłą kobietą, ale widoczna była u niej chęć do niezależnego życia, więc mogła jednocześnie chcieć się od nas odciąć, nawet a może szczególnie po tym, co dla niej zrobiliśmy. Może myślała, że zrobi nam kłopot, próbując znów pojawić się w naszym życiu wraz z Naomi, choć ja musiałem przyznać, że będę strasznie tęsknił za moją małą przyjaciółką.
- Nie wyglądasz na pocieszonego - zauważyła Honey. - Wyciągniesz ciastka z piekarnika? - poprosiła.
- Jasne - odparłem, biorąc do rąk grube, czerwone rękawice.
- Przyzwyczaiłeś się do tej dziewczynki, prawda? - zagadnęła, wsypując do miski kilka przypraw.
- Być może - odparłem, stawiając blaszkę na kuchence. W całej kuchni rozniósł się słodki zapach kruszonego ciasta i suszonych owoców, na który ciekła ślinka. Honey wyglądała, jakby miała dryk do cukiernictwa - może zaproponować ją jako pomoc przy kuchni cioci? W końcu wiadomo nie od dziś, że nasza Honey szuka jakiegoś zajęcia, by ukończyć studia.
- Podobno bardzo dobrze dogadujesz się z dziećmi z tego, co mówiła mi GoGo. - mówiła Honey, zapatrzona w swoją robotę. Wywróciłem lekko oczami, na wspomnienie mojej przyjaciółki... a może już nie? Sam nie wiedziałem.
- Ach tak - mruknąłem tylko w odpowiedzi, zdejmując rękawice. - Mówiła ci coś jeszcze?
- Tak - odparła Honey, chichocząc. - Ale to zachowam dla siebie.
Wywróciłem oczami jeszcze raz, tym razem jednak nie ukrywałem tego przed Honey. Kobiety, pomyślałem, przypominając sobie, że to samo mówiłem ostatnio Wasabiemu. Zastanawiało mnie, jakie byłoby bez nich życie, ale równocześnie musiałbym przyznać, że straciłoby cały kolor, jak szkic bez farb.
- Kiedyś sama ci to powie - zwróciła się do mnie Honey z przekonaniem, mieszając w puddingu - No, gotowe, teraz wystarczy tylko życzenie.
Spojrzałem na miskę z uśmiechem, nie wierząc, że Honey wierzy w tradycję wypowiadania życzeń nad ręcznie przygotowaną masą. Mimo to moja przyjaciółka zamknęła oczy i skinęła głową po chwili na znak, że już pomyślała o swoim pragnieniu. Blond kosmyk osunął jej się na czoło, gdy zmarszczyła swoje jasne brwi.
- Co pomyślałaś? - zapytałem, opierając się o ladę
- A-a-a - stęknęła Honey, machając mi palcem przed twarzy. - Życzeń nie wypowiada się na głos, bo się potem nie spełniają. No, teraz ty.
- Ale ja nie robiłem z tobą puddingu - zaśmiałem się, chcąc tak naprawdę oddalić od siebie myśl o jakimkolwiek życzeniu bożonarodzeniowym, wiedząc, na jaką drogę natrafią moje nieokiełznane myśli.
Honey skinęła głową bez słowa i wyciągnęła z szafki cynamon w torebce, po czym podała mi go z pewną siebie miną.
- A to co? - spytałem z cieniem uśmiechu, mierząc w dłoni małą torebkę.
- Zapomniałam go dodać - powiedziała, jakby ta odpowiedź była najprostsza na świecie. - Wsyp trochę, to nie będziesz mógł powiedzieć, że mi nie pomagałeś.
Teraz już naprawdę poczułem się zażenowany. Wyobraziłem sobie minę Tadashiego, który pewnie musiał znosić pomysły Honey na co dzień i mało nie wybuchnąłem śmiechem. Nie, Tadashi był inny - miał w sobie masę cierpliwości, poza tym uwielbiał Honey jeszcze bardziej ode mnie, więc pewnie z radością przystałby nawet na tradycje gwiazdkowe, którym ja nie ulegałem.
- Czy to konieczne? - spytałem bezbronnie, ale mina Honey mówiła mi jasno, że nie mam wyboru. Otworzyłem z westchnieniem torebkę i wsypałem szczyptę cynamonu do puddingu. Honey patrzyła na mnie, jakby chciała wejść mi do głowy i sprawdzić, czy wypowiedziałem w myśli życzenie.
Tylko co ja mogłem sobie życzyć? - pomyślałem, starając odepchnąć od siebie myśli o Go. Tak naprawdę moim jedynym pragnieniem w tym momencie było dowiedzieć się o niej wszystkiego, a zwłaszcza o jej przeszłości - nie chciałem, by dalej przede mną ukrywała cokolwiek, a wydawało mi się, że moja wiedza o niej to tylko czubek góry lodowej. Byliśmy przyjaciółmi, więc chyba zasługiwałem na szczerość, prawda?
W końcu odetchnąłem i zdecydowałem się życzyć sobie właśnie tego, skoro i tak myśli te nie pozwoliły mi się skoncentrować na czymkolwiek innym. Czułem się jak więzień we własnym ciele - zniewolony przez jedną dziewczynę, w dodatku moją przyjaciółkę.
- Co to za smętna mina? - zapytała mnie Honey z zaniepokojeniem na twarzy.
- Mogłaś mnie nie zmuszać do tego życzenia - mruknąłem w odpowiedzi, chowając ten przeklęty cynamon.
- Dotyczył GoGo, prawda? - zapytała smutno. Byłem obrócony do niej plecami, więc nie widziała mojej miny.
- Mieliśmy nie mówić o swoich życzeniach, - przypomniałem jej - więc mnie nie przepytuj. Poza tym moglibyśmy pogadać o czymkolwiek innym? - czułem dumę, że nic w moim głosie nie wskazywało na to, że mnie to dotknęło.
- Nie ma sprawy - odparła Honey z entuzjazmem. - Pomożesz mi nakryć do stołu? Już chyba wszystko pokończyłam.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Myślałem, że już mnie nie poprosisz - odpowiedziałem, chowając w cień moje myśli, co przychodziło mi dość łatwo w towarzystwie Honey.
Zmrok zapadł jakąś godzinę temu, gdy siedzieliśmy w piątkę przy stole. Czuliśmy się trochę inaczej bez Wasabiego, ale to nie zmieniało faktu, że świetnie się razem bawiliśmy. O dziwo, nawet zdołałem się rozluźnić przy GoGo i na chwilę zapomnieć o moich wątpliwościach wobec jej przeszłości. Nie chciałem wyskakiwać z tym akurat dzisiaj, kiedy mieliśmy co świętować i byłaby to kompletna głupota z mojej strony, więc wolałem udawać, że jest wszystko okej, niż psuć humor gościom.
Musiałem przyznać, że moi przyjaciele wyglądali dziś naprawdę nietypowo - jeżeli tak to można określić. Zacznijmy od tego, że Freddie był ubrany również w koszulę o jasnoczerwonym kolorze i miał gładko zaczesane włosy. Cóż, widzieliśmy go codziennie dlatego zmiana jego ubioru nawet w tak uroczystej okoliczności była dla nas dość sporym zaskoczeniem. Co prawda, widziałem go już takiego na zdjęciu rodzinnym w jego posiadłości na końcu miasta, ale musiałem się uszczypnąć w policzek, by się upewnić, że to nie sen.
Ubiór Honey nie budził wcale tak wielkiego zaskoczenie, bo wyglądała olśniewająco, zresztą tak jak zawsze - choć w Instytucie nosiła raczej luźne swetry i wysokie obcasy, to każdy z nas wiedział, że niewiele jej trzeba, by wyglądać fenomenalnie. I znów musiałem ukrywać uśmiech, zastanawiając się, w jaki sposób mój brat patrzył na nią w Instytucie, do którego razem chodzili. W dodatku róż jej sukienki idealnie pasował do różu na jej policzkach.
Najtrudniej jednak przychodziło mi odrywanie wzroku od GoGo, do czego się zresztą już chyba przyzwyczaiłem. Nikt by jej nigdy nie namówił na sukienkę, ale to nie oznaczało, że jej wygląd nie przyciągał spojrzeń. Miała na sobie szarozłote legginsy imitujące jeans, lekką bluzkę o kolorze turkusu z rękawami do łokci, a na jej uszach wisiały okrągłe, złote kolczyki, sięgające jej niemal do ramion. Wyglądała na zadowoloną i rozluźnioną w naszym towarzystwie, co nieco mnie irytowało, przypominając sobie o tym, że pewnie nawet nie wiedzieliśmy o niej w połowie tego co Ithani.
- Ej, ludzie - ogłosił dumnie Fred w trakcie jedzenia kruchych ciasteczek Honey. - Muszę wam coś ogłosić.
- Jeśli to coś ważnego, to dobry czas, Freddie - mruknęła z uśmiechem GoGo, a Honey jej zawtórowała. Siedzieliśmy tu razem od jakiś ponad dwóch godzin, więc byłoby to w pełni uzasadnione.
- Dzięki, GoGo, że interesuje cię mój rozwój zawodowy. - odparł Fred, udając zniecierpliwienie. Tak naprawdę to chyba żadne dogadywania GoGo nigdy go nie zbulwersowały. Mniej więcej na tym polegała ich relacja.
- Twoje co...? - zapytała GoGo, przełykając łyk herbaty.
Honey i ja wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Nawet Fred nam zawtórował. Baymax uniósł palec do góry i wskazał na GoGo.
- Trafna uwaga - powiedział robot.
- I ty przeciw mnie? - zapytał Fred, gdy zdołał się już uspokoić.
- Skąd, Fred. - odpowiedział Baymax, uśmiechając się po swojemu. Trąciłem lekko Honey w ramię.
- Zauważyłaś to? - zapytałem ją, wpatrując się w Baymaxa, jakbym widział go po raz pierwszy na oczy.
- Co? - spytała Honey marszcząc brwi.
- Autoprogramowanie Baymaxa posunęło się tak daleko, że już nawet wypracował swój humor. - powiedziałem z naukowym entuzjazmem. Nie byłem pewien, czy Tadashi to przewidział, gdy projektował robota. Tak jakby zaczął żyć własnym życiem...
- Ty... faktycznie - odparła Honey, mrugając oczami. Widziałem po niej, że zainteresowała się tym na równi ze mną. Byłbym skory przeszukać mechanizmy robota, by dowiedzieć się, skąd biorą się jego automatyczne przeróbki, ale obiecałem sobie, że już nigdy nie będę wpływać na oprogramowanie Baymaxa.
- Co tak szepczecie? - zapytał nas Fred, mrużąc oczy, by udać podejrzliwość.
- Nic, nic - odpowiedziałem zamiast tego. Nie chciałem się tym dzielić w towarzystwie Baymaxa. - Nie powiedziałeś nam w końcu tego, co chciałeś - przypomniałem.
- Aha, właśnie - odparł Fred, znów powracając do swojej dumnej postawy. GoGo spojrzała na niego z zaciekawieniem. - Chciałem wam powiedzieć, że zapisałem się na pierwszy semestr Akademii Filmowej.
Otworzyłem szeroko oczy. Freddie i filmy? Czyżby chciał zostać aktorem?
- Fred, znam cię dosyć długo i nie przypominam sobie, żeby ciągnęło cię do aktorstwa - powiedziała GoGo z powagą. Honey kiwnęła głową, choć najwyraźniej pomysł ten ją zaintrygował.
- Bo nie kręci mnie aktorstwo - odparł obronnie Freddie. - Bardziej zależy mi na reżyserstwie, ale takim wiecie... na pewnym poziomie. Znam najlepszych twórców w sumie przez mojego ojca i chciałbym coś zacząć w tym kierunku, może zgodziliby się mi pomóc.
- To doskonały pomysł, Fred - powiedziała szczerze Honey.
- Skoro jest to coś, co lubisz, to dobrze, że chcesz to rozwijać - przyznałem i powiem szczerze, że jego pomysł nie był taki zły.
- A ty co myślisz, GoGo? - zapytał Fred, unosząc brew. GoGo dopiła cierpliwie herbatę, patrząc w stół.
- Może zdurniałam, ale naprawdę widzę cię w tej roli - powiedziała z cieniem uśmiechu.
- GoGo Tomago powiedziała w moją stronę coś miłego - Fred udawał zdziwienie. - Ej, ma ktoś kamerę? Przydałoby się to uwiecznić...
- Nie przyzwyczajaj się zanadto - mruknęła GoGo, opierając się o oparcie krzesła.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Honey zerwała się z miejsca, podczas gdy my zastanawialiśmy się, kto to mógłby być. Z tego, co wiedziałem, to Honey nie oczekiwała jeszcze jednego gościa. Miny moich przyjaciół mówiły jasno, że są równie zdziwieni, co ja i gospodyni.
- Tak? - usłyszeliśmy z przedpokoju. - Wasabi!
Spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem i radością, po czym wstaliśmy wszyscy i ruszyliśmy do przedpokoju. Rzeczywiście, w progu stał Wasabi, a za nim stała kobieta o czarnych, kręconych włosach i takim samym kolorze skóry, co nasz przyjaciel. Z tego, co wiedziałem, to Wasabi miał spędzać święta z rodziną, dlatego kompletnie nas zaskoczył pojawieniem się u Honey.
- Przecież nie mogłem pozwolić, żebyś świętowała sama - powiedział Wasabi z szerokim uśmiechem, przytulając do siebie Honey. Zastanawiałem się, czy jego towarzyszka to ta Carry, o której wspominał Wasabi.
GoGo odchrząknęła znacząco.
- A my to co? - zapytała, wskazując na naszą czwórkę. - Parapety?
Wasabi i jego towarzyszka zaśmiali się cicho.
- Ach, właśnie - Wasabi spojrzał na nią i objął ją ramieniem. - Poznajcie moją siostrę, Megan.
Spojrzeliśmy na smukłą mulatkę o pełnych ustach, która uśmiechnęła się do nas przyjaźnie.
- Dotychczas nie wiedzieliśmy, że masz siostrę - zaznaczyłem, widząc zdziwione miny moich przyjaciół. Więc jak wyglądała Carry, nowa dziewczyna Wasabiego?
- No tak - Wasabi podrapał się po głowie.
- Jason nie mówi za wiele o sobie - przyznała szczerze, a jej uśmiech był nadzwyczajnie biały.
Spojrzałem na GoGo i wymówiłem niemo imię Jasona, które nie kojarzyło mi się tak naprawdę z nikim, ale przyjaciółka obdarzyła mnie tylko swoim zniewalającym uśmiechem i wzruszyła ramionami. Aha, fajnie, że dopiero dowiedziałem się, jak na imię ma mój kumpel.
- Wchodźcie do środka - zaprosiła ich Honey. - Nie stójcie tak w przedpokoju.
Tak naprawdę odkąd w drzwiach pojawił się Wasabi, ostatnie ponure myśli odeszły w kąt i spędzaliśmy naprawdę miły czas w swoim towarzystwie. Wymienialiśmy żarty i docinki, ale przede wszystkim dużo rozmawialiśmy. Pomimo wspólnego czasu w Instytucie i teraz w Agendzie, to rozmawialiśmy zbyt rzadko i potrzebowaliśmy takiego odpoczynku w swoim gronie. Czułem się tak odprężony, że zdołałem zapomnieć, że ostatnio rzadko kiedy się uśmiechałem.
Megan, siostra Wasabiego, okazała się świetna. Dopiero po kilku godzinach wspólnej rozmowy zaczynałem zauważać tak oczywiste podobieństwo między nimi - to samo skupione spojrzenie, podobny kształt brwi, ale przede wszystkim to samo opanowanie, które musiało być najwyraźniej ich cechą rodzinną. Wasabi wspominał, że ma dużą rodzinę, ale tak naprawdę dopiero teraz poznaliśmy kogokolwiek z jego bliskich. Megan szczególnie dobrze dogadywała się z GoGo, z którą przegadała dobre pół wieczoru. Dowiedzieliśmy się, że siostra Wasabiego - lub Jasona - studiowała prawo i mieszkała w San Fransokyo niedaleko Instytutu, a my nawet nie wiedzieliśmy o jej istnieniu. Wasabi dodał, że jego siostra jest niesamowicie zdolna, co przyjęliśmy z brakiem zdziwienia, sądząc po talencie naszego przyjaciela do wszelkiego rodzaju fizyki. Oczywiście Megan skromnie zaprzeczyła.
Gdy myśleliśmy już, że wieczór skończy się w takiej atmosferze, nagle zaskoczył nas kolejny dzwonek do drzwi. Honey spojrzała na innych ze zdziwieniem, ale znalazła tylko odzwierciedlenie swojej własnej miny.
- Kolejni niezapowiedziani goście? - zaśmiała się GoGo, szturchając lekko Megan.
- Zaraz sprawdzę - powiedziała Honey, po czym odeszła do przedpokoju z nieco zaniepokojoną miną. Jakby nie patrzeć, nasze święta w naszą Szóstkę i tak zmieniły się w siódemkę, choć obecność Megan była nam jak najbardziej na rękę, więc teraz nie miałem zielonego pojęcia, kto mógł do nas wpaść o tak późnej porze.
- Stawiam dziesięć do jednego, że Honey ucieszy się ze swojego gościa - GoGo nachyliła się i udawała, że szepcze Wasabiemu do ucha. Przyjaciel zaśmiał się i zerknął na mnie.
- Dobra, ale ja obstawiam, że ty zadowolona nie będziesz - odpowiedział, a GoGo zmarszczyła swoje ciemne brwi i obróciła głowę, a jej złote kolczyki zatańczyły wokół jej twarzy.
Nie wiem, jak potoczył się ten zakład, bo tak naprawdę obydwoje wygrali. Honey wróciła po chwili, trzymając za rękę uśmiechniętego Robba. Za nimi do pokoju wkroczyła niepewnie Sam w swojej jasnobłękitnej sukience. Na jej widok mina GoGo wyraźnie zrzedła, dlatego Wasabi nieco zyskał w ogólnej punktacji.
- Cześć wszystkim - Robb i Sam odezwali się do nas niemal równocześnie. Spojrzeli na siebie i zaśmiali się głośno. Gdyby nie wyraźne różnice między tym dwojgiem przede wszystkim w kolorze skóry, można byłoby uznać Sam za młodszą siostrę Robba i przeczuwałem, że współpraca w Agendzie stworzyła między nimi właśnie taką więź.
- Coś mi się wydaje, że twoje życzenie się spełniło - zauważyłem, zwracając się do Honey. Robb spojrzał na nią z uśmiechem, a jej policzki niemal od razu spłonęły rumieńcem. - Zgadłem?
- Hiro, nie stresuj jej - zaśmiała się GoGo, a Honey od razu oprzytomniała i zerknęła na przyjaciółkę, jakby coś mi sugerowała.
- A twoje się spełniło, Hiro? - zapytała, a ja musiałem użyć resztek siły woli, by nie spojrzeć na GoGo.
- Jest w trakcie realizacji - odparłem ze śmiechem, a reszta także się roześmiała.
Pomogłem Honey naszykować dodatkowe miejsca przy wspólnym stole, co nie było takie trudne, biorąc pod uwagę fakt, że jej stół był dość spory, by pomieścić nas wszystkich. Sam wyglądała, jakby czuła się tutaj niezaproszona. Zajęła miejsce obok mnie, unikając spojrzeń, rzucanych jej przez GoGo.
- Myślałam, że jesteś zajęty na święta - powiedziała Honey do Robba, który zajął miejsce obok niej.
- Bo byłem, - odezwał się Robb. - Ale Yoko odpuściła nam wyjazd w święta, więc postanowiłem wpaść. Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam?
- Skąd - odparł Wasabi za Honey, której odpowiedź była tak bardzo do przewidzenia, że równie dobrze mogła nic nie mówić. - Ty też jechałaś na święta z Yoko? - zapytał, patrząc na Sam.
- Tak, ostatnio w Agendzie mamy sporo obowiązków - przyznała, zapomniawszy się, albo nie zauważywszy Megan, jednak szybko wymigała się od dalszych dywagacji na ten temat. - w dodatku Honey też mnie zaprosiła i Robb o tym wiedział, więc zaproponował, że może zrobimy wam niespodziankę.
- I udało wam się - przyznała Honey, uśmiechając się do Sam. Miałem lekkie wrażenie, że Sam chciała podkreślić przy nas to, że została zaproszona, ale postanowiłem odpuścić ten temat.
- Rany, naprawdę przygotowałaś sama to wszystko? - zapytał Robb, a w jego oczach pojawił się podziw. Uśmiechnąłem się lekko na myśl, że są lub mogliby być razem, zależy jak daleko sięgała ich relacja, o czym niestety nie zostałem przez Honey poinformowany. Widziałem jednak, że zależało jej na prawej ręce Yoko, dlatego tym bardziej miałem nadzieję, że oboje będą szczęśliwi.
- Nie sama - przyznała, zerkając na mnie. - Hiro mi pomagał.
- Mnie w to nie mieszaj - zaśmiałem się, unosząc bezbronnie ręce. - Ja tylko pilnowałem, by ciasta się nie przepaliły i doprawiłem twój pudding.
Honey zaśmiała się ze mną, ale pokręciła równocześnie głową.
- Brawa należą się tobie, nie mnie. - dodałem z uśmiechem.
Potem już nawet nie pamiętałem, jak potoczyły się nasze wspólne rozmowy. Czasem Wasabi przekrzykiwał coś z drugiej strony stołu, GoGo śmiała się razem z Megan, a Fred dźgał Baymaxa palcem, nabijając się z czegoś głośno. Czas mknął bardzo szybko i ani się spostrzegłem, było grubo po pierwszej, gdy rozmowy zaczynały przycichać, a my staliśmy się zbyt zmęczeni, by mówić głośniej.
- Słyszałam, że Lucky Cat się rozrasta - powiedziała do mnie Sam, gdy zdołała się już nieco ośmielić wśród moich przyjaciół.
- Aż tak o tym głośno? - zapytałem ze zdziwieniem. San Fransokyo było dość sporym miastem, ale i tak plotki niosły się tutaj szybciej niż północny wiatr, który ostatnio coraz częściej nawiedzał dzielnice.
- Nie, ale akurat moja mama bardzo poleca kawę u twojej cioci - powiedziała Sam z szerokim uśmiechem.
- Żartujesz - powiedziałem zdziwiony. - Twoja mama przychodzi na kawę do kawiarni mojej cioci a ja nic o tym nie wiem? - zagadnąłem, a Sam uśmiechnęła się szeroko.
- Dowiedziałam się kilka dni temu - machnęła przy tym ręką, jakby było to małoznaczące. - Poza tym twoja ciocia ma więcej klientów niż ci się wydaje i wszyscy cieszą się, że kawiarnia się rozwija.
Pomyślałem zaraz o cioci i ucieszyłem się ze słów Sam tym bardziej, że dla cioci Cass wszystkie nowe zmiany w kawiarni, które chce podjąć, bardzo ją stresują. Miałem nadzieję, że uda mi się ją jakoś wesprzeć, choć musiałem przyznać, że ciocia świetnie radziła sobie beze mnie. Miała masę zadowolonych klientów, dobrych wspólników, z którymi chciała teraz otworzyć nową kawiarnię, oraz oczywiście świetny personel, który był nie do podrobienia. No dobra, głównie dlatego, że pozwalali mi podkradać ciastka, gdy ciocia nie patrzyła, ale byli również bardzo dobrze wykwalifikowani.
- Hiro, mógłbyś podać tacki z trifle? - spytała, lukając do mnie ze swojego miejsca. Sama siedziała w takim miejscu, że przedostanie się do kuchni zajęłoby jej sporo czasu.
Kiwnąłem chętnie głową.
- Jasne, nie ma problemu - odparłem, mrugając do przyjaciółki, która odetchnęła z ulgą. Niemal od razu zagadał ją Robb.
- Idę z tobą - odparła Sam, wstając od stołu za mną. - Trochę rozbolała mnie głowa od tego hałasu.
Rzeczywiście, biorąc pod uwagę fakt, że zebrało się nas łącznie dziewięć osób, to w mieszkanku Honey zrobiło się dość tłocznie, mimo iż przytulnie. Odczułem niemal ulgę, gdy znaleźliśmy się sami w kuchni.
- Jak ci idzie na nowym stanowisku? - spytałem ją cicho, gdy byliśmy pewni, że nikt nas nie usłyszy. Tak naprawdę chodziło najbardziej o Megan, ale wolałem nie ryzykować.
Sam wzruszyła ramionami.
- Yoko jest cierpliwa, a ja uczę się dość szybko. Mam nadzieję, że nie przejmę jej obowiązków, tego jest naprawdę dużo, by ogarniała to jedna osoba. - powiedziała, siadając na stołku przy ladzie.
- Dlatego ma ciebie - odparłem.
- I Robba - dodała z lekkim uśmiechem. Na widok mojej zaskoczonej miny, wytłumaczyła - Robb też jest zastępcą Yoko, nie wiedziałeś?
Cóż, nie powinno mnie to zdziwić, biorąc pod uwagę fakt, że tam, gdzie pojawiała się pani prezes, tam znajdował się Robb. Mimo to domyślałem się, że stanowi kogoś na kształt pomocnika, nie zastępcy. Najwyraźniej bardzo dobrze radził sobie na swoim stanowisku, skoro Yoko tak doceniała jego obecność. Sam dopiero się uczyła, ale miałem przeczucie, że jeszcze zdąży zabłysnąć w karierze Agendy.
- Umknęło mi to - przyznałem, a Sam zaśmiała się. Jej jasnoniebieska sukienka zamigotała w przyciemnionym świetle w kuchni.
- Już dowiedziałeś się o co chodziło z GoGo? - zapytała mnie Sam, przechylając lekko głowę, tak że na jej ramię opadł jeden kosmyk jej jasnych włosów.
- Nie i na razie nie zamierzam - odparłem nieszczególnie pocieszony, że nasza rozmowa zabrnęła w tym kierunku. Tylko Sam wiedziała, skąd brał się mój podły nastrój i widziała mnie wtedy, jak zareagowałem na słowa, które usłyszałem od Ithaniego.
- Wybacz, nie chciałam cię rozdrażnić - powiedziała, robiąc kwaśną minę, choć nawet z nią było jej do twarzy. Tak naprawdę nie widziałem jeszcze, by zrobiła cokolwiek, co mogłoby skazić jej urodę. - Nie wiem, czy w ogóle powinnam się tu była pojawić, wiesz, to był pomysł Robba...
- Dlaczego? - spytałem zdziwiony. - Honey cię zaprosiła, więc nie rozumiem, dlaczego czujesz się tu nieproszona.
Sam pogłaskała się po ramieniu, wpatrzona w podłogę, jakby nie do końca wiedziała, jak sformułować odpowiedź.
- Wiesz - Robb to co innego, przyjaźni się z Honey. To wasza Gwiazdka, nie moja - powiedziała, uśmiechając się smutno.
- A ty przyjaźnisz się ze mną - przypomniałem jej. - Pewnie dlatego Honey cię zaprosiła, wiedziała, że to sprawi mi przyjemność.
- Tak myślisz? - zapytała Sam, mrugając swoimi długimi rzęsami.
- Pewnie - odpowiedziałem, w ogóle zdziwiony, że wypowiedziałem te słowa. Honey miałaby zaprosić Sam tylko ze względu na mnie? Skąd ten pomysł?
Sam obróciła głowę i uśmiechnęła się delikatnie, a na jej policzkach wystąpił lekki rumieniec.
- Miło mi, że tak myślisz - powiedziała Sam ciepło, patrząc mi w oczy.
Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle jej spojrzenie powędrowało na sufit. Kiedy za nim nadążyłem, spostrzegłem lśniącą jemiołę, ale nawet nie zdążyłem zareagować, bo usta Sam złączyły się z moimi w pocałunku. Od razu przypomniałem sobie plażę San Fransokyo i ten moment, gdy coś między nami zaiskrzyło. Czy chciałem od tego uciekać? Czułem, jakbym podzielił się na dwie osoby - jedna rozpaczliwie chciała uciec, druga domagała się bliskości z Sam, jakby dzieliło nas zbyt wiele.
Przyciągnąłem ją do siebie i wpiłem się w jej usta subtelnie, zastanawiając się, co się ze mną do cholery dzieje. Byłem jak w transie, z którego nie potrafiłem się obudzić. Straciłem całkowicie poczucie czasu, jakby przestał w ogóle istnieć. Coś krzyczało we mnie, że popełniam duży błąd, ale nie wiedziałem, dlaczego, jakbym stracił pamięć. W głowie miałem tylko leniwe myśli, które mijały wolno, jak stary film, ukazujący mi tylko ciekawsze fragmenty. Myślałem o brązowych, bystrych oczach, zniewalającym uśmiechu, kruczoczarnych włosach...
Odsunąłem się od Sam, gdy zdołałem pojąć moje myśli. To nie ją chciałem pocałować, osoba, na której naprawdę mi zależało, siedziała w drugim pomieszczeniu. Czy byłem tak głupi, czy zmęczony, by dopuścić do tego, co się między nami wydarzyło? Spojrzałem w oczy Sam i poczułem wstyd i ogłupienie. Czy naprawdę całowałem ją, fantazjując o GoGo?
Usłyszałem kroki i zdołałem się obrócić tylko po to, by zobaczyć plecy GoGo, opuszczającej w pośpiechu kuchnię.
Wreszcie nowy rozdziałek :33 tęskniliście? Jak już ruszać, to z pompą, nie? :D Jestem ciekawa waszych oczekiwań po zerknięciu na sam tytuł posta, mam nadzieję, że się ze mną podzielicie :)))
~Just Dreamie *tak wiem, zniszczyłam wam pewnie wieczór, ale co mi tam, noc jeszcze młoda *
Subskrybuj:
Posty (Atom)



