*dwa tygodnie później*
Hiro
Zmierzch nie napawał nadzieją. Miał w sobie coś ze wstydu, jaki odczuwałem teraz przed sobą. Wiedziałem, że źle robię, ale już było za późno. Za późno na to, bym miał z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia.
GoGo stała w cieniu, na twarzy miała kominiarkę. Opierała się o ścianę, a czarne kosmyki wystawały spod jej osłony na twarz, zasłaniając oczy. Wiedziałem, co by mi powiedziała. Przeginaliśmy. Jednak dla dobra Honey nie cofnąłbym się przed niczym.
Christopher siedział na krześle przywiązany. Jego głowa zwieszała się nisko w geście rezygnacji. Po zainstalowaniu kamer przez kilka dni nie znaleźliśmy nic, co moglibyśmy wykorzystać przeciwko temu człowiekowi. Ale dwa dni temu do willi Christophera zawitali goście. Słuchaliśmy bardzo uważnie jak dogadywał się z gangsterami, by zamordować niejakiego Gordona Timblake'a, który był mu winny pieniądze. Pamiętam doskonale przerażenie w oczach mojej dziewczyny. Ja też miałem nadzieję, że się przesłyszałem. Zadziałaliśmy szybko. Znalazłem dane tego gościa, zanim jeszcze obcy opuścili willę, po czym złożyłem mu wizytę i ostrzegłem przed niebezpieczeństwem. Ku mojemu zdziwieniu, Gordon był niewiele starszy ode mnie - Christopher z pewnością to wiedział, jednak kazał swoim zbirom zamordować młodego narkomana z New Avengare, małego miasteczka na północ stąd. Od razu skontaktowałem się z GoGo i oboje znaleźliśmy bezpieczne miejsce dwieście mil od Nowego Jorku, gdzie Gordon mógł być bezpieczny. Podałem mu adres i sfałszowane dokumenty, które naprędce udało mi się przygotować, ale nie wspomniałem temu człowiekowi, że wysłaliśmy go do Ośrodka Leczenia Uzależnień. Można więc powiedzieć, że oddaliśmy mu dwie przysługi.
Christopher nie spodziewał się, że mamy dowody. Następnego dnia doszedł do nich materiał, w którym mężczyzna załatwia układy z jakimś politykiem. Ich rozmowa dotyczyła łapówki. Czekalibyśmy dłużej, gdyby nie naglące telefony naszej przyjaciółki. Spędziliśmy tu za dużo czasu, czas się stąd zmywać. Zostało nam jeszcze jedno...
- Porwanie? - zapytała z szokiem GoGo, kiedy powiedziałem jej o moim planie.
- Zastraszenie - sprostowałem, ale moja dziewczyna nie wyglądała na uspokojoną. Patrzyła na mnie, jakby się mnie bała.
- Hiro! - wykrzyknęła ze złością. - To jest...
- ... jedyny sposób, by mieć go w garści, zanim ogarnie, że coś tu nie gra i wyjedzie z kraju. Poza tym, kiedy odzyskamy pieniądze Honey, puścimy go wolno i facetowi włos z głowy nie spadnie. O to nam chodzi, nieprawdaż? - dociekałem. GoGo skrzyżowała dłonie i zagryzła wargę. Zastanawiała się. Nie zajęło jej to długo, bo po zaledwie sekundzie skinęła głową.
- Ty to prowadzisz, Hiro - zawyrokowała, patrząc mi w oczy. - To twój plan.
- Jak sobie życzysz, moja pani - odparłem z uśmiechem.
Porwanie Christophera to najprostsza z rzeczy, jaką zdołaliśmy tu zrobić. Znaleźliśmy opuszczony garaż poza miastem, gdzie prawdopodobnie ktoś kiedyś produkował nielegalnie narkotyki i zamknęliśmy tam mężczyznę razem z jego ludźmi. GoGo trzymała się z daleka, jak mi obiecała, a ja mając swój promień w ciągu kilku minut zdołałem obezwładnić trzech dorosłych mężczyzn - no, dość niezły wynik, przyznaję. Mam nadzieję, że GoGo nie będzie miała okazji, by zauważyć moje liczne siniaki i zadrapania po tym incydencie.
Dwójka ochroniarzy leżała związana i naszpikowana lekami nasennymi w małej naczepie w drugim pomieszczeniu. Dla Christophera miałem niespodziankę.
- Gdzie jest moja córka?! - warknął, podnosząc głowę.
- Bezpieczna - odwarknąłem nieprzyjemnie, budząc jego wątpliwości. - Do czasu.
GoGo ledwie widocznie wzdrygnęła się na te słowa, dobrze wiedząc, że nie miałem zamiaru krzywdzić córki naszego celu. Ta mała dziewczynka nie była winna zbrodni swojego ojca.
- Czego ode mnie chcecie?! - wykrzyknął, teraz bardziej przerażony. I to miałem w planie. Doprowadzić go do ostateczności.
- Chcemy odzyskać pieniądze skradzione rodzinie La Vielle - odpowiedziałem wprost. Musiałem grac w otwarte karty, inaczej nic byśmy nie uzyskali.
- Nie mam ich - syknął, próbując się wyrwać. Niestety, co się okazało, GoGo była mistrzynią w splotach i węzłach od podstawówki, więc gość mógł tylko siedzieć i słuchać. Przy okazji dowiedziałem się również kilku rzeczy o mojej dziewczynie, w tym to, że należała kiedyś do skautek.
- Skautki? - spytałem, hamując falę śmiechu. - Nie mów jeszcze, że chodziłaś w mundurku i spódnicy - parsknąłem, napotykając rozzłoszczone spojrzenie dziewczyny.
- Tak się akurat składa, że to był najbardziej normalny etap w moim życiu - powiedziała, starając się opanować. Niestety, w gronie moich licznych hobby leżało wkurzanie jej.
- Nie sądziłem, że taki w ogóle istniał - odparłem, ale zaraz się skrzywiłem, czując kłócie w obolałym brzuchu. GoGo umiała się bić, ku mojemu niezadowoleniu, bo zazwyczaj to ja byłem jej celem.
- Jeszcze jakiś komentarz, Hamada? - warknęła, a gdy napotkała pustkę w moim spojrzeniu, odeszła z zadowoleniem. Stwierdziłem, że dla mojego dobra, lepiej już nie poruszę tematu mundurka skautek.
- Pieniądze - prychnął Christopher, kręcąc spokojnie głową. - Wszystko w tym świecie idzie o pieniądze.
GoGo zacisnęła dłonie w pięści. Ja też już miałem dość tego człowieka i jego przekrętów.
- Przecież mogliście sobie wziąć kasę z mojego konta - rzucił mi w twarz. W ostatniej chwili zrezygnowałem z pomysłu uderzenia go.
- Dobrze wiemy, że na twoim koncie nie ma odpowiedniej kwoty. - warknęła GoGo. - La Vielle harowała latami, dostając stypendia z najlepszych szkół.
- To nie mój problem - odpowiedział z pychą, po czym syknął, kiedy wymierzyłem mu policzek.
- Potrzebujemy kodu do twojego sejfu. - rzekłem wprost. Christopher prychnął. Próbował udawać twardziela.
- Za nic wam go nie dam. - odparł wprost. - Moi ludzie zobaczą was, gdy będziecie kręcić się przy willi.
- Nie sądzę - odpowiedziałem z przekonaniem. - Od miesiąca obserwuję twój dom, byłem w twoim gabinecie i sypialni. Nawet w pokoju małej. Tak czy siak wrócę do twojej willi. Albo wezmę pieniądze, albo twoją córkę. Wybór należy do ciebie.
Christopher wytrzeszczył z przerażeniem oczy. O to nam chodziło. Wystarczył moment, by zdecydował. Nie chciał narażać swojej córeczki, co oczywiście przewidzieliśmy. Podał nam kod do sejfu i z porażką opuścił głowę.
Zostawiłem z nim GoGo i sam ruszyłem z powrotem do willi. Oczywiście nasłuchałem się tego, że powinienem uważać, zanim opuściłem naszą kryjówkę. Tak jakbym sam nie wiedział.
Wszystko poszło sprawnie i już wieczorem byliśmy gotowi wypuścić Christophera i jego szajkę, jak obiecywaliśmy. Miałem jednak zanadto jeden haczyk. Spakowaliśmy z GoGo swoje rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko - oczywiście nie najbliższe, by nie kusiło Christophera nas tam poszukać. Przed tym wstąpiliśmy na policję i daliśmy im wszystkie dowody świadczące przeciwko mężczyźnie. Nie miał szans się wywinąć. Sprawa była poważna, dlatego policja zgodziła się na rozprawę bez naszego udziału. Co więcej, przebywaliśmy w Stanach jako obcokrajowcy, dlatego nie mogliśmy tu zostać do zakończenia rozprawy. Kiedy mundurowy dowiedział się ze należymy do japońskiej jednostki specjalnej, zdołał nam wyjawić, że czaili się na Christophera od dawna, ale nie mieli żadnych dowodów a świadkowie ginęli.
Po tym wszystkim poczułem że strach i napięcie towarzyszące nam od samego początku tej misji mnie opuściły.
Chwyciłem GoGo za rękę i wypuściłem głośno powietrze. Czułem, że wpatruje się we mnie z zainteresowaniem.
- Udało się - wyszeptała z ulgą. Kiedy otworzyłem swoje oczy, dostrzegłem że jej własne błyszczą jakimś tajemniczym światłem.
- Udało się - przyznałem, pewny tego, że to już koniec. - Co tak na mnie patrzysz? - spytałem, sięgnąwszy ręką w stronę nieba, by zakryć padające na moją twarz słońce.
- Zmieniłeś się - powiedziała bez ogródek. - Myślałam, że po tym, co zrobił ci Mayson, się złamiesz, a ty stałeś się jeszcze silniejszy.
- Schlebiasz mi - odparłem ze śmiechem, ale GoGo mi nie zawtórowała. Mówiła całkowicie poważnie. Ścisnąłem lekko jej rękę. - Mówiąc szczerze ty też się zmieniłaś - zacząłem nieśmiało. GoGo zamrugała zaskoczona.
- To znaczy?
- Kiedyś GoGo Tomago biłaby Christophera pięściami za to, co zrobił rodzinie Honey. A dziś miałaś w sobie więcej cierpliwości niż ja. Podoba mi się ta nowa Gogiyo - uznałem, przyciągając ją do siebie i całując w skroń.
- Tylko nie Gogiyo - jęknęła ze śmiechem. - Ale masz rację, chyba się zmieniłam.
- Komu mam dziękować za przemianę mojej kobiety? - zapytałem, a GoGo roześmiała się jeszcze głośniej. Cieszyłem się, że miała dobry humor.
- Chyba sobie - przyznała w końcu z cieniem uśmiechu.
Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi. Nie mogłem się doczekać, by zobaczyć moją przyjaciółkę. Miałem wrażenie, że spędziliśmy w Stanach całe miesiące, a może i lata, tym odległe, że wydawały mi się jedynie długim snem. GoGo splotła palce z moimi, a jej twarz promieniała radością. Pomogliśmy Honey. To się liczyło najbardziej.
W drzwiach stanęła Charlotte. Na nasz widok jej oczy rozjaśnił błysk zrozumienia i szczęścia.
- Udało się? - dopytywała się, choć po naszych minach już poznała odpowiedź. Spojrzeliśmy z GoGo po sobie. Nie musieliśmy nic mówić.
Charlotte wyleciała przed próg i rzuciła mi się na szyję, ściskając mocno niczym boa dusiciel. GoGo wybuchnęła śmiechem, gdy po chwili Charlotte dopadła również ją.
- Dziękuję - wyszeptała drżącym głosem. Rozumiała z tego bardzo dużo. Wiedziała, że teraz jej rodzina będzie miała zapewniony dach nad głową i źródło utrzymania w trudniejszych chwilach.
- Co tu się dzieje, Lotty...? - spytała Honey, wchodząc do przedpokoju w szlafroku i związanych włosach. Na nasz widok oniemiała. - Hiro! GoGo! Jesteście cali! - wykrzyknęła, przytulając nas.
- A mielibyśmy nie być? - spytała ze śmiechem GoGo. Honey wciągnęła nas do swojego mieszkania i poleciła Charlotte zaparzyć dla nas herbatę. Usiedliśmy w fotelach, zbyt zmęczeni, by udać przed Honey, że czujemy się świetnie. Powrót samolotem był dużo cięższy od lotu do Stanów, choć na duszy czuliśmy się świetnie.
- Opowiadajcie. Wszystko po kolei - poleciła nam Honey. Jej oczy błyszczały z przejęcia. Nie dziwiłem się jej. W końcu walczyliśmy o dobro jej rodziny.
Ponad godzinę wyjaśniałem jej, co udało się nam zrobić i w jaki sposób pokonaliśmy CHristophera. Gdy GoGo opowiedziała wizytę na policji i dostarczenie dowodów na komisariat, usłyszeliśmy obok siebie głuchy trzask. Charlotte, która właśnie niosła nam herbatę z wrażenia wypuściła z dłoni czajnik.
- Nie przerywajcie sobie - powiedziała z francuskim akcentem, który jej siostra utraciła już dawno. - Nastawię znowu.
- Posprzątaj przy okazji - poprosiła Honey, patrząc na mokry dywan z grymasem. Domyślałem się, że mieszkanie z młodsza siostrą miało zarówno plusy jak i minusy. Honey wyglądała, jakby te drugie jednak przeważały. - Czyli co, wszystko poszło zgodnie z planem, tak?
- Można tak powiedzieć - uśmiechnąłem się i wyjąłem z kieszeni kurtki kartę. - Pieniądze przelaliśmy na konto. Zmień hasło zaraz po sprawdzeniu salda i wyślij je rodzicom. Myślę, że dobrze byłoby, żebyś ich odwiedziła i opowiedziała im o całym zdarzeniu.
- Taak! - wykrzyknęła Charlotte, wybiegając z kuchni na bosaka. - Margo, tak dawno u nas nie byłaś! Nie masz pojęcia, ile rzeczy się zmieniło...
- Domyślam się - Honey uśmiechnęła się nieśmiało. Wiedziałem, że podoba jej się ten pomysł. Potrzebowała wypoczynku. Przez ostatnie lata spędzone w Japonii, zmieniła się, to wiem na pewno. Od momentu, kiedy ją poznałem stała się bardziej dojrzała i poważna, ale jej serce nie zmalało ani o odrobinę. Jestem pewien, że dokładnie to dostrzegł w niej mój brat. - Ale co z Yoko? Poradzicie sobie sami, jeżeli Agenda będzie nas potrzebowała?
- Na pewno będzie nam ciężej bez twojej osoby - odparłem delikatnie, nie chcąc jej urazić. Zbyt dużo czasu spędziłem z GoGo, by wiedzieć, że dziewczyny to nierozbrojone bomby, z którymi trzeba postępować ostrożnie, inaczej będzie się tego żałowało. - Ale przecież przez prawie miesiąc nie było tu naszej dwójki i Eve was nie wzywała.
- Wzywała, raz - powiedziała Honey, ale wzruszyła obojętnie ramionami. - Robb przejął sprawę, gdy dowiedział się, że was nie ma. Nie chciał nas narażać, bo dobrze wiedział, że bez waszej dwójki jesteśmy skazani na porażkę.
Spojrzeliśmy po sobie z GoGo. Z jednej strony nie żałowałem wyjazdu do Stanów, z drugiej jednak czułem się źle z myślą, że ktoś mógł nas potrzebować tu, na miejscu.
- Chętnie zabrałabym was ze sobą - wyszeptała z rozmarzeniem Honey. - Paryż jest niesamowity. Zakochalibyście się w nim.
- Honey, mam wyścig za półtora miesiąca, a jeszcze nie zaczęłam właściwych treningów. Coś czuję, że kiedy pojawię się w warsztacie, Skandar pourywa mi nogi. - wiedziałem, o czym mówiła. Ja również miałem nadzieję, że nasz wyjazd potrwa krócej. Całe to mieszkanie w hotelu zaczęło mnie już męczyć, zatęskniłem za własnym pokojem i powrotem do nauki i Agendy. Poza tym Japonia działała na mnie jak słońce na kiełkujące rośliny. Nie potrafiłbym mieszkać w innym miejscu niż moja ojczyzna.
- Wtedy nie będziesz mogła jeździć - zauważyłem, a Charlotte wybuchnęła śmiechem.
- Dobrze, ale obiecajcie mi, że jak to wszystko się skończy, to polecicie ze mną na dwa tygodnie. - Honey wpatrywała się w nas badawczo swoimi zielonymi oczyma. Nie mieliśmy wyboru.
- Chętnie pozwiedzałabym Luwr. - przyznała GoGo. - Moja mama dużo mi o nim opowiadała.
- No to załatwione - uśmiechnąłem się. - Coś czuję, że Yoko nie będzie tym zachwycona.
- To tylko dwa tygodnie - Honey wzruszyła niewinnie ramionami. Wyglądała słodko w różowym szlafroku i kapciach-królikach.
- Dopiero co wróciliśmy, a teraz ty wyjeżdżasz - zauważyła GoGo. - Wścieknie się.
- Rozmawiałam z Margo odnośnie powrotu - wtrąciła się Charlotte. Wszyscy zwróciliśmy głowy w jej kierunku zaintrygowani. - Obiecałam, że skończę szkołę i przylecę do Japonii na studia.
- To fantastycznie, Lotty! - wykrzyknęła GoGo, biorąc w ramiona dziewczynę. W tym momencie zabrzmiała jak Honey. Jeżeli to nie był dowód na to, że się zmieniła, to już sam nie wiedziałem co. - Będziemy mieć cię blisko siebie.
- Mam nadzieję, że nie zaskoczysz nas taką akcją, jak ta ostatnio - odrzekłem. Czułem, że Honey pewnie jeszcze nie raz pożałuje tej propozycji, ale z drugiej strony sam chciałbym mieć przy sobie kogoś bliskiego, gdy cała twoja rodzina żyje w innym kraju.
- Obiecuję, że już nigdy nic takiego nie zrobię - powiedziała poważnie.
- Ja myślę, Lotty - odparła Honey sennie. - Mogłabyś nas zostawić? Mamy jeszcze do obgadania kilka spraw a już jest po trzeciej.
- Jasne - uśmiechnęła się dziewczyna i pożegnała się z każdym z osobna. - Dobranoc.
Patrzyliśmy za nią ze zmęczeniem. Jej entuzjazm był dowodem na to, że nasza podróż miała sens. Co stałoby się z rodziną La Vielle, gdybyśmy jej nie wsparli? Charlotte może zostałaby z Honey w Japonii, a co z rodzicami obu dziewczyn? Mieliby wylądować na ulicy.
- Dobranoc - odpowiedzieliśmy chórem, kończąc dyskusję z nastolatką.
GoGo
Pojawiliśmy się w moim domu przed piątą. Nie miałam siły nawet, by otworzyć drzwi kluczem, powieki ciążyły mi niemiłosiernie.
- Może mój ojciec jest w domu - powiedziałam, ziewając w tym samym momencie. Ile godzin spałam w samolocie? Cztery? Hiro jeszcze mniej.
- Powinienem iść do siebie. Ciocia będzie się niecierpliwić. - powiedział Hiro, opierając się całym ciałem o ścianę zewnętrzną. Po kilku dzwonkach zrezygnowałam z prób wybudzenia mojego ojca (o ile nie był w pracy) i wyjęłam z plecaka klucze.
- Miałbyś o tej porze iść pieszo przez pół miasta? - spytałam ze zniechęceniem. - Prześpij się u mnie a rano pójdziemy do Cass razem.
- Będę spał trzy dni - roześmiał się chłopak. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie z uczuciem.
- W porządku - odparłam, otwierając drzwi. - Mój ojciec i tak traktuje cię już jak lokatora.
- Chciałaś powiedzieć niechcianego lokatora - powiedział, a ja roześmiałam się na głos. Zdjęłam buty i rzuciłam klucze na stolik obok drzwi. Hiro zostawił bagaż w przedpokoju i ruszył wolnym krokiem w stronę salonu.
- Połóż się na górze - zaproponowałam, czując znajomy zapach imbiru i mięty. Mój ojciec musiał niedawno robić sobie herbatę. Możliwe, że wyjechał do pracy tuż przed naszym powrotem. - Pościelę ci łóżko i...
- Salon mi wystarczy, spokojnie - powiedział Hiro ze słabym uśmiechem. Musiałam go dogonić, bo sam włóczył nogami w wybrane przez siebie miejsce, jakby znajdował się we własnym domu.
- Zaraz moment... - przypomniałam sobie, że w nocy przed porwaniem Christophera prawie w ogóle nie spał, denerwując się przed całą akcją. - Ile godzin przespałeś w ciągu ostatnich trzech dni?
Hiro usiadł na kanapie i zmarszczył brwi. Jeszcze nie widziałam, żeby tak usilnie nad czymś rozmyślał. Oglądanie go w stanie, gdy przypominał osobę pod wpływem alkoholu, może byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że naprawdę nie czuł się najlepiej.
- Osiem - przyznał, ukrywając ziewanie. - Może osiem i pół jeśli liczyć taksówkę.
- Hiro... - jęknęłam. No tak, kiedy ja spałam sobie w samolocie, on pewnie czuwał. Po porwaniu przez Maysona stał się bardziej czujny. Poza tym pewnie obawiał się, że Christopher jakimś cudem nas wytropił. - Kładź się, ale to już. Wyglądasz jak zombie.
- Dziękuje, skarbie - mruknął Hiro z uśmiechem, po czym złapał mnie za rękę i przyciągnął koło siebie na kanapę. - Ciesze się, że już po wszystkim...
Uśmiechnęłam się, gdy położył głowę na moim ramieniu. Nie minęła minuta, a już zaczął chrapać. Zaśmiałam się w duchu i ułożyłam go na kanapie. Był naprawdę wycieńczony. Przez chwile siedziałam obok, bawiąc się jego kruczoczarnymi włosami i głaszcząc po policzku. Miałam wrażenie, że przez sen się uśmiecha. Okryłam go kocem i wyszłam do przedpokoju, zamykając drzwi. W sumie mnie też przydałby się sen, pomyślałam, stojąc między kuchnią, w której kusiła mnie kawa i salonem, gdzie spał Hiro. W końcu zdecydowałam się na salon i położyłam się obok mojego chłopaka, przykrywając się kocem.
Nie spałam jeszcze długa chwilę, myśląc o tym, co stało się przez ostatnie trzy tygodnie. Czułam, że ta misja będzie początkiem czegoś znacznie większego od Agendy.
Witaam kochani! <3 Just wróciła i ma się w sumie nieźle, choć jeżeli przeżyje lipiec i miesiąc pracy w Amazonie to wróci do was na poważnie z nowymi rozdziałami. Trzymajcie kciuki :*
Wrzucam to tu dla was, nie martwcie się, nie zapominam o moich blogach - ps: na Czkastrid tez wracam ;))
Miłego wieczora :*
6/28/2017
5/27/2017
Ogłoszenie do bloga
Dawno nic nie dodawałam. Przepraszam. Nie czuję sie dobrze i jestem w słabym stanie psychicznym. Jeżeli sytuacja się poprawi to bez wątpienia wrócę do tego bloga, być może zrobię jeszcze coś o tematyce Hirogo na wattpadzie. Jeżeli jednak nic się nie zmieni, będę musiała zamknąć nie tylko ten, ale wszystkie blogi i skończyć z pisaniem.
Przepraszam
Just Dreamie
Przepraszam
Just Dreamie
3/06/2017
Pogmatwane plany
https://www.youtube.com/watch?v=D5drYkLiLI8
Szedłem korytarzami Agendy, które wiły się i skręcały tak długo, aż zapomniałem, w jakim celu się tu znalazłem. Otaczała mnie szarość, a ściany wiły się i przybliżały, im dłużej wędrowałem. W końcu jednak usłyszałem głosy. Stłumione i słabe, ale bez trudu bym je rozpoznał. GoGo była niedaleko i z kimś rozmawiała przyciszonym głosem. Bez zastanowienia wróciłem się przez kilka zakrętów, słysząc ją coraz bardziej wyraźnie. Już zaczynałem czuć ulgę, że jest tak blisko, i chciałem wykrzyczeć jej imię, gdy wtem stanąłem wstrząśnięty.
GoGo stała ze skrzyżowanymi rękami, a naprzeciw niej Ithani opierał się o ścianę korytarza. Rozmawiali.
Ukryłem się za najbliższym zakrętem i obserwowałem ich, czując się coraz mniej pewnie. Co robiła tu GoGo i dlaczego rozmawiała z Ithanim?
- ...nie dowie się niczego. - powiedziała twardo GoGo, przybliżając się do swojego byłego chłopaka. W jej oczach zatańczyły promyki, takie same, gdy na mnie patrzyła. Znałem to spojrzenie. Nagle ujęła jego dłoń i zacisnęła ją mocno, jakby chciała potwierdzić swoje słowa. - Obiecuję.
Ithani uśmiechnął się swoim nonszalanckim uśmiechem, który aż się prosił o ciętą ripostę i przyciągnął dziewczynę do siebie, złączając się z nią w namiętnym pocałunku.
Patrzyłem na nich wstrząśnięty, nie potrafiąc wydusić z siebie ani słowa. Czułem się, jakbym stracił głos albo zapomniał, jak go właściwie używać. Powinienem być wściekły, wyjść zza zakrętu i spytać, o co tu właściwie chodzi. Ale nie potrafiłem. Po prostu tam stałem, zastanawiając się, jak osoba, której ufałem bezgranicznie, mogła mnie tak zdradzić.
- Hiro - obudził mnie jej głos. Otworzyłem oczy, czując narastający we mnie żal, gdy wtem zrozumiałem, że to był tylko sen. Leżałem w hotelowym łóżku, a obok mnie siedziała GoGo, przypatrując mi się uważnie. Na jej twarzy malowała się troska.
Rozejrzałem się dokoła, ale nie znalazłem ani śladu szarego korytarza, ani - tym lepiej - śladu Ithaniego. To wszystko to naprawdę był tylko sen.
- Wszystko w porządku? - spytała mnie GoGo, nachylając się nade mną. Czułem się potwornie. Patrząc na nią nie wiedziałem, czy mam ją przytulić, czy odepchnąć.
Szybko jednak wróciłem do rzeczywistości, zauważając ciemność w pomieszczeniu. Przespaliśmy cały wieczór, pomyślałem, choć z drugiej strony przynajmniej mogliśmy liczyć na to, że będziemy wypoczęci.
- Hiro - spróbowała znów GoGo, głaszcząc mnie po twarzy. Ująłem jej rękę i położyłem ją na pościeli, byle z dala od mojej twarzy. Musiałem się pogodzić w duchu, że był to tylko sen. A raczej koszmar. - Strasznie się wierciłeś w nocy. Powinnam się martwić?
- Nie, jest wszystko w porządku - odpowiedziałem, patrząc jej w oczy. GoGo zawahała się i spojrzała na swoją dłoń, jakby poczuła się urażona tym, że ją odepchnąłem.
Odetchnąłem głośno i nie myśląc zbyt wiele, pocałowałem ją, dając upust całej uldze, jaką w tej chwili czułem. GoGo była zaskoczona moim zachowaniem, ale szybko dała się porwać moim pocałunkom, zapominając o mojej wcześniejszej reakcji. Ja również zaczynałem stopniowo zapominać o moim śnie pod wpływem jej ust, które przyciągały mnie do siebie jak magnez.
GoGo odsunęła się ode mnie nagle, mrugając szybko swoimi długimi rzęsami, ale nie dałem się zatrzymać. Całowałem ją po policzku, brodzie i szyi, dopóki mnie od siebie nie odepchnęła, chichocząc cicho.
- Hiro, przestań... - zaśmiała się, ale straciła równowagę i opadła na łóżko. Nachyliłem się nad nią i podarowałem jej jeszcze jeden pocałunek - długi i namiętny, po czym usiadłem prosto i zszedłem z łóżka.
- Co chcesz na śniadanie? - spytałem ją, obracając się, zanim wyszedłem z sypialni. GoGo usiadła prosto, a na jej twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Nawet jeszcze nie ma poranka - zauważyła z uśmiechem.
- Nic nie szkodzi - odparłem i odszedłem do wtóru jej słodkiego śmiechu.
- Dobra, wiemy, że Christopher ma małą córkę - powiedziała GoGo, zarzucając na ramiona swoją bluzę. - I co z tego? Przecież nie skrzywdzimy dziecka!
- Ale on tego nie wie - przyznałem, zamykając laptop. GoGo patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Żartujesz sobie? - zapytała w szoku.
- GoGo, dobrze wiesz, że nie skrzywdziłbym jego córki - powiedziałem, odwzajemniając spojrzenie jej błyszczących oczu. Przysunąłem się bliżej niej i pocałowałem jej policzek. - Ani jego, ani żadnej innej.
- Wiem - odparła GoGo z wahaniem, spoglądając na mnie, jakby nie do końca mi wierzyła. Szybko to jednak ukryła za swoim uśmiechem. - Mówiłeś wczoraj, że masz plan.
- Tak, mam. - odpowiedziałem bez entuzjazmu, siadając prosto na podłodze. Cała ta niewygoda zaczynała mnie już wkurzać - tęskniłem do moich komputerów w garażu. Nawet do mojego fotela. - Ale on ciebie nie dotyczy.
- Czyżby? - warknęła GoGo, unosząc brew. - A mnie zabrałeś tutaj jako atrakcję?
- Niee... - zająknąłem się, ale moja dziewczyna już miała całą strategię riposty, a przynajmniej to widziałem po jej pełnej oburzenia twarzy.
- Najwięcej informacji o Christopherze wyciągnęłam z Honey ja, więc beze mnie prawdopodobnie nic byś nie zrobił! - wykrzyknęła, wstając. - Myślisz, że mnie tu zwiążesz i będziesz się bawił w superbohatera? Zapomnij.
- GoGo! - przerwałem jej, wstając.
Dziewczyna stanęła przed zasłoniętym oknem i stworzyła w nim szczelinę, by przyjrzeć się okolicznym budynkom. Widziałem jak całe jej drobne ciało kipiało z wściekłości i wcale nie byłem zachwycony faktem, że ta cała wściekłość za chwilę przejdzie na mnie. GoGo była niesamowitą dziewczyną, ale rozwścieczona, potrafiła zniszczyć psychicznie nawet najbardziej łagodnego człowieka.
- Nie dajesz mi dokończyć... - zauważyłem, ale GoGo się nie odezwała, wpatrując się w szczelinę światła, tworzącą jasną maskę na jej oczach.
Podszedłem do niej i chwyciłem ją w talii, przyciągając do siebie. Zauważyłem, że staliśmy się dużo bardziej bezpośredni w kontakcie między sobą, co jednocześnie mnie cieszyło, ale z drugiej strony niepokoiło. Już wystarczało mi to, że spaliśmy w jednym łóżku,
- Go, posłuchaj mnie. Pójdę do domu Christophera, zbadam teren, zostawię kilka pluskw i wrócę. Potem będziemy go obserwować.
- A jak on ciebie złapie? - spytała GoGo, obracając się do mnie przodem. - Nie ma mowy, żebym puściła ciebie samego.
- Mam promień... - zacząłem, ale od razu pokręciła głową.
- Który raz już zawiódł - kłóciła się. Nie mogłem się z nią nie zgodzić.
- GoGo, to tylko kamery. Wrócę zanim się zorientujesz, przysięgam, a potem zaplanujemy dokładniej, co będziemy robić. Nie możemy przecież planować czegoś, nie znając nawet jego willi - nalegałem. GoGo skrzyżowała ręce na piersi i obróciła głowę, dając mi jasno do zrozumienia, że nie chce mnie słuchać.
Wiedziałem, skąd ta reakcja. Już raz przechodziliśmy przez skutki mojego błędu, a ja byłem pierwszą osobą, która nie chciała tego powtarzać. Przecież, gdyby Christopher zdołał mnie schwytać, GoGo mogłaby wzbudzić podejrzenia i pewnie by spanikowała, nie wiedząc, co się ze mną stało i co ma dalej robić. Równie głupi był plan zostawienia tutaj całego sprzętu bez ochrony. Zaczynałem żałować, że rzeczywiście nie wzięliśmy ze sobą Wasabiego. Chyba wytrzymałby kilka dni bez Carry.
Złapałem ją za podbródek i przyciągnąłem do siebie, skupiając jej wzrok na sobie.
- Obiecuję, że wrócę. Nie dopuszczę do tego, by stało się tak, jak poprzednim razem. - poprzysiągłem, zdając sobie sprawę jak wielka jest to obietnica. W oczach GoGo pojawiły się łzy.
- Nie chcę, żebyś był sam, Hiro - wyszeptała, patrząc mi w oczy.
- Nie będę sam - powiedziałem, ściskając jej dłoń. - Będziesz mi nadal potrzebna. Ktoś musi mnie informować, czy mam towarzystwo.
- A co, jak stracisz zasięg? - dopytywała się GoGo, choć wiedziałem, że chyba zdołałem ją choć po części przekonać. - To kilka staj stąd...
- Wierz mi, mój sprzęt mnie nie zawiedzie - odpowiedziałem, a GoGo się nachmurzyła.
- Dobrze, że nie powiedziałeś tego kilka miesięcy temu - mruknęła i odeszła na bok, zostawiając mnie samego pod ponurym oknem, z którego nie przebijało się żadne światło. No świetnie, pomyślałem, żałując, że nie wszystko potoczyło się po mojej myśli zaledwie miesiąc temu.
GoGo
- Jak tam, słyszysz mnie? - spytałam przez mały mikrofon umieszczony na kawałku metalu wokół mojego ucha. Jeżeli ten sprzęt nie zadziała, to Hiro mnie popamięta, obiecałam sobie.
- Tak, jest wszystko okej - odpowiedział i usłyszałam cichy szelest jego kroków.
Odetchnęłam z ulgą i usiadłam przed ekranem jednego z laptopów, obserwując willę Christophera. Zauważyłam mały, czerwony punkt na krawędzi parceli, który zamigotał i zniknął. Najwyraźniej plan Hiro zaczynał działać.
- Kieruj się w stronę altany - nakazałam mu drżącym głosem. Wymruczał pod nosem coś na kształt zgody, ale nie miałam możliwości, by go kontrolować, więc nie wiedziałam, czy mnie ostatecznie posłuchał. Uspokajała mnie myśl, że przecież najbliższe czerwone punkty znajdowały się bardzo daleko od miejsca, w którym widziałam go po raz ostatni.
- Jest ktoś w sypialni Christophera? - usłyszałam cichy szept, który ledwie zrozumiałam.
- Nie - odpowiedziałam szybko, wbijając kilka przycisków na klawiaturze, by oddalić ekran. - Ale bądź ostrożny.
- Zawsze jestem ostrożny, skarbie - powiedział, a w jego głosie dało się słyszeć rozbawienie.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, choć było to irracjonalne. Mieliśmy przed sobą poważną misję.
- Znalazłeś tam coś? - spytałam, ale w odpowiedzi usłyszałam tylko przyciszone "ćććć...".
Hiro odpowiadał coraz rzadziej i bardzo cicho, stosownie do miejsca, w którym się znajdował. O ile przed domem Christophera mówił normalnie, o tyle w jego wnętrzu nie mógł sobie pozwolić na taką otwartość. Ja również przestałam do niego mówić, jeśli nie było to absolutnie konieczne.
Robota szła mu coraz szybciej. Choć nie mogłam go zobaczyć na ekranie, to nasłuchiwałam bardzo uważnie głosów w mojej słuchawce. Słyszałam ciepły głos kucharki, stukanie w kuchni, potem rozmowy telefoniczne Christophera, gdy Hiro znalazł się pod jego gabinetem. Nasłuchiwałam tak przez godzinę, dwie, trzy... Straciłam rachubę, ale wydawały się one wiecznością. Chciałam, by już wrócił i nie narażał się zbytnio. Już i tak mieliśmy wiele. Kilka kamer wystarczyłoby, żeby nam pomóc.
Po pewnym czasie jednak nastąpiła cisza. Obawiałam się, że może ktoś go złapał, ale w takim wypadku czerwone punkty oznaczające ochroniarzy poruszyłyby się choć o milimetr, a stały w tym samym miejscu. Mimo to odczuwałam całą sobą, że coś się stało, bo do braku głosu Hiro zdołałam się już przyzwyczaić, ale nie do braku głosów z zewnątrz.
- Hiro? - spytałam cicho, bojąc się, że stało się coś, czego nie przewidzieliśmy. Poprawiłam ekran, doszukując się jakichkolwiek oznak życia, mając przy tym nadzieję, że czerwony punkt, który zniknął na krawędzi ziemi Christophera pojawi się znowu w jakimkolwiek innym miejscu.
- Cholera... - zaklęłam pod nosem i wystukałam kilka klawiszy na klawiaturze. Co mogłam zrobić? Byłam tu, a on był tam. Dlaczego właściwie się zgodziłam? Przecież od początku wiedziałam, że to zły pomysł.
Wstałam od ekranów i zajrzałam przez zasłony za okno. Zbliżał się wieczór, a Hiro jak nie było, tak nie ma. Słońce stawało się coraz bardziej pomarańczowe, jakby roztapiało się pod wpływem własnego gorąca. Nie wiem, co próbowałam dojrzeć na niebie. Może Hiro lecącego wśród przestworzy? Z logicznego punktu widzenia przecież nie byłby tak głupi, by lecieć nad nieznanym miastem. Ludzie wnet by go dostrzegli.
Zasłoniłam okno i stanęłam na środku pokoju. Moje ręce zaczęły przeraźliwie drżeć, a ja sama nie wiedziałam, co mam robić. Po prostu wpadłam w panikę. GoGo, opanuj się, słyszałam w głowie swój własny głos. Wiedziałam, że muszę zachować zimną krew, ale myśl, że Hiro znów znalazł się w pobliżu niebezpiecznego i wpływowego człowieka, nie napawała nadzieją.
- GoGo, myśl - wmawiałam sobie, podbiegając do najbliższego komputera. Po pierwsze muszę sprawdzić, czy jestem sama.
Zajrzałam do pierwszego laptopa, ale nic się w nim nie zmieniło. Nasz sprzęt był więc bezpieczny. Po drugie sprawdziłam dom Christophera, ale tu również nie zaszły żadne zmiany. Nawet Christopher dalej przesiadywał w swoim biurze. W końcu sprawdziłam pozostałe trzy monitory, ale tam również nie zauważyłam niczego podejrzanego. Co jest grane? - myślałam, marszcząc brwi.
Wtem usłyszałam ciche stukanie do drzwi i majstrowanie przy zamku. Wpatrując się przerażonym wzrokiem w białe, grube drzwi, sięgnęłam do stojącego najbliżej fotela po broń Hiro. Chwyciłam pewnie pistolet, choć doskonale wiedziałam, że nie umiałam strzelać. Byłam na strzelnicy tylko jeden raz w życiu i to głównie za sprawą Ithaniego.
Odbezpieczyłam broń i stanęłam naprzeciwko wejścia. Rzucałaś dyskami, powtarzałam sobie. Dasz sobie radę z prostym pistoletem. Ktoś odblokował zamek i szybko otworzył drzwi.
W ostatniej chwili powstrzymałam się przed strzałem, gdy w progu stanął Hiro. Na mój widok stanął jak wryty i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, jakby naprawdę uwierzył, ze jestem w stanie w niego strzelić.
- Spokojnie... - wyszeptał, a ja odetchnęłam głośno i opuściłam broń. - To tylko ja.
- Hiro - jęknęłam, gdy chłopak umiejętnie zamknął przekształcone przez niego drzwi. Zanim zdążył odpowiedzieć, rzuciłam się w jego stronę, wpadając w jego rozłożone dla mnie ramiona. - Nie rób mi tak nigdy więcej... - powiedziałam z gniewem w głosie, ściskając go z całej siły. Czułam niewyrażoną ulgę, że był tutaj, cały i zdrowy.
Hiro objął mnie troskliwie i pocałował w policzek.
- Wszystko w porządku, Go, udało się - odparł, gdy wreszcie go puściłam. Spojrzałam mu w oczy i miałam ochotę go uderzyć za to, że tak mnie nastraszył. Przecież mógł mi to powiedzieć. Mógł mi dać jakikolwiek znak, że żyje i czuje się dobrze, ale wolał, żebym najadła się strachu na myśl o tym, gdzie się teraz znajduje i czy nic mu nie zagraża.
- Co ty sobie myślałeś?! - wykrzyknęłam, odpychając go od siebie mocno, choć zaledwie przed chwilą go do siebie przytulałam. - Że zrobisz mi niespodziankę?
- Wszystko poszło tak sprawnie, ze nie było sensu nadawać ci sygnał - odparł wystraszony, wpatrując się we mnie z szokiem. Wyglądał, jakby dziwiła go moja reakcja. Typowe...
- Nie było sensu? - spytałam z niedowierzaniem. - Poważnie? Tylko tyle masz mi do powiedzenia po tym jak prawie umarłam ze strachu?!
Hiro zamiast tłumaczenia się, po prostu się uśmiechnął, jakby moje słowa wywołały w nim rozbawienie. Poczułam tym większą chęć nakrzyczenia na niego, chociaż obiecałam sobie, że po ostatnim razie będę panowała nad moimi emocjami. Najwyraźniej przy moim chłopaku było to awykonalne.
Już szykowałam dodatkową porcję skarg i pretensji, gdy Hiro chwycił mnie niepostrzeżenie za talię i przyciągnął do siebie, całując w taki sposób, jakby chciał mnie tym gestem uciszyć. Miałam do niego słabość. Nie dość, że cudownie całował, to jeszcze był przy tym niesamowicie czuły, jakby chciał mi tym gestem pokazać jak bardzo mu na mnie zależy.
Odsunął się nagle w momencie, kiedy moje usta zaczęły domagać się więcej. Zawsze tak robił, jakby czekał na moment, gdy moje emocje do niego się spotęgują, po czym znikał, obserwując mnie z zainteresowaniem swoimi spragnionymi oczami.
Uniosłam brwi, ale Hiro nie wypuścił mnie z objęć. Wciąż był bardzo blisko.
- Kocham cię, nerwusie - wyszeptał, całując mnie w pobliżu ucha. Uśmiechnęłam się mimowolnie, wplatając rękę w jego gęste, czarne włosy.
Honey
Ranek zapowiadał się naprawdę pięknie. Na drzewach pojawiały się pączki, a wśród traw małe kwiaty, które wyciągały się do góry w poszukiwaniu słabych promieni słońca. Nareszcie nadeszła wiosna.
Jednak najbardziej niesamowicie wyglądały o tej porze roku kwitnące pączki wiśni, z których znana była cała Japonia. Będąc małą dziewczynką często przeglądałam książki z różowymi kwiatami, które przyciągały mnie swoim pięknem. Wtedy jeszcze marzyłam, by zostać księżniczką i odnaleźć swojego księcia z lśniąca koroną na głowie, ale w życiu bym nie przypuszczała, że w tych kolorowych ilustracjach książek dla dzieci czaiła się potajemnie moja przyszłość. Księcia rzeczywiście odnalazłam, ale go straciłam. Pozostała mi więc tylko wiara, że kiedyś księżniczka powróci do swojego zamku w stolicy piękna Europy.
Spacerowałyśmy z Charlotte po miejskim parku, przyglądając się subtelnej i jasnej florze Japonii. Zauważyłam, że piękno to było coś, co w dalszym ciągu potrafiło połączyć mnie i moją zbuntowaną siostrę. Od małego uwielbiała sztukę, a widok wiosennych kwiatów po prostu ją zachwycał. Od rana szkicowała najładniejsze okazy, jakby zbierała je w swoim szkicowniku na później.
- Myślisz, że Hiro i GoGo dadzą radę odzyskać nasze pieniądze? - zapytała nagle, gdy delikatne muśnięcie wiatru poderwało jej jasne loki.
Spojrzałam na nią w przypływie szoku i prawie upuściłam torebkę. Od czasu ich wyjazdu czekałam na jakąkolwiek wiadomość, ale wiedziałam również, że będą ostrożni i że znajdując się tak blisko Christophera, na pewno się ze mną nie skontaktują.
- Nie znam odważniejszej dwójki - przyznałam, uśmiechając się lekko do mojej siostry. Mówiłam prawdę. GoGo i Hiro przeżyli więcej niż ktokolwiek, kogo znam, dlatego nie miałam wątpliwości, że są w stanie naprawić mój błąd.
A mimo to nękały mnie wyrzuty sumienia. To moja wina, że zaufałam Christopherowi. GoGo i Hiro nie mieli nic z tym wspólnego - a jednak chcieli mi pomóc. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zasłużę na takich przyjaciół.
- Hiro jest młodszy od GoGo... prawda? - spytała Lotty. Jej brew powędrowała do góry, co robiła zawsze, gdy siostra pytała mnie o chłopaków. Tym razem jednak jej celem stali się moi przyjaciele.
- Tak, o dwa lata. - odpowiedziałam, rzucając okruchy chleba nadpływającym łabędziom. Staw zalśnił srebrem między ich sylwetkami.
- Ciężko to zauważyć - Lotty wzruszyła obojętnie ramionami, jakby temat moich przyjaciół ją znudził. Byłam jednak w błędzie, bo po dłuższej chwili znów spytała: - Skąd się znacie?
- Ja i GoGo poznałyśmy się przed studiami. - powiedziałam znudzonym głosem, rzucając kawałek prosto w dziób jakiegoś łabędzia. Spojrzałyśmy po sobie z Charlotte i wybuchnęłyśmy śmiechem, widząc jak ptak próbuje rozdrobnić pokarm na mniejsze porcje. Bez pomocy wody było mu o wiele trudniej.
- A Hiro? - spytała Charlotte.
- Z Hiro poznał mnie jego brat, Tadashi... - powiedziałam, ale nagle zamilkłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że Lotty kompletnie nie wie, kim był dla mnie przystojny Azjata, którego poznałam na wymianie. Moja siostra należała do uważnych osób i od razu zauważyła moją minę, a że była wścibska, to wiedziałam, że to pytanie prędzej czy później padnie.
- Kim był dla ciebie ten Tadashi? Już kilka razy wspominałaś jego imię, ale nigdy mi nic o nim nie mówiłaś. Nie pisałaś o nim w listach...
Rzuciłam ostatni kawałek pieczywa do stawu i obróciłam się z zamiarem odejścia. Nie wiem, co mną kierowało, ale przeczuwałam, że jeżeli rozmowa pójdzie za daleko, to rozpłacze się przy Charlotte.
- Margo! - wykrzyknęła za mną Charlotte, zostawiając resztki pieczywa przy brzegu. Nie musiałam się obracać, by słyszeć jej kroki, gdy za mną biegła. - Margo, przepraszam...
Nie zdążyła dokończyć, bo wtem wpadłam na jakiegoś przechodnia. Zachwiałam się na moich wysokich butach i byłabym upadła, gdyby nieznajomy nie chwycił mnie za rękę i nie pociągnął w swoją stronę.
Moim oczom ukazał się wysoki skośnooki mężczyzna o uważnych, czarnych oczach i wydatnych kościach policzkowych. Przez moment naprawdę myślałam, że to Tadashi, ale moje nadzieje prysły, gdy nieznajomy się uśmiechał. Nikt nie był w stanie odwzorować uśmiechu Tadashiego. Nawet jego młodszy brat.
- Przepraszam - mruknęłam, a nieznajomy zawahał się i puścił moją dłoń.
- Nie, to ja przepraszam... - powiedział uprzejmie. - Powinienem patrzeć, gdzie idę.
Charlotte stanęła obok i spojrzała na nas z zainteresowaniem. Wiedziałam, co chodzi jej po głowie.
- Coś się stało? - zapytał mężczyzna, patrząc wprost w moje zaszklone oczy.
- Nie, nie ja... - zaczęłam, ale przerwała mi moja siostra.
- Chłopak z nią zerwał - powiedziała, zwracając się do nieznajomego. - Próbowałam ją przekonać, że to palant, ale mnie nie słucha. Właśnie radziłam jej, żeby poznała kogoś nowego, by o nim zapomnieć i wtem pojawił się pan - rzuciła, wskazując na niego z zaskoczeniem. - Niewiarygodne...
- Naprawdę? - spytał Azjata, wpatrując się we mnie z uśmiechem, w którym kryło się współczucie. Otworzyłam usta, ale nie wiedziałam, co mam powiedzieć. A moja siostra szła w zaparte, kontynuując swoją lawinę kłamstw.
- Dosłownie spadł nam pan z nieba - wzruszyła ramionami, uśmiechając się do niego niewinnie. Och, Charlotte...
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Dosłownie odjęło mi mowę. Byłam w szoku, że Lotty okazała się taką manipulatorką, a do tego ten mężczyzna był gotów pójść za jej sztuczką z czystej uprzejmości. No pięknie...
- To wcale nie... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Cóż, myślę, że w tej sytuacji chyba jestem winny pani kawę - uznał onieśmielony, spoglądając to na mnie, to na moją okropną młodsza siostrę. - O ile oczywiście się pani zgodzi... Nie należy ignorować przeznaczenia.
Lotty spojrzała na mnie z pewną siebie miną, a ja przyrzekłam sobie, że jej za to nie ukarzę... nie przy nieznajomym.
- Jestem Margo - przedstawiłam się, wyciągając do mężczyzny dłoń. Azjata ujął ją delikatnie i nachylił się, by ją pocałować. Dosłownie czułam ekscytację Charlotte, która gęstniała między nami jak gaz gotowy do podpałki.
- Seyako - odpowiedział, patrząc na mnie swoimi czarnymi jak noc oczami.
Heloou! Jak Wam się podoba taki model 3x1??
Ten rozdział miał być krótszy, ale postanowiłam dodać osobę Honey, w końcu to, co dzieje się w San Fransokyo też jest ważne :P
Co myślicie?
~Just
Szedłem korytarzami Agendy, które wiły się i skręcały tak długo, aż zapomniałem, w jakim celu się tu znalazłem. Otaczała mnie szarość, a ściany wiły się i przybliżały, im dłużej wędrowałem. W końcu jednak usłyszałem głosy. Stłumione i słabe, ale bez trudu bym je rozpoznał. GoGo była niedaleko i z kimś rozmawiała przyciszonym głosem. Bez zastanowienia wróciłem się przez kilka zakrętów, słysząc ją coraz bardziej wyraźnie. Już zaczynałem czuć ulgę, że jest tak blisko, i chciałem wykrzyczeć jej imię, gdy wtem stanąłem wstrząśnięty.
GoGo stała ze skrzyżowanymi rękami, a naprzeciw niej Ithani opierał się o ścianę korytarza. Rozmawiali.
Ukryłem się za najbliższym zakrętem i obserwowałem ich, czując się coraz mniej pewnie. Co robiła tu GoGo i dlaczego rozmawiała z Ithanim?
- ...nie dowie się niczego. - powiedziała twardo GoGo, przybliżając się do swojego byłego chłopaka. W jej oczach zatańczyły promyki, takie same, gdy na mnie patrzyła. Znałem to spojrzenie. Nagle ujęła jego dłoń i zacisnęła ją mocno, jakby chciała potwierdzić swoje słowa. - Obiecuję.
Ithani uśmiechnął się swoim nonszalanckim uśmiechem, który aż się prosił o ciętą ripostę i przyciągnął dziewczynę do siebie, złączając się z nią w namiętnym pocałunku.
Patrzyłem na nich wstrząśnięty, nie potrafiąc wydusić z siebie ani słowa. Czułem się, jakbym stracił głos albo zapomniał, jak go właściwie używać. Powinienem być wściekły, wyjść zza zakrętu i spytać, o co tu właściwie chodzi. Ale nie potrafiłem. Po prostu tam stałem, zastanawiając się, jak osoba, której ufałem bezgranicznie, mogła mnie tak zdradzić.
- Hiro - obudził mnie jej głos. Otworzyłem oczy, czując narastający we mnie żal, gdy wtem zrozumiałem, że to był tylko sen. Leżałem w hotelowym łóżku, a obok mnie siedziała GoGo, przypatrując mi się uważnie. Na jej twarzy malowała się troska.
Rozejrzałem się dokoła, ale nie znalazłem ani śladu szarego korytarza, ani - tym lepiej - śladu Ithaniego. To wszystko to naprawdę był tylko sen.
- Wszystko w porządku? - spytała mnie GoGo, nachylając się nade mną. Czułem się potwornie. Patrząc na nią nie wiedziałem, czy mam ją przytulić, czy odepchnąć.
Szybko jednak wróciłem do rzeczywistości, zauważając ciemność w pomieszczeniu. Przespaliśmy cały wieczór, pomyślałem, choć z drugiej strony przynajmniej mogliśmy liczyć na to, że będziemy wypoczęci.
- Hiro - spróbowała znów GoGo, głaszcząc mnie po twarzy. Ująłem jej rękę i położyłem ją na pościeli, byle z dala od mojej twarzy. Musiałem się pogodzić w duchu, że był to tylko sen. A raczej koszmar. - Strasznie się wierciłeś w nocy. Powinnam się martwić?
- Nie, jest wszystko w porządku - odpowiedziałem, patrząc jej w oczy. GoGo zawahała się i spojrzała na swoją dłoń, jakby poczuła się urażona tym, że ją odepchnąłem.
Odetchnąłem głośno i nie myśląc zbyt wiele, pocałowałem ją, dając upust całej uldze, jaką w tej chwili czułem. GoGo była zaskoczona moim zachowaniem, ale szybko dała się porwać moim pocałunkom, zapominając o mojej wcześniejszej reakcji. Ja również zaczynałem stopniowo zapominać o moim śnie pod wpływem jej ust, które przyciągały mnie do siebie jak magnez.
GoGo odsunęła się ode mnie nagle, mrugając szybko swoimi długimi rzęsami, ale nie dałem się zatrzymać. Całowałem ją po policzku, brodzie i szyi, dopóki mnie od siebie nie odepchnęła, chichocząc cicho.
- Hiro, przestań... - zaśmiała się, ale straciła równowagę i opadła na łóżko. Nachyliłem się nad nią i podarowałem jej jeszcze jeden pocałunek - długi i namiętny, po czym usiadłem prosto i zszedłem z łóżka.
- Co chcesz na śniadanie? - spytałem ją, obracając się, zanim wyszedłem z sypialni. GoGo usiadła prosto, a na jej twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Nawet jeszcze nie ma poranka - zauważyła z uśmiechem.
- Nic nie szkodzi - odparłem i odszedłem do wtóru jej słodkiego śmiechu.
- Dobra, wiemy, że Christopher ma małą córkę - powiedziała GoGo, zarzucając na ramiona swoją bluzę. - I co z tego? Przecież nie skrzywdzimy dziecka!
- Ale on tego nie wie - przyznałem, zamykając laptop. GoGo patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Żartujesz sobie? - zapytała w szoku.
- GoGo, dobrze wiesz, że nie skrzywdziłbym jego córki - powiedziałem, odwzajemniając spojrzenie jej błyszczących oczu. Przysunąłem się bliżej niej i pocałowałem jej policzek. - Ani jego, ani żadnej innej.
- Wiem - odparła GoGo z wahaniem, spoglądając na mnie, jakby nie do końca mi wierzyła. Szybko to jednak ukryła za swoim uśmiechem. - Mówiłeś wczoraj, że masz plan.
- Tak, mam. - odpowiedziałem bez entuzjazmu, siadając prosto na podłodze. Cała ta niewygoda zaczynała mnie już wkurzać - tęskniłem do moich komputerów w garażu. Nawet do mojego fotela. - Ale on ciebie nie dotyczy.
- Czyżby? - warknęła GoGo, unosząc brew. - A mnie zabrałeś tutaj jako atrakcję?
- Niee... - zająknąłem się, ale moja dziewczyna już miała całą strategię riposty, a przynajmniej to widziałem po jej pełnej oburzenia twarzy.
- Najwięcej informacji o Christopherze wyciągnęłam z Honey ja, więc beze mnie prawdopodobnie nic byś nie zrobił! - wykrzyknęła, wstając. - Myślisz, że mnie tu zwiążesz i będziesz się bawił w superbohatera? Zapomnij.
- GoGo! - przerwałem jej, wstając.
Dziewczyna stanęła przed zasłoniętym oknem i stworzyła w nim szczelinę, by przyjrzeć się okolicznym budynkom. Widziałem jak całe jej drobne ciało kipiało z wściekłości i wcale nie byłem zachwycony faktem, że ta cała wściekłość za chwilę przejdzie na mnie. GoGo była niesamowitą dziewczyną, ale rozwścieczona, potrafiła zniszczyć psychicznie nawet najbardziej łagodnego człowieka.
- Nie dajesz mi dokończyć... - zauważyłem, ale GoGo się nie odezwała, wpatrując się w szczelinę światła, tworzącą jasną maskę na jej oczach.
Podszedłem do niej i chwyciłem ją w talii, przyciągając do siebie. Zauważyłem, że staliśmy się dużo bardziej bezpośredni w kontakcie między sobą, co jednocześnie mnie cieszyło, ale z drugiej strony niepokoiło. Już wystarczało mi to, że spaliśmy w jednym łóżku,
- Go, posłuchaj mnie. Pójdę do domu Christophera, zbadam teren, zostawię kilka pluskw i wrócę. Potem będziemy go obserwować.
- A jak on ciebie złapie? - spytała GoGo, obracając się do mnie przodem. - Nie ma mowy, żebym puściła ciebie samego.
- Mam promień... - zacząłem, ale od razu pokręciła głową.
- Który raz już zawiódł - kłóciła się. Nie mogłem się z nią nie zgodzić.
- GoGo, to tylko kamery. Wrócę zanim się zorientujesz, przysięgam, a potem zaplanujemy dokładniej, co będziemy robić. Nie możemy przecież planować czegoś, nie znając nawet jego willi - nalegałem. GoGo skrzyżowała ręce na piersi i obróciła głowę, dając mi jasno do zrozumienia, że nie chce mnie słuchać.
Wiedziałem, skąd ta reakcja. Już raz przechodziliśmy przez skutki mojego błędu, a ja byłem pierwszą osobą, która nie chciała tego powtarzać. Przecież, gdyby Christopher zdołał mnie schwytać, GoGo mogłaby wzbudzić podejrzenia i pewnie by spanikowała, nie wiedząc, co się ze mną stało i co ma dalej robić. Równie głupi był plan zostawienia tutaj całego sprzętu bez ochrony. Zaczynałem żałować, że rzeczywiście nie wzięliśmy ze sobą Wasabiego. Chyba wytrzymałby kilka dni bez Carry.
Złapałem ją za podbródek i przyciągnąłem do siebie, skupiając jej wzrok na sobie.
- Obiecuję, że wrócę. Nie dopuszczę do tego, by stało się tak, jak poprzednim razem. - poprzysiągłem, zdając sobie sprawę jak wielka jest to obietnica. W oczach GoGo pojawiły się łzy.
- Nie chcę, żebyś był sam, Hiro - wyszeptała, patrząc mi w oczy.
- Nie będę sam - powiedziałem, ściskając jej dłoń. - Będziesz mi nadal potrzebna. Ktoś musi mnie informować, czy mam towarzystwo.
- A co, jak stracisz zasięg? - dopytywała się GoGo, choć wiedziałem, że chyba zdołałem ją choć po części przekonać. - To kilka staj stąd...
- Wierz mi, mój sprzęt mnie nie zawiedzie - odpowiedziałem, a GoGo się nachmurzyła.
- Dobrze, że nie powiedziałeś tego kilka miesięcy temu - mruknęła i odeszła na bok, zostawiając mnie samego pod ponurym oknem, z którego nie przebijało się żadne światło. No świetnie, pomyślałem, żałując, że nie wszystko potoczyło się po mojej myśli zaledwie miesiąc temu.
GoGo
- Jak tam, słyszysz mnie? - spytałam przez mały mikrofon umieszczony na kawałku metalu wokół mojego ucha. Jeżeli ten sprzęt nie zadziała, to Hiro mnie popamięta, obiecałam sobie.
- Tak, jest wszystko okej - odpowiedział i usłyszałam cichy szelest jego kroków.
Odetchnęłam z ulgą i usiadłam przed ekranem jednego z laptopów, obserwując willę Christophera. Zauważyłam mały, czerwony punkt na krawędzi parceli, który zamigotał i zniknął. Najwyraźniej plan Hiro zaczynał działać.
- Kieruj się w stronę altany - nakazałam mu drżącym głosem. Wymruczał pod nosem coś na kształt zgody, ale nie miałam możliwości, by go kontrolować, więc nie wiedziałam, czy mnie ostatecznie posłuchał. Uspokajała mnie myśl, że przecież najbliższe czerwone punkty znajdowały się bardzo daleko od miejsca, w którym widziałam go po raz ostatni.
- Jest ktoś w sypialni Christophera? - usłyszałam cichy szept, który ledwie zrozumiałam.
- Nie - odpowiedziałam szybko, wbijając kilka przycisków na klawiaturze, by oddalić ekran. - Ale bądź ostrożny.
- Zawsze jestem ostrożny, skarbie - powiedział, a w jego głosie dało się słyszeć rozbawienie.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, choć było to irracjonalne. Mieliśmy przed sobą poważną misję.
- Znalazłeś tam coś? - spytałam, ale w odpowiedzi usłyszałam tylko przyciszone "ćććć...".
Hiro odpowiadał coraz rzadziej i bardzo cicho, stosownie do miejsca, w którym się znajdował. O ile przed domem Christophera mówił normalnie, o tyle w jego wnętrzu nie mógł sobie pozwolić na taką otwartość. Ja również przestałam do niego mówić, jeśli nie było to absolutnie konieczne.
Robota szła mu coraz szybciej. Choć nie mogłam go zobaczyć na ekranie, to nasłuchiwałam bardzo uważnie głosów w mojej słuchawce. Słyszałam ciepły głos kucharki, stukanie w kuchni, potem rozmowy telefoniczne Christophera, gdy Hiro znalazł się pod jego gabinetem. Nasłuchiwałam tak przez godzinę, dwie, trzy... Straciłam rachubę, ale wydawały się one wiecznością. Chciałam, by już wrócił i nie narażał się zbytnio. Już i tak mieliśmy wiele. Kilka kamer wystarczyłoby, żeby nam pomóc.
Po pewnym czasie jednak nastąpiła cisza. Obawiałam się, że może ktoś go złapał, ale w takim wypadku czerwone punkty oznaczające ochroniarzy poruszyłyby się choć o milimetr, a stały w tym samym miejscu. Mimo to odczuwałam całą sobą, że coś się stało, bo do braku głosu Hiro zdołałam się już przyzwyczaić, ale nie do braku głosów z zewnątrz.
- Hiro? - spytałam cicho, bojąc się, że stało się coś, czego nie przewidzieliśmy. Poprawiłam ekran, doszukując się jakichkolwiek oznak życia, mając przy tym nadzieję, że czerwony punkt, który zniknął na krawędzi ziemi Christophera pojawi się znowu w jakimkolwiek innym miejscu.
- Cholera... - zaklęłam pod nosem i wystukałam kilka klawiszy na klawiaturze. Co mogłam zrobić? Byłam tu, a on był tam. Dlaczego właściwie się zgodziłam? Przecież od początku wiedziałam, że to zły pomysł.
Wstałam od ekranów i zajrzałam przez zasłony za okno. Zbliżał się wieczór, a Hiro jak nie było, tak nie ma. Słońce stawało się coraz bardziej pomarańczowe, jakby roztapiało się pod wpływem własnego gorąca. Nie wiem, co próbowałam dojrzeć na niebie. Może Hiro lecącego wśród przestworzy? Z logicznego punktu widzenia przecież nie byłby tak głupi, by lecieć nad nieznanym miastem. Ludzie wnet by go dostrzegli.
Zasłoniłam okno i stanęłam na środku pokoju. Moje ręce zaczęły przeraźliwie drżeć, a ja sama nie wiedziałam, co mam robić. Po prostu wpadłam w panikę. GoGo, opanuj się, słyszałam w głowie swój własny głos. Wiedziałam, że muszę zachować zimną krew, ale myśl, że Hiro znów znalazł się w pobliżu niebezpiecznego i wpływowego człowieka, nie napawała nadzieją.
- GoGo, myśl - wmawiałam sobie, podbiegając do najbliższego komputera. Po pierwsze muszę sprawdzić, czy jestem sama.
Zajrzałam do pierwszego laptopa, ale nic się w nim nie zmieniło. Nasz sprzęt był więc bezpieczny. Po drugie sprawdziłam dom Christophera, ale tu również nie zaszły żadne zmiany. Nawet Christopher dalej przesiadywał w swoim biurze. W końcu sprawdziłam pozostałe trzy monitory, ale tam również nie zauważyłam niczego podejrzanego. Co jest grane? - myślałam, marszcząc brwi.
Wtem usłyszałam ciche stukanie do drzwi i majstrowanie przy zamku. Wpatrując się przerażonym wzrokiem w białe, grube drzwi, sięgnęłam do stojącego najbliżej fotela po broń Hiro. Chwyciłam pewnie pistolet, choć doskonale wiedziałam, że nie umiałam strzelać. Byłam na strzelnicy tylko jeden raz w życiu i to głównie za sprawą Ithaniego.
Odbezpieczyłam broń i stanęłam naprzeciwko wejścia. Rzucałaś dyskami, powtarzałam sobie. Dasz sobie radę z prostym pistoletem. Ktoś odblokował zamek i szybko otworzył drzwi.
W ostatniej chwili powstrzymałam się przed strzałem, gdy w progu stanął Hiro. Na mój widok stanął jak wryty i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, jakby naprawdę uwierzył, ze jestem w stanie w niego strzelić.
- Spokojnie... - wyszeptał, a ja odetchnęłam głośno i opuściłam broń. - To tylko ja.
- Hiro - jęknęłam, gdy chłopak umiejętnie zamknął przekształcone przez niego drzwi. Zanim zdążył odpowiedzieć, rzuciłam się w jego stronę, wpadając w jego rozłożone dla mnie ramiona. - Nie rób mi tak nigdy więcej... - powiedziałam z gniewem w głosie, ściskając go z całej siły. Czułam niewyrażoną ulgę, że był tutaj, cały i zdrowy.
Hiro objął mnie troskliwie i pocałował w policzek.
- Wszystko w porządku, Go, udało się - odparł, gdy wreszcie go puściłam. Spojrzałam mu w oczy i miałam ochotę go uderzyć za to, że tak mnie nastraszył. Przecież mógł mi to powiedzieć. Mógł mi dać jakikolwiek znak, że żyje i czuje się dobrze, ale wolał, żebym najadła się strachu na myśl o tym, gdzie się teraz znajduje i czy nic mu nie zagraża.
- Co ty sobie myślałeś?! - wykrzyknęłam, odpychając go od siebie mocno, choć zaledwie przed chwilą go do siebie przytulałam. - Że zrobisz mi niespodziankę?
- Wszystko poszło tak sprawnie, ze nie było sensu nadawać ci sygnał - odparł wystraszony, wpatrując się we mnie z szokiem. Wyglądał, jakby dziwiła go moja reakcja. Typowe...
- Nie było sensu? - spytałam z niedowierzaniem. - Poważnie? Tylko tyle masz mi do powiedzenia po tym jak prawie umarłam ze strachu?!
Hiro zamiast tłumaczenia się, po prostu się uśmiechnął, jakby moje słowa wywołały w nim rozbawienie. Poczułam tym większą chęć nakrzyczenia na niego, chociaż obiecałam sobie, że po ostatnim razie będę panowała nad moimi emocjami. Najwyraźniej przy moim chłopaku było to awykonalne.
Już szykowałam dodatkową porcję skarg i pretensji, gdy Hiro chwycił mnie niepostrzeżenie za talię i przyciągnął do siebie, całując w taki sposób, jakby chciał mnie tym gestem uciszyć. Miałam do niego słabość. Nie dość, że cudownie całował, to jeszcze był przy tym niesamowicie czuły, jakby chciał mi tym gestem pokazać jak bardzo mu na mnie zależy.
Odsunął się nagle w momencie, kiedy moje usta zaczęły domagać się więcej. Zawsze tak robił, jakby czekał na moment, gdy moje emocje do niego się spotęgują, po czym znikał, obserwując mnie z zainteresowaniem swoimi spragnionymi oczami.
Uniosłam brwi, ale Hiro nie wypuścił mnie z objęć. Wciąż był bardzo blisko.
- Kocham cię, nerwusie - wyszeptał, całując mnie w pobliżu ucha. Uśmiechnęłam się mimowolnie, wplatając rękę w jego gęste, czarne włosy.
Honey
Ranek zapowiadał się naprawdę pięknie. Na drzewach pojawiały się pączki, a wśród traw małe kwiaty, które wyciągały się do góry w poszukiwaniu słabych promieni słońca. Nareszcie nadeszła wiosna.
Jednak najbardziej niesamowicie wyglądały o tej porze roku kwitnące pączki wiśni, z których znana była cała Japonia. Będąc małą dziewczynką często przeglądałam książki z różowymi kwiatami, które przyciągały mnie swoim pięknem. Wtedy jeszcze marzyłam, by zostać księżniczką i odnaleźć swojego księcia z lśniąca koroną na głowie, ale w życiu bym nie przypuszczała, że w tych kolorowych ilustracjach książek dla dzieci czaiła się potajemnie moja przyszłość. Księcia rzeczywiście odnalazłam, ale go straciłam. Pozostała mi więc tylko wiara, że kiedyś księżniczka powróci do swojego zamku w stolicy piękna Europy.
Spacerowałyśmy z Charlotte po miejskim parku, przyglądając się subtelnej i jasnej florze Japonii. Zauważyłam, że piękno to było coś, co w dalszym ciągu potrafiło połączyć mnie i moją zbuntowaną siostrę. Od małego uwielbiała sztukę, a widok wiosennych kwiatów po prostu ją zachwycał. Od rana szkicowała najładniejsze okazy, jakby zbierała je w swoim szkicowniku na później.
- Myślisz, że Hiro i GoGo dadzą radę odzyskać nasze pieniądze? - zapytała nagle, gdy delikatne muśnięcie wiatru poderwało jej jasne loki.
Spojrzałam na nią w przypływie szoku i prawie upuściłam torebkę. Od czasu ich wyjazdu czekałam na jakąkolwiek wiadomość, ale wiedziałam również, że będą ostrożni i że znajdując się tak blisko Christophera, na pewno się ze mną nie skontaktują.
- Nie znam odważniejszej dwójki - przyznałam, uśmiechając się lekko do mojej siostry. Mówiłam prawdę. GoGo i Hiro przeżyli więcej niż ktokolwiek, kogo znam, dlatego nie miałam wątpliwości, że są w stanie naprawić mój błąd.
A mimo to nękały mnie wyrzuty sumienia. To moja wina, że zaufałam Christopherowi. GoGo i Hiro nie mieli nic z tym wspólnego - a jednak chcieli mi pomóc. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zasłużę na takich przyjaciół.
- Hiro jest młodszy od GoGo... prawda? - spytała Lotty. Jej brew powędrowała do góry, co robiła zawsze, gdy siostra pytała mnie o chłopaków. Tym razem jednak jej celem stali się moi przyjaciele.
- Tak, o dwa lata. - odpowiedziałam, rzucając okruchy chleba nadpływającym łabędziom. Staw zalśnił srebrem między ich sylwetkami.
- Ciężko to zauważyć - Lotty wzruszyła obojętnie ramionami, jakby temat moich przyjaciół ją znudził. Byłam jednak w błędzie, bo po dłuższej chwili znów spytała: - Skąd się znacie?
- Ja i GoGo poznałyśmy się przed studiami. - powiedziałam znudzonym głosem, rzucając kawałek prosto w dziób jakiegoś łabędzia. Spojrzałyśmy po sobie z Charlotte i wybuchnęłyśmy śmiechem, widząc jak ptak próbuje rozdrobnić pokarm na mniejsze porcje. Bez pomocy wody było mu o wiele trudniej.
- A Hiro? - spytała Charlotte.
- Z Hiro poznał mnie jego brat, Tadashi... - powiedziałam, ale nagle zamilkłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że Lotty kompletnie nie wie, kim był dla mnie przystojny Azjata, którego poznałam na wymianie. Moja siostra należała do uważnych osób i od razu zauważyła moją minę, a że była wścibska, to wiedziałam, że to pytanie prędzej czy później padnie.
- Kim był dla ciebie ten Tadashi? Już kilka razy wspominałaś jego imię, ale nigdy mi nic o nim nie mówiłaś. Nie pisałaś o nim w listach...
Rzuciłam ostatni kawałek pieczywa do stawu i obróciłam się z zamiarem odejścia. Nie wiem, co mną kierowało, ale przeczuwałam, że jeżeli rozmowa pójdzie za daleko, to rozpłacze się przy Charlotte.
- Margo! - wykrzyknęła za mną Charlotte, zostawiając resztki pieczywa przy brzegu. Nie musiałam się obracać, by słyszeć jej kroki, gdy za mną biegła. - Margo, przepraszam...
Nie zdążyła dokończyć, bo wtem wpadłam na jakiegoś przechodnia. Zachwiałam się na moich wysokich butach i byłabym upadła, gdyby nieznajomy nie chwycił mnie za rękę i nie pociągnął w swoją stronę.
Moim oczom ukazał się wysoki skośnooki mężczyzna o uważnych, czarnych oczach i wydatnych kościach policzkowych. Przez moment naprawdę myślałam, że to Tadashi, ale moje nadzieje prysły, gdy nieznajomy się uśmiechał. Nikt nie był w stanie odwzorować uśmiechu Tadashiego. Nawet jego młodszy brat.
- Przepraszam - mruknęłam, a nieznajomy zawahał się i puścił moją dłoń.
- Nie, to ja przepraszam... - powiedział uprzejmie. - Powinienem patrzeć, gdzie idę.
Charlotte stanęła obok i spojrzała na nas z zainteresowaniem. Wiedziałam, co chodzi jej po głowie.
- Coś się stało? - zapytał mężczyzna, patrząc wprost w moje zaszklone oczy.
- Nie, nie ja... - zaczęłam, ale przerwała mi moja siostra.
- Chłopak z nią zerwał - powiedziała, zwracając się do nieznajomego. - Próbowałam ją przekonać, że to palant, ale mnie nie słucha. Właśnie radziłam jej, żeby poznała kogoś nowego, by o nim zapomnieć i wtem pojawił się pan - rzuciła, wskazując na niego z zaskoczeniem. - Niewiarygodne...
- Naprawdę? - spytał Azjata, wpatrując się we mnie z uśmiechem, w którym kryło się współczucie. Otworzyłam usta, ale nie wiedziałam, co mam powiedzieć. A moja siostra szła w zaparte, kontynuując swoją lawinę kłamstw.
- Dosłownie spadł nam pan z nieba - wzruszyła ramionami, uśmiechając się do niego niewinnie. Och, Charlotte...
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Dosłownie odjęło mi mowę. Byłam w szoku, że Lotty okazała się taką manipulatorką, a do tego ten mężczyzna był gotów pójść za jej sztuczką z czystej uprzejmości. No pięknie...
- To wcale nie... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Cóż, myślę, że w tej sytuacji chyba jestem winny pani kawę - uznał onieśmielony, spoglądając to na mnie, to na moją okropną młodsza siostrę. - O ile oczywiście się pani zgodzi... Nie należy ignorować przeznaczenia.
Lotty spojrzała na mnie z pewną siebie miną, a ja przyrzekłam sobie, że jej za to nie ukarzę... nie przy nieznajomym.
- Jestem Margo - przedstawiłam się, wyciągając do mężczyzny dłoń. Azjata ujął ją delikatnie i nachylił się, by ją pocałować. Dosłownie czułam ekscytację Charlotte, która gęstniała między nami jak gaz gotowy do podpałki.
- Seyako - odpowiedział, patrząc na mnie swoimi czarnymi jak noc oczami.
Heloou! Jak Wam się podoba taki model 3x1??
Ten rozdział miał być krótszy, ale postanowiłam dodać osobę Honey, w końcu to, co dzieje się w San Fransokyo też jest ważne :P
Co myślicie?
~Just
2/20/2017
Podróż do Stanów
https://www.youtube.com/watch?v=w-ySee0oLNs
Otworzyłem moją walizkę przed GoGo i ukazałem jej rzędy starannie poukładanych naboi, które zdołałem wytworzyć zaledwie od przedwczoraj. GoGo przykucnęła obok mnie i ujęła naboje z taką delikatnością, jakby się bała, że zaraz się rozlecą.
Przyglądałem się jej w skupieniu. Wyglądała jak zwykle niesamowicie. Miała na sobie czarną bluzę, opinającą jej wąskie, potulne ramiona i proste dresy, a pomimo to nie mogłem się jej napatrzyć. Przysunąłem się bliżej niej i schowałem kosmyk jej czarnych, prostych włosów za ucho.
GoGo spojrzała na mnie swoimi czujnymi oczami i uśmiechnęła się ledwie zauważalnie, odkładając naboje.
- Miałeś zajęcie przez te dwa dni - mruknęła, unikając mojego spojrzenia. Od wczorajszej sytuacji niewiele rozmawialiśmy. Przeczuwałem, że GoGo nie do końca aprobowała to, co zrobiłem wtedy w banku, albo po prostu dotarła do niej świadomość, co czeka nas w Stanach.
Westchnąłem cicho i przejechałem dłonią po jej karku, głaszcząc ją w niemej ciszy. GoGo nie reagowała.
- Zaniedbuję cię ostatnio, co? - spytałem, a GoGo spojrzała na mnie i zmarszczyła brwi.
- Skąd... - zaczęła, ale jej oczy nagle posmutniały. Wiedziałem, że trafiłem w sedno. - Po prostu... za dużo ostatnio się dzieje. Chciałabym odpocząć. Naprawdę tego potrzebuję...
GoGo dotknęła dłońmi swojego karku i wygięła w tył głowę, jakby dokuczał jej ból pleców. Nie dziwiłem się jej. Od czasu mojego porwania nie miała chwili spokoju. A to warsztat, odwiedzanie mnie (choć wcale jej o to nie prosiłem, wiedząc, że jest zapracowana), problemy z Emmą, kłopoty finansowe Honey i jeszcze ten cały Christopher. Nie wiem, jakim cudem udawało jej się mieć nad wszystkim kontrolę.
- Kiedy wrócimy ze Stanów, to coś wymyślimy - obiecałem jej. GoGo nie obróciła głowy, jedynie jej wargi ułożyły się w uśmiech. - O ile jeszcze nie masz mnie dosyć - dodałem zaczepnie.
GoGo natychmiast usiadła prosto i spojrzała mi w oczy, unosząc przy tym swoją wąską brew.
- Dosyć? - parsknęła swoim złośliwym tonem, ale szybko go porzuciła, łagodniejąc. - A ciebie można mieć dosyć, Hiro?
Roześmiałem się pod nosem, głównie z tego względu, że nie wierzyłem w jej słowa. Nachyliłem się i pocałowałem delikatnie jej usta, ciesząc się na samą myśl o naszym wyjeździe.
Całe szczęście, że takie "wypady" w Instytucie były możliwe. Studentów traktowano indywidualnie, więc wszelkie opcje nauki mobilnej były traktowane alternatywnie. Gdyby nie nagrania z wykładów, rozmowy przez internet z moimi nauczycielami i masa notatek nadesłana mi przez pomocnych kolegów z roku, na pewno nie zdołałbym nadrobić materiału z okresu mojego porwania. Całe szczęście, udało mi się to zrobić w szybkim tempie.
Spakowanie się zajęło nam jakąś godzinę, a samolot mieliśmy o godzinie dwunastej w południe. Ciocia Cass początkowo stękała, gdy usłyszała, że planuję wyjazd sam na sam z GoGo, patrząc na mnie podejrzliwie, jakbym miał co do GoGo niecne zamiary, ale w końcu odpuściła, rzucając mi tylko radę, żebym był ostrożny. Dzięki ciociu, jesteś nader delikatna w takich sprawach.
Baymax przysłuchiwał się tej dyskusji z rosnącym zaciekawieniem. Chyba był równie zdziwiony jak ja, że ciocia w ogóle nie ma nic przeciwko mojej podróży na drugi kontynent - zwłaszcza, że miesiąc temu zostałem porwany i torturowany. Na samą myśl czułem na plecach ciarki.
- Naprawdę chcecie pomóc Honey - zauważył Baymax, gdy zostaliśmy sami w pokoju. Sprawdziłem wiadomości w telefonie, upewniając się, że GoGo nic do mnie nie napisała, i spojrzałem na niego z zaskoczeniem.
- Jasne, że tak - powiedziałem wprost. - Przecież to nasza przyjaciółka.
Baymax przeszedł pół pokoju, aż do okna. Na miejscu obrócił się i spojrzał na mnie jak ktoś znacznie starszy.
- Wcale nie chodzi o to, że chcesz spędzić więcej czasu z GoGo? - zapytał zagadkowo przyjaciel, a ja poczułem jak moje policzki nabierają rumieńców.
- To przy okazji - odparłem skromnie, a Baymax poruszył się nerwowo.
- Hiro - zaczął robot, przyglądając mi się uważnie. - Znam cię najlepiej i wiem, kiedy kłamiesz.
Westchnąłem ciężko i usiadłem na łóżku, naprzeciw robota.
- Baymax. Honey ma problem. Nie zamierzam stać bezczynnie i się temu przyglądać. - odpowiedziałem szczerze. Nie wiedziałem, czemu Baymax mi nie wierzył.
- Ale nie lecimy do Stanów całą szóstką - zauważył. I tu mnie miał. Nie wiedziałem, co mam na to odpowiedzieć.
- Honey... - zacząłem, nie wiedząc czy obieram dobrą pozycję obrony. - Honey nie może zostawić siostry. Fred ma studia...
- Tak jak wy wszyscy - dodał Baymax.
- Wasabi ostatnio coraz częściej spotyka się z Carry... - kontynuowałem, starając się zachować cierpliwość.
- Tak jak ty z GoGo - powiedział Baymax, a ja nie wytrzymałem.
- I co z tego, że spotykam się z GoGo? - spytałem podniesionym głosem. - Przecież nie robimy nic złego, a ty powinieneś wiedzieć najlepiej, jak bardzo mi na niej zależy.
- Chcę tylko, żebyś był pewny tego, czego chcesz, Hiro - odparł spokojnie Baymax. - Może się okazać, że związek z GoGo cię przytłoczy.
- Sugerujesz coś? - spytałem podstępnie. Nie miałem już siły na kłótnie z przyjacielem. Dobrze wiedziałem, co mi sugeruje i byłem pewien tego, że się myli. Kochałem GoGo i tylko to się dla mnie liczyło.
- Kompletnie nic, po prostu to przemyśl - rzucił robot przyciszonym głosem i wyszedł z pokoju. Byłem wstrząśnięty tym, co usłyszałem, dopóki nie pojąłem, że Baymax jest zazdrosny. Zawsze to my tworzyliśmy zgraną ekipę, a teraz duet Baymax-Hiro zmienił się na GoGo-Hiro i mój przyjaciel najprawdopodobniej nie może tego znieść.
Byłem w szoku, jak daleko posunęły się jego receptory, by robot odczuwał zazdrość - przecież to takie ludzkie uczucie...
Przylecieliśmy na miejsce około godziny pierwszej w nocy. GoGo ponad pół drogi przespała, a ja czytałem książkę i spoglądałem na nią co jakiś czas. Spokojny oddech dziewczyny sprawiał, że czułem się o wiele bardziej odprężony niż dzięki czytaniu. Gdy stewardessa powiadomiła nas o nadchodzącym lądowaniu, z niezadowoleniem postanowiłem ją obudzić.
- Go, wstawaj - wyszeptałem, całując ją w czoło. GoGo uchyliła lekko powieki i zamrugała gwałtownie, rozglądając się dokoła, jakby nie do końca wiedziała, gdzie się znajduje.
- Już jesteśmy? - spytała, ziewając. Chyba jeszcze nigdy nie wyglądała tak słodko.
- Tak - roześmiałem się. - Zaraz będziemy lądować.
GoGo zebrała pospiesznie swoje rozwalone słuchawki, które leżały pod jej siedzeniem i zwinęła je w ciasny kłębek, spoglądając co rusz przez okno, przy którym siedziała.
- Jak myślisz, jak będzie w Stanach? - spytała mnie, patrząc mi z niepokojem w oczy. Ja czułem się spokojny tak długo, jak długo ona przy mnie była.
- Nie wiem tego - przyznałem skromnie. - Ale nie sądzę, żebyśmy się tam czuli niekomfortowo.
GoGo w odpowiedzi posłała mi uśmiech i do końca naszej podróży wypatrywała przez okno śladów miast Luizjany. Mieliśmy szczęście, że od lotniska do willi Christophera dzieliło nas zaledwie kilka godzin drogi, inaczej mielibyśmy utrudnione zadanie.
Bez problemu znaleźliśmy wygodny hotel na skraju Nowego Orleanu i zakwaterowaliśmy się w recepcji. Uznaliśmy, że oddzielne pokoje byłyby pomysłem najgłupszym z możliwych, biorąc pod uwagę nasz sprzęt i to, że rozdzieleni bylibyśmy łatwiejszym celem. Woleliśmy nie zwracać na siebie uwagi, zrobić swoje i wyjechać, zanim ktokolwiek zdąży się zorientować, co stało się z Christopherem.
Recepcjonista podał nam klucz z poufnym uśmiechem, po czym wprowadził dane do swojego systemu.
Nasz pokój znajdował się na czwartym piętrze, więc zgodnie z planem nikt nie powinien nam przeszkadzać. Zdołałem zauważyć, że niechętnie udostępniali górne pokoje, jakby coś tam ukrywali.
Po wejściu do środka, przyłożyłem do zamka mały dysk, nie większy od mojej dłoni, który automatycznie zatrzasnął drzwi. Nie mogliśmy pozwolić, by ktoś choćby próbował przeszukać nasze rzeczy.
- Go, sprawdź czy w środku nie ma kamer - poleciłem, sam przechodząc do okien. GoGo kiwnęła głową i wykonała posłusznie polecenie, a ja zamontowałem w oknach żaluzje, które łamały działanie noktowizorów - tak na wszelki wypadek.
- Znalazłam jedną - usłyszałem z sypialni i po chwili GoGo wróciła z czarnym ustrojstwem w dłoniach. Nie miałem pojęcia, jakim cudem rozwaliła kamerkę bez żadnego przyrządu.
- Dobra robota - przyznałem, zeskakując z parapetu. - To powinno pomóc - raczej nas nie namierzą.
- Myślisz, że ktoś może próbować? - spytała dziewczyna, marszcząc swoje ciemne brwi.
- Jesteśmy agentami, Go - odpowiedziałem, wzruszając ramionami. - Mogą mieć nas na oku. Poza tym lepiej, żebyśmy byli ostrożni.
- Myślisz, że FBI ma nasze dane? - dodała z zaskoczeniem GoGo. - Raczej nie powinni być zainteresowani naszym położeniem, skoro nawet Agenda nie powinna wiedzieć o naszych planach...
Spojrzałem na GoGo i uniosłem brwi, zastanawiając się, skąd przypuszczenie, że FBI może mieć nas na oku. Może należeliśmy do japońskiej rządowej instytucji, ale to nie oznacza, że powinni nas szukać amerykańscy agenci - zwłaszcza, że jeszcze nic nie przeskrobaliśmy. A poszukiwanie amerykańskiego mafioza się nie liczy.
- Chodzi o Maysona, tak? - zapytała GoGo, podchodząc do mnie. Nie musiałem ukrywać, że przez sposób, w jaki się poruszała, nie mogłem się skupić na naszym zadaniu. - Boisz się, że coś nie pójdzie po twojej myśli?
Zapatrzyłem się w podłogę, nie wiedząc, co mam jej odpowiedzieć. Chciałem po prostu załatwić sprawę z Christopherem i wyjechać. W sprawie Maysona zaślepiła mnie własna pycha i popełniłem bardzo prosty błąd - zbliżyłem się zanadto do celu. Nie chciałem, by cokolwiek z zewnątrz wpłynęło na naszą wyprawę. Tym bardziej, że nie byłem sam - ochrona GoGo była dla mnie sprawą najwyższej wagi. Gdyby coś jej się stało, nigdy bym sobie nie wybaczył...
GoGo podeszła do mnie i złączyła ręce za moim karkiem w czułym uścisku. Nim się spostrzegłem, już mnie całowała, nie siląc się nawet na delikatność. To plus pobyt sam na sam w hotelowym pokoju nie pomagał przy mojej obecnej sytuacji i próbie ogarnięcia moich zbyt silnych uczuć wobec dziewczyny.
- Nie martw się - wyszeptała, patrząc mi w oczy. Zmrużyłem moje własne, nie mogąc zapanować nad rozchwianymi emocjami. - Teraz już nikt mi cię nie zabierze...
Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją czule w policzek.
- A ja nie pozwolę nikomu nas rozdzielić - dodałem, patrząc jej w oczy.
- To co? - spytała, zacierając ręce. - Czas wziąć się do pracy...
- Potrafisz zepsuć każdą chwilę - zaśmiałem się, gdy GoGo przykucnęła przy naszych walizkach. Wyglądała na rozbawioną.
- Niczego nie psuję - zaprzeczyła, wzruszając ramionami. - Ja po prostu nie pozwalam jej trwać - powiedziała, mrugając do mnie.
Siedzieliśmy na podłodze w otoczeniu pięciu laptopów, które obserwowały kolejno system ochrony, osoby znajdujące się w willi Christophera, służby w okolicach, najkrótszą drogę stąd do miejsca docelowego i hotel, który obecnie zamieszkiwaliśmy.
GoGo dziwiła się, jakim cudem udało mi się wedrzeć i dokładnie zbadać willę Christophera, znajdywawszy się kilkadziesiąt staj od budynku. Najwyraźniej nie przewidziała drobnego faktu, że nauka była dla mnie chlebem powszednim.
- Dobra, jeszcze raz - powiedziała GoGo, zasłaniając usta przy ziewaniu. - Co o nim wiemy?
Spojrzałem na laptop, na którym niebieskie linie przedstawiały ściany i fundamenty budynku, a czerwone plamy strażników ochrony, pokojówki oraz samą osobę Christophera.
- Christopher Clark. Lat czterdzieści dziewięć. Przedsiębiorca i właściciel spółek MikroWay i ElectroHigh... - wyliczałem sennie.
- Urodzony w Paryżu - dodała GoGo.
- To w niczym nam nie pomaga, Go - rzuciłem rozzłoszczony, wstając. - Musimy znać jego słabe strony, rachunek bankowy, wady i zwyczaje...
- Nie możemy obserwować go w nieskończoność - odpowiedziała spokojnie GoGo. - Poza tym myślę, że jeżeli ma w zanadrzu dwie spółki, to niezbyt chętnie pokaże swoje słabe strony...
Usiadłem pod ścianą rozzłoszczony i wciąż wpatrywałem się w pięć ekranów, mając nadzieję, że uda mi się zauważyć coś istotnego. GoGo odetchnęła i wstała, rzucając coś pod nosem o kąpieli i ruszyła w kierunku łazienki. Widziałem, że była zmęczona podróżą, dlatego obiecałem sobie, że tę sprawę rozgryzę sam.
Minuty mijały, a mój wzrok zatrzymał się na czerwonych plamach, które oznaczały znajdujących się w willi ludzi. Dwójka stojąca równolegle przy wejściu musiała być ochroniarzami, wyliczałem w głowie. Jedna z osób nie odchodziła ze swojego miejsca, które prawdopodobnie musiało być kuchnią, łatwo więc poznałem, że musi to być kucharka. Dalej cztery spacerujące osoby, to pewnie również ochroniarze. Poza tym co jakiś czas pojawiali się klienci, wchodzący przez główne wejście - Christopher miał w zwyczaju przyjmować gości w swoim biurze. Stąd też poznałem, że czerwona plama znajdująca się w jego gabinecie musiała być właśnie nim.
- Gdybym tylko miał jakiś podsłuch... - zastanawiałem się po cichu.
Zerknąłem ciekawie do otwartej walizki, w której znajdowało się około piętnastu pluskw wykonanych przez GoGo ubiegłego lata. Naprawdę wolałem nie pytać, w jakim celu je skonstruowała, ale miałem nadzieję, że ani jedna nie znajdowała się w moim pokoju.
Gdybym mógł dostać się do domu Christophera i zamontować podsłuchy, myślałem, przełączając ekran na widok od strony ogrodu. Zauważyłem coś dziwnego. Z tej strony jedyną osobą, która się poruszała musiał być koleś od czyszczenia basenów. Żadnych ochroniarzy? Przecież piętro wyżej znajdowała się sypialnia Christophera...
Przejrzałem jeszcze raz wszystko, co wiedziałem o tym domu - zabezpieczenia, kody antywłamaniowe, które udało mi się rozgryźć. Jednak cały czas do głowy powracała mi myśl o ogrodzie. Wystarczyło tylko wspiąć się po ścianie... Basenowy przecież nie pracował cały czas. Wystarczyło tylko wychwycić moment, w którym skończyłby pracę.
- Znalazłeś coś? - zapytała mnie GoGo, wychodząc z łazienki. Miała na sobie luźne spodnie dresowe i bokserkę, a na jej ramionach spoczywał ręcznik, na który skapywała woda z jej mokrych włosów.
- Nie do końca - odparłem, skupiając się z powrotem na monitorach. GoGo przykucnęła obok i zerknęła na ekran, na który aktualnie patrzyłem.
- Masz jakiś plan - powiedziała na głos. Gdy się obróciłem, zauważyłem, że musiała mi się przyglądać.
- Może... - zawahałem się i poczułem jak na ustach mojej dziewczyny pojawia się uśmiech. - Ale to jeszcze nic pewnego.
Mimo że było trochę po południu, czułem przytłaczające mnie zmęczenie. W Japonii pewnie trwała noc, a nasze organizmy musiały słabo reagować na takie zmiany. Spojrzałem na GoGo i zauważyłem, że mruży oczy, patrząc na dane na komputerach.
- Go, idź się połóż - poprosiłem cicho, całując ją w policzek. - Dam radę sam.
- Tobie bardziej przyda się odpoczynek - odparła, klikając kilka przycisków naraz na klawiaturze. Złapałem ją za rękę i zmusiłem, by skupiła się na mnie.
- Nalegam - dodałem, patrząc jej w oczy. GoGo westchnęła głośno i pokręciła głową, ale ku mojemu zdumieniu chyba mnie posłuchała, bo wstała i ruszyła w kierunku sypialni.
- Tylko nie siedź nad tym za długo - poprosiła w progu, rzucając mi pogodny uśmiech. Skinąłem głową i wróciłem do swoich zajęć. Chętnie wypiłbym kawę, pomyślałem. Albo dwie.
Przepraszam :o tak bardzo Was przepraszam!
Przyznam, że nieco olałam tego bloga, ale nie mam warunków do pisania, niestety (tak to jest jak ma się rozpieszczonego brata który nonstop ogląda telewizję w twoim pokoju i nic nie możesz z tym zrobić), więc muszę ratować się nielicznym czasem, jaki mam. Staram się jednak to nadrabiać, ale uwierzcie mi, że mimo że jestem teraz w czasie ferii w domu i teoretycznie mam warunki do pisania, to wcale tego nie czuję :/
Potrzebuję jakiś sposobów na zrelaksowanie się, a jedyne na razie co przychodzi mi na myśl, to jakieś rekolekcje :P
Trzymajcie kciuki, żeby Just się nieco ogarnęła ze swoim pokręconym życiem, bo wierzcie czy nie, ale moich rysunków też nie daję rady kończyć z powodu braku spokoju.
Mimo to Was kocham :* Just
Otworzyłem moją walizkę przed GoGo i ukazałem jej rzędy starannie poukładanych naboi, które zdołałem wytworzyć zaledwie od przedwczoraj. GoGo przykucnęła obok mnie i ujęła naboje z taką delikatnością, jakby się bała, że zaraz się rozlecą.
Przyglądałem się jej w skupieniu. Wyglądała jak zwykle niesamowicie. Miała na sobie czarną bluzę, opinającą jej wąskie, potulne ramiona i proste dresy, a pomimo to nie mogłem się jej napatrzyć. Przysunąłem się bliżej niej i schowałem kosmyk jej czarnych, prostych włosów za ucho.
GoGo spojrzała na mnie swoimi czujnymi oczami i uśmiechnęła się ledwie zauważalnie, odkładając naboje.
- Miałeś zajęcie przez te dwa dni - mruknęła, unikając mojego spojrzenia. Od wczorajszej sytuacji niewiele rozmawialiśmy. Przeczuwałem, że GoGo nie do końca aprobowała to, co zrobiłem wtedy w banku, albo po prostu dotarła do niej świadomość, co czeka nas w Stanach.
Westchnąłem cicho i przejechałem dłonią po jej karku, głaszcząc ją w niemej ciszy. GoGo nie reagowała.
- Zaniedbuję cię ostatnio, co? - spytałem, a GoGo spojrzała na mnie i zmarszczyła brwi.
- Skąd... - zaczęła, ale jej oczy nagle posmutniały. Wiedziałem, że trafiłem w sedno. - Po prostu... za dużo ostatnio się dzieje. Chciałabym odpocząć. Naprawdę tego potrzebuję...
GoGo dotknęła dłońmi swojego karku i wygięła w tył głowę, jakby dokuczał jej ból pleców. Nie dziwiłem się jej. Od czasu mojego porwania nie miała chwili spokoju. A to warsztat, odwiedzanie mnie (choć wcale jej o to nie prosiłem, wiedząc, że jest zapracowana), problemy z Emmą, kłopoty finansowe Honey i jeszcze ten cały Christopher. Nie wiem, jakim cudem udawało jej się mieć nad wszystkim kontrolę.
- Kiedy wrócimy ze Stanów, to coś wymyślimy - obiecałem jej. GoGo nie obróciła głowy, jedynie jej wargi ułożyły się w uśmiech. - O ile jeszcze nie masz mnie dosyć - dodałem zaczepnie.
GoGo natychmiast usiadła prosto i spojrzała mi w oczy, unosząc przy tym swoją wąską brew.
- Dosyć? - parsknęła swoim złośliwym tonem, ale szybko go porzuciła, łagodniejąc. - A ciebie można mieć dosyć, Hiro?
Roześmiałem się pod nosem, głównie z tego względu, że nie wierzyłem w jej słowa. Nachyliłem się i pocałowałem delikatnie jej usta, ciesząc się na samą myśl o naszym wyjeździe.
Całe szczęście, że takie "wypady" w Instytucie były możliwe. Studentów traktowano indywidualnie, więc wszelkie opcje nauki mobilnej były traktowane alternatywnie. Gdyby nie nagrania z wykładów, rozmowy przez internet z moimi nauczycielami i masa notatek nadesłana mi przez pomocnych kolegów z roku, na pewno nie zdołałbym nadrobić materiału z okresu mojego porwania. Całe szczęście, udało mi się to zrobić w szybkim tempie.
Spakowanie się zajęło nam jakąś godzinę, a samolot mieliśmy o godzinie dwunastej w południe. Ciocia Cass początkowo stękała, gdy usłyszała, że planuję wyjazd sam na sam z GoGo, patrząc na mnie podejrzliwie, jakbym miał co do GoGo niecne zamiary, ale w końcu odpuściła, rzucając mi tylko radę, żebym był ostrożny. Dzięki ciociu, jesteś nader delikatna w takich sprawach.
Baymax przysłuchiwał się tej dyskusji z rosnącym zaciekawieniem. Chyba był równie zdziwiony jak ja, że ciocia w ogóle nie ma nic przeciwko mojej podróży na drugi kontynent - zwłaszcza, że miesiąc temu zostałem porwany i torturowany. Na samą myśl czułem na plecach ciarki.
- Naprawdę chcecie pomóc Honey - zauważył Baymax, gdy zostaliśmy sami w pokoju. Sprawdziłem wiadomości w telefonie, upewniając się, że GoGo nic do mnie nie napisała, i spojrzałem na niego z zaskoczeniem.
- Jasne, że tak - powiedziałem wprost. - Przecież to nasza przyjaciółka.
Baymax przeszedł pół pokoju, aż do okna. Na miejscu obrócił się i spojrzał na mnie jak ktoś znacznie starszy.
- Wcale nie chodzi o to, że chcesz spędzić więcej czasu z GoGo? - zapytał zagadkowo przyjaciel, a ja poczułem jak moje policzki nabierają rumieńców.
- To przy okazji - odparłem skromnie, a Baymax poruszył się nerwowo.
- Hiro - zaczął robot, przyglądając mi się uważnie. - Znam cię najlepiej i wiem, kiedy kłamiesz.
Westchnąłem ciężko i usiadłem na łóżku, naprzeciw robota.
- Baymax. Honey ma problem. Nie zamierzam stać bezczynnie i się temu przyglądać. - odpowiedziałem szczerze. Nie wiedziałem, czemu Baymax mi nie wierzył.
- Ale nie lecimy do Stanów całą szóstką - zauważył. I tu mnie miał. Nie wiedziałem, co mam na to odpowiedzieć.
- Honey... - zacząłem, nie wiedząc czy obieram dobrą pozycję obrony. - Honey nie może zostawić siostry. Fred ma studia...
- Tak jak wy wszyscy - dodał Baymax.
- Wasabi ostatnio coraz częściej spotyka się z Carry... - kontynuowałem, starając się zachować cierpliwość.
- Tak jak ty z GoGo - powiedział Baymax, a ja nie wytrzymałem.
- I co z tego, że spotykam się z GoGo? - spytałem podniesionym głosem. - Przecież nie robimy nic złego, a ty powinieneś wiedzieć najlepiej, jak bardzo mi na niej zależy.
- Chcę tylko, żebyś był pewny tego, czego chcesz, Hiro - odparł spokojnie Baymax. - Może się okazać, że związek z GoGo cię przytłoczy.
- Sugerujesz coś? - spytałem podstępnie. Nie miałem już siły na kłótnie z przyjacielem. Dobrze wiedziałem, co mi sugeruje i byłem pewien tego, że się myli. Kochałem GoGo i tylko to się dla mnie liczyło.
- Kompletnie nic, po prostu to przemyśl - rzucił robot przyciszonym głosem i wyszedł z pokoju. Byłem wstrząśnięty tym, co usłyszałem, dopóki nie pojąłem, że Baymax jest zazdrosny. Zawsze to my tworzyliśmy zgraną ekipę, a teraz duet Baymax-Hiro zmienił się na GoGo-Hiro i mój przyjaciel najprawdopodobniej nie może tego znieść.
Byłem w szoku, jak daleko posunęły się jego receptory, by robot odczuwał zazdrość - przecież to takie ludzkie uczucie...
Przylecieliśmy na miejsce około godziny pierwszej w nocy. GoGo ponad pół drogi przespała, a ja czytałem książkę i spoglądałem na nią co jakiś czas. Spokojny oddech dziewczyny sprawiał, że czułem się o wiele bardziej odprężony niż dzięki czytaniu. Gdy stewardessa powiadomiła nas o nadchodzącym lądowaniu, z niezadowoleniem postanowiłem ją obudzić.
- Go, wstawaj - wyszeptałem, całując ją w czoło. GoGo uchyliła lekko powieki i zamrugała gwałtownie, rozglądając się dokoła, jakby nie do końca wiedziała, gdzie się znajduje.
- Już jesteśmy? - spytała, ziewając. Chyba jeszcze nigdy nie wyglądała tak słodko.
- Tak - roześmiałem się. - Zaraz będziemy lądować.
GoGo zebrała pospiesznie swoje rozwalone słuchawki, które leżały pod jej siedzeniem i zwinęła je w ciasny kłębek, spoglądając co rusz przez okno, przy którym siedziała.
- Jak myślisz, jak będzie w Stanach? - spytała mnie, patrząc mi z niepokojem w oczy. Ja czułem się spokojny tak długo, jak długo ona przy mnie była.
- Nie wiem tego - przyznałem skromnie. - Ale nie sądzę, żebyśmy się tam czuli niekomfortowo.
GoGo w odpowiedzi posłała mi uśmiech i do końca naszej podróży wypatrywała przez okno śladów miast Luizjany. Mieliśmy szczęście, że od lotniska do willi Christophera dzieliło nas zaledwie kilka godzin drogi, inaczej mielibyśmy utrudnione zadanie.
Bez problemu znaleźliśmy wygodny hotel na skraju Nowego Orleanu i zakwaterowaliśmy się w recepcji. Uznaliśmy, że oddzielne pokoje byłyby pomysłem najgłupszym z możliwych, biorąc pod uwagę nasz sprzęt i to, że rozdzieleni bylibyśmy łatwiejszym celem. Woleliśmy nie zwracać na siebie uwagi, zrobić swoje i wyjechać, zanim ktokolwiek zdąży się zorientować, co stało się z Christopherem.
Recepcjonista podał nam klucz z poufnym uśmiechem, po czym wprowadził dane do swojego systemu.
Nasz pokój znajdował się na czwartym piętrze, więc zgodnie z planem nikt nie powinien nam przeszkadzać. Zdołałem zauważyć, że niechętnie udostępniali górne pokoje, jakby coś tam ukrywali.
Po wejściu do środka, przyłożyłem do zamka mały dysk, nie większy od mojej dłoni, który automatycznie zatrzasnął drzwi. Nie mogliśmy pozwolić, by ktoś choćby próbował przeszukać nasze rzeczy.
- Go, sprawdź czy w środku nie ma kamer - poleciłem, sam przechodząc do okien. GoGo kiwnęła głową i wykonała posłusznie polecenie, a ja zamontowałem w oknach żaluzje, które łamały działanie noktowizorów - tak na wszelki wypadek.
- Znalazłam jedną - usłyszałem z sypialni i po chwili GoGo wróciła z czarnym ustrojstwem w dłoniach. Nie miałem pojęcia, jakim cudem rozwaliła kamerkę bez żadnego przyrządu.
- Dobra robota - przyznałem, zeskakując z parapetu. - To powinno pomóc - raczej nas nie namierzą.
- Myślisz, że ktoś może próbować? - spytała dziewczyna, marszcząc swoje ciemne brwi.
- Jesteśmy agentami, Go - odpowiedziałem, wzruszając ramionami. - Mogą mieć nas na oku. Poza tym lepiej, żebyśmy byli ostrożni.
- Myślisz, że FBI ma nasze dane? - dodała z zaskoczeniem GoGo. - Raczej nie powinni być zainteresowani naszym położeniem, skoro nawet Agenda nie powinna wiedzieć o naszych planach...
Spojrzałem na GoGo i uniosłem brwi, zastanawiając się, skąd przypuszczenie, że FBI może mieć nas na oku. Może należeliśmy do japońskiej rządowej instytucji, ale to nie oznacza, że powinni nas szukać amerykańscy agenci - zwłaszcza, że jeszcze nic nie przeskrobaliśmy. A poszukiwanie amerykańskiego mafioza się nie liczy.
- Chodzi o Maysona, tak? - zapytała GoGo, podchodząc do mnie. Nie musiałem ukrywać, że przez sposób, w jaki się poruszała, nie mogłem się skupić na naszym zadaniu. - Boisz się, że coś nie pójdzie po twojej myśli?
Zapatrzyłem się w podłogę, nie wiedząc, co mam jej odpowiedzieć. Chciałem po prostu załatwić sprawę z Christopherem i wyjechać. W sprawie Maysona zaślepiła mnie własna pycha i popełniłem bardzo prosty błąd - zbliżyłem się zanadto do celu. Nie chciałem, by cokolwiek z zewnątrz wpłynęło na naszą wyprawę. Tym bardziej, że nie byłem sam - ochrona GoGo była dla mnie sprawą najwyższej wagi. Gdyby coś jej się stało, nigdy bym sobie nie wybaczył...
GoGo podeszła do mnie i złączyła ręce za moim karkiem w czułym uścisku. Nim się spostrzegłem, już mnie całowała, nie siląc się nawet na delikatność. To plus pobyt sam na sam w hotelowym pokoju nie pomagał przy mojej obecnej sytuacji i próbie ogarnięcia moich zbyt silnych uczuć wobec dziewczyny.
- Nie martw się - wyszeptała, patrząc mi w oczy. Zmrużyłem moje własne, nie mogąc zapanować nad rozchwianymi emocjami. - Teraz już nikt mi cię nie zabierze...
Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją czule w policzek.
- A ja nie pozwolę nikomu nas rozdzielić - dodałem, patrząc jej w oczy.
- To co? - spytała, zacierając ręce. - Czas wziąć się do pracy...
- Potrafisz zepsuć każdą chwilę - zaśmiałem się, gdy GoGo przykucnęła przy naszych walizkach. Wyglądała na rozbawioną.
- Niczego nie psuję - zaprzeczyła, wzruszając ramionami. - Ja po prostu nie pozwalam jej trwać - powiedziała, mrugając do mnie.
Siedzieliśmy na podłodze w otoczeniu pięciu laptopów, które obserwowały kolejno system ochrony, osoby znajdujące się w willi Christophera, służby w okolicach, najkrótszą drogę stąd do miejsca docelowego i hotel, który obecnie zamieszkiwaliśmy.
GoGo dziwiła się, jakim cudem udało mi się wedrzeć i dokładnie zbadać willę Christophera, znajdywawszy się kilkadziesiąt staj od budynku. Najwyraźniej nie przewidziała drobnego faktu, że nauka była dla mnie chlebem powszednim.
- Dobra, jeszcze raz - powiedziała GoGo, zasłaniając usta przy ziewaniu. - Co o nim wiemy?
Spojrzałem na laptop, na którym niebieskie linie przedstawiały ściany i fundamenty budynku, a czerwone plamy strażników ochrony, pokojówki oraz samą osobę Christophera.
- Christopher Clark. Lat czterdzieści dziewięć. Przedsiębiorca i właściciel spółek MikroWay i ElectroHigh... - wyliczałem sennie.
- Urodzony w Paryżu - dodała GoGo.
- To w niczym nam nie pomaga, Go - rzuciłem rozzłoszczony, wstając. - Musimy znać jego słabe strony, rachunek bankowy, wady i zwyczaje...
- Nie możemy obserwować go w nieskończoność - odpowiedziała spokojnie GoGo. - Poza tym myślę, że jeżeli ma w zanadrzu dwie spółki, to niezbyt chętnie pokaże swoje słabe strony...
Usiadłem pod ścianą rozzłoszczony i wciąż wpatrywałem się w pięć ekranów, mając nadzieję, że uda mi się zauważyć coś istotnego. GoGo odetchnęła i wstała, rzucając coś pod nosem o kąpieli i ruszyła w kierunku łazienki. Widziałem, że była zmęczona podróżą, dlatego obiecałem sobie, że tę sprawę rozgryzę sam.
Minuty mijały, a mój wzrok zatrzymał się na czerwonych plamach, które oznaczały znajdujących się w willi ludzi. Dwójka stojąca równolegle przy wejściu musiała być ochroniarzami, wyliczałem w głowie. Jedna z osób nie odchodziła ze swojego miejsca, które prawdopodobnie musiało być kuchnią, łatwo więc poznałem, że musi to być kucharka. Dalej cztery spacerujące osoby, to pewnie również ochroniarze. Poza tym co jakiś czas pojawiali się klienci, wchodzący przez główne wejście - Christopher miał w zwyczaju przyjmować gości w swoim biurze. Stąd też poznałem, że czerwona plama znajdująca się w jego gabinecie musiała być właśnie nim.
- Gdybym tylko miał jakiś podsłuch... - zastanawiałem się po cichu.
Zerknąłem ciekawie do otwartej walizki, w której znajdowało się około piętnastu pluskw wykonanych przez GoGo ubiegłego lata. Naprawdę wolałem nie pytać, w jakim celu je skonstruowała, ale miałem nadzieję, że ani jedna nie znajdowała się w moim pokoju.
Gdybym mógł dostać się do domu Christophera i zamontować podsłuchy, myślałem, przełączając ekran na widok od strony ogrodu. Zauważyłem coś dziwnego. Z tej strony jedyną osobą, która się poruszała musiał być koleś od czyszczenia basenów. Żadnych ochroniarzy? Przecież piętro wyżej znajdowała się sypialnia Christophera...
Przejrzałem jeszcze raz wszystko, co wiedziałem o tym domu - zabezpieczenia, kody antywłamaniowe, które udało mi się rozgryźć. Jednak cały czas do głowy powracała mi myśl o ogrodzie. Wystarczyło tylko wspiąć się po ścianie... Basenowy przecież nie pracował cały czas. Wystarczyło tylko wychwycić moment, w którym skończyłby pracę.
- Znalazłeś coś? - zapytała mnie GoGo, wychodząc z łazienki. Miała na sobie luźne spodnie dresowe i bokserkę, a na jej ramionach spoczywał ręcznik, na który skapywała woda z jej mokrych włosów.
- Nie do końca - odparłem, skupiając się z powrotem na monitorach. GoGo przykucnęła obok i zerknęła na ekran, na który aktualnie patrzyłem.
- Masz jakiś plan - powiedziała na głos. Gdy się obróciłem, zauważyłem, że musiała mi się przyglądać.
- Może... - zawahałem się i poczułem jak na ustach mojej dziewczyny pojawia się uśmiech. - Ale to jeszcze nic pewnego.
Mimo że było trochę po południu, czułem przytłaczające mnie zmęczenie. W Japonii pewnie trwała noc, a nasze organizmy musiały słabo reagować na takie zmiany. Spojrzałem na GoGo i zauważyłem, że mruży oczy, patrząc na dane na komputerach.
- Go, idź się połóż - poprosiłem cicho, całując ją w policzek. - Dam radę sam.
- Tobie bardziej przyda się odpoczynek - odparła, klikając kilka przycisków naraz na klawiaturze. Złapałem ją za rękę i zmusiłem, by skupiła się na mnie.
- Nalegam - dodałem, patrząc jej w oczy. GoGo westchnęła głośno i pokręciła głową, ale ku mojemu zdumieniu chyba mnie posłuchała, bo wstała i ruszyła w kierunku sypialni.
- Tylko nie siedź nad tym za długo - poprosiła w progu, rzucając mi pogodny uśmiech. Skinąłem głową i wróciłem do swoich zajęć. Chętnie wypiłbym kawę, pomyślałem. Albo dwie.
Przepraszam :o tak bardzo Was przepraszam!
Przyznam, że nieco olałam tego bloga, ale nie mam warunków do pisania, niestety (tak to jest jak ma się rozpieszczonego brata który nonstop ogląda telewizję w twoim pokoju i nic nie możesz z tym zrobić), więc muszę ratować się nielicznym czasem, jaki mam. Staram się jednak to nadrabiać, ale uwierzcie mi, że mimo że jestem teraz w czasie ferii w domu i teoretycznie mam warunki do pisania, to wcale tego nie czuję :/
Potrzebuję jakiś sposobów na zrelaksowanie się, a jedyne na razie co przychodzi mi na myśl, to jakieś rekolekcje :P
Trzymajcie kciuki, żeby Just się nieco ogarnęła ze swoim pokręconym życiem, bo wierzcie czy nie, ale moich rysunków też nie daję rady kończyć z powodu braku spokoju.
Mimo to Was kocham :* Just
1/21/2017
Pokonanie samego siebie
https://www.youtube.com/watch?v=OFsmz9SpZHE
- Gogiyo, ktoś do ciebie! - zawołał mnie ojciec, gdy czytałam książkę w salonie. Odgadłam, kto stoi w drzwiach jeszcze zanim do nich podeszłam.
Mam tylko prośbę - wiem, że to trochę moja wina że aktywnośc spadła, ale proszę, sprawcie mi tę przyjemność i komentujcie rozdziały - to naprawdę pomaga w dalszym pisaniu ;))
- Cześć - przywitał się Hiro, uśmiechając się do mnie nieśmiało. Od wczorajszej sytuacji w Agendzie nie odezwałam się do niego ani słowem i wróciłam do domu. Doskonale wiedział, że przegiął przed Ithanim.
Mój tato zerknął na mnie ukradkowo i zostawił nas samych, odchodząc w kierunku mieszkania. Hiro oparł się o parapet, ale nie wszedł do środka, patrząc na mnie, jakby oczekiwał na to, co zrobię.
W końcu podeszłam do niego i chwyciłam go mocno w ramiona. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Bałam się, że spowodował coś, o czym sami nie mamy pojęcia. Ithani nie należał do łatwych ludzi - sama się dziwiłam jaki cudem został agentem.
- Wejdź do środka, bo zmarzniesz - powiedział mi do ucha Hiro, głaszcząc mnie po głowie. Chyba nie pojmował, że każda minuta bez jego osoby jest dla mnie o wiele gorsza niż ziąb na dworze.
- To w takim razie chodź ze mną - odpowiedziałam, biorąc go za rękę.
Leżałam na moim łóżku, wpatrując się uporczywie w sufit. Hiro znudziło się oglądanie moich nowych projektów do części motoru i odłożył je na biurko z cichym westchnięciem.
- Skandarowi na pewno się spodobają te przeróbki - odezwał się, przyglądając mi się.
Wymruczałam coś w odpowiedzi pod nosem, ale chyba go to nie usatysfakcjonowało, bo oparł się o moje łóżku z drugiej strony i zawisł nade mną, patrząc mi w oczy.
- O czym myślisz? - zapytał, a kąciki jego ust uniosły się łagodnie.
- O pojutrze - odpowiedziałam niemrawo. Hiro odparł westchnięciem, a ciepło jego oddechu ogrzało moją twarz.
- Go, czemu ty się tak wszystkim martwisz? - zapytał, starając się wywołać na mojej twarzy uśmiech. - Będzie dobrze. To tylko szybki wypad do Stanów...
- Zdajesz sobie sprawę, że ten Christopher jest bogatym człowiekiem? - zapytałam go. Rozmawiałam o tym z Honey i obawiałam się tego człowieka. Możliwe, że go nie doceniamy. - Ma pod sobą wielu ludzi i dostanie się do niego nie będzie łatwe.
- A czy my kiedykolwiek mieliśmy łatwo? - Hiro odpowiedział pytaniem, siląc się, by się nie roześmiać.
Zamknęłam oczy, a mój chłopak obdarował mnie długim pocałunkiem w policzek. Nie chciałam, by zauważył, że mimowolnie się uśmiechnęłam, pragnąc, by nie przestawał.
- Odpuścisz mi tego Ithaniego? - spytał w końcu, a ja jęknęłam pod nosem, co go wyraźnie rozśmieszyło.
- Czemu ty nie odpuścisz? - zapytałam poirytowana. - Naprawdę chcesz go wkurzyć? To nie jest warte zachodu... - zaczęłam, ale Hiro się nachylił i mnie pocałował.
- Kiedy zrozumiesz, że jesteś warta każdego zachodu? - spytał, patrząc mi w oczy. Czułam, jak na mojej twarzy występują rumieńce. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć, co Hiro prawdopodobnie uznał za swoje zwycięstwo.
- Byłbyś świetnym politykiem - rzuciłam tylko. Hiro głośno się roześmiał.
- Czemu tak myślisz? - zdziwił się. Usiadłam i obróciłam się w jego stronę.
- Doskonale kłamiesz - odparłam, a Hiro zmarszczył brwi. Nie zdołałam jednak mu uciec, bo złapał mnie i pocałował namiętnie. Siedziałam na krawędzi łóżka, czując rozbawienie, gdy jego ostatnim argumentem zostały pocałunki. Nie żeby nie były mocnym argumentem.
- Nie kłamię - wyszeptał między pocałunkami, odrywając się od moich ust.
- Jasne - mruknęłam, a Hiro roześmiał się tylko i przyciągnął mnie do siebie ponownie.
Spacerowaliśmy ulicami San Fransokyo razem z Wasabim, który miał akurat wolną chwilę.
- Myślicie, że ten wyjazd będzie bardzo kosztowny? - zapytał sceptycznie. - Hiro, zdajesz sobie sprawę, że twoja ciocia może znaleźć się w trudnej sytuacji, zwłaszcza teraz gdy otworzyła drugą kawiarnię, jeżeli oboje zostaniecie bez środków?
- Tak, wiem - przyznał Hiro, ale nie wyglądał, jakby specjalnie się tym przejął. Spojrzałam na nasze splecione dłonie i pomyślałam o wspólnej podróży. Już nie mogłam się doczekać, by spędzić z nim trochę czasu sam na sam. - Ale ciocia nie zaciągała kredytu, więc banki patrzą na nią z zaufaniem. Poza tym jej kawiarnia prosperuje zbyt dobrze... Musiałoby się stać coś naprawdę strasznego, by zyski spadły.
Wasabi uniósł dłonie w obronnym geście.
- To ty jesteś tu ekspertem. - odparł, co było równoznaczne z poddaniem się. - Lepiej dmuchać na zimne.
- Honey nas potrzebuje, Wasabi - wtrąciłam się. - Nieważne, jak wielkie jest ryzyko, musimy spróbować jej pomóc. Poza tym, gdyby coś stało się z kawiarnią, to oprócz funduszy Hiro pozostaje jeszcze pomoc mojego ojca.
Hiro spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a na jego twarzy pojawiło się zniechęcenie.
- Dobrze wiesz, że ani ja, ani ciocia nigdy się na to nie zgodzimy. - powiedział z powagą. Wasabi patrzył na naszą dwójkę z zaciekawieniem - w sumie robił tak, odkąd znalazł nas wtedy w apartamencie, całujących się.
- Akurat nie do ciebie należy ostatnie słowo w tej kwestii - odpowiedziałam, a Hiro zmarszczył brwi. Nawet gdyby chciał, nie zdołałby mnie tym wystraszyć, mimo że jego twarz nabrała groźnego wyrazu.
Wasabi otworzył przed nami drzwi do banku i sam za nami wszedł, wyjmując dłonie z kieszeni. Zastaliśmy długie kolejki, które nie wróżyły szybkiego załatwienia swoich spraw. Hiro rozejrzał się dokoła i odetchnął, unosząc swoją grzywkę oddechem.
- No świetnie - powiedział Wasabi, podchodząc do najbliższej kolejki. - Wygląda na to, że pół dnia mam z głowy.
- Nie marudź - mruknęłam, ciągnąc za sobą Hiro. - Jeżeli już przyszliśmy, to poczekamy.
Wasabi spojrzał na mnie z rozbawieniem i skrzyżował ręce na piersi.
- Coś czuję, że długo z nią nie wytrzymasz - rzucił do mojego chłopaka, który objął mnie w pasie.
- To znaczy? - spytałam gniewnie.
- Nie wytrzymałem z tobą roku w tym samym gabinecie, więc co dopiero musi czuć Hiro... - zaczął, ale przerwał mu śmiech chłopaka.
- Chyba dobrze, że mamy odmienne zdania - powiedział, całując mnie w czubek głowy. Wasabi popatrzył mi w oczy i uśmiechnął się. Mimo jego słów wiedziałam, że życzy nam jak najlepiej.
- Stać!!! - usłyszeliśmy nagle czyiś krzyk i padły dwa strzały w sufit.
Wszyscy automatycznie położyli się na podłodze bądź kucnęli, starając się zachować bezbronność wobec napastników. Obróciliśmy głowy i zauważyliśmy dwóch ubranych w kominiarki mężczyzn z pistoletami w dłoniach. Jeden z nich obstawiał jedyne drzwi, które mogły służyć jako droga ewakuacji, drugi ruszył środkiem w kierunku kas.
Jakaś kobieta krzyknęła, a ktoś inny, opadając na podłogę przywalił głową o ladę, ale w ogólnym zgiełku przybysze nawet nie zwrócili na to uwagi.
- My to mamy szczęście - burknął Wasabi, leżąc płasko na brudnej posadzce. Hiro objął mnie troskliwie ramieniem, wpatrując się w dwójkę napastników.
- Ręce - warknął ten idący wzdłuż holu, wymachując pistoletem. - A ty - rzucił do jednej z kasjerek - szykuj pieniądze. Szybko!
Blondwłosa kasjerka rzuciła się w kierunku kasy i zaczęła wbijać kod, by dostać się do systemu. Całe jej chuderlawe ciało drżało od nadmiaru stresu i przerażenia.
Cała scena rozgrywała się bardzo wolno. Wszyscy leżeli, obserwując złodziei, ale nikt nie ważył się odezwać, dlatego ich praca postępowała w ciszy. Wymieniłam spojrzenie z Wasabim i zwróciłam uwagę na resztę kasjerek, które tylko czekały, by się wycofać i uciec tylnym wyjściem. Byłby to największy błąd, bo sprowokowałyby tym tylko napastników do użycia broni.
- Hiro - wyszeptałam, obracając głowę, ale zamarłam, widząc jego spojrzenie. Nie ruszał się z podłogi, ale jego złowrogie spojrzenie nie wróżyło nic dobrego. - Co z Agendą...? - spytałam, przybliżając usta do jego ucha.
- Nie zdążą zareagować. - odparł tylko krótko.
- Za mało! - krzyknął stojący obok kasy mężczyzna, przeliczając gotówkę. - Następna! - wykrzyknął, przechodząc do kolejnej kasy. Tym razem siedząca na swoim miejscu kasjerka nie wyglądała na przestraszoną, tylko otworzyła kasę i wydała wszystkie pieniądze, jakie miała pod ręką. Obcy zabrał je zamaszystym ruchem, ale nie wziął nic, w co mógłby je włożyć, a gotówki było sporo, więc przywołał do siebie swojego towarzysza ruchem głowy.
Ten przypiął kłódkę do drzwi, co miało prawdopodobnie choć na chwilę powstrzymać spanikowanych kontrahentów przed ucieczką i ruszył w kierunku kas.
Gdy przechodził tuż koło nas, Hiro nagle skoczył na nogi z szybkością kota i oszołomił napastnika jednym uderzeniem w tchawicę. Następnie objął głowę złodzieja ramieniem, jakby chciał go udusić i odebrał mu broń, zanim spadła na ziemię z jego niewzruszonych rąk.
Drugi z napadających zdołał w tym czasie tylko chwycić broń i wycelować w nią w Hiro, który osłaniał się już obezwładnionym przestępcą przed ostrzałem. Moje oczy ledwie potrafiły nadążyć za tym, czego dokonał mój chłopak w trakcie zaledwie dwóch sekund.
- Rzuć broń! - krzyknął do uzbrojonego, mierząc do niego z odebranego pistoletu. Widziałam, że tamten się zawahał, widząc swojego towarzysza w stanie zupełnej nieświadomości. Nie miałam pojęcia, jak Hiro utrzymywał jego ciało jedną ręką, skoro tamten przewyższał go o głowę, nie mówiąc już o masie.
Wasabi spojrzał na mnie zszokowany i zbliżył się, jakby chciał sprawić, bym czuła się mniej przerażona. Dopiero po chwili zrozumiałam, że znalazł się pomiędzy mną a mierzącym do Hiro mężczyzną, by osłonić mnie od strzału. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że tamten mógłby mnie wykorzystać, by obezwładnić Hiro - w końcu przed chwilą się obejmowaliśmy.
- Rzuć broń!! - powtórzył Hiro bardziej stanowczo. Wszyscy ludzie w holu obserwowali toczącą się między nimi scenę.
Przestępca zawahał się, ale w końcu jego dłonie opadły wraz z trzymanym przez nie pistoletem i broń znalazła się na ladzie przy kasjerce.
- Przesuń ją po podłodze w moją stronę - instruował go Hiro pewnym głosem. W jego oczach nie było ani odrobiny zawahania, jakby wszystko dokładnie przećwiczył.
Napastnik stanął jak wryty, a jego twarz wyrażała gniew i bezsilność. Praktycznie już się poddał, wystarczyło tylko pozbyć się broni.
Nieśmiało chwycił pistolet z powrotem, ale go nie odłożył. Trzymał go usilnie w dłoniach, jakby sam jego dotyk miał mu pomóc w tej sytuacji.
Hiro tymczasem ruszył ręką i wymierzył w lampę, po czym bez ostrzeżenia strzelił. Lampa wystrzeliła, wydobywając z siebie ostatnią smugę światła, po czym natychmiast zgasła. W holu z powrotem zapadła cisza.
- Daję ci szansę - rzucił do mężczyzny. - Rzuć broń, a nie będę musiał użyć swojej.
Obcy położył dłoń na podłodze z wielkimi ze strachu oczami, po czym przesunął nią po podłodze aż pod nogi Hiro.
- GoGo, weź broń - rozkazał. Wstałam i wypełniłam jego komendę bez wahania, będąc zbyt wstrząśniętą, by próbować w tej chwili racjonalnie myśleć. - Wasabi, pomóż mi.
Wasabi stanął na nogi i chwycił ciało nieprzytomnego przestępcy i pomógł Hiro położyć go na podłodze. Potem obaj podeszli do drugiego z napastników, który zacisnął pięści, gotowy do ataku. Hiro przez cały czas mierzył do niego z pistoletu, nie dając mu szansy na wykonanie jakiegokolwiek nieodpowiedzialnego ruchu. W każdej chwili mógł nacisnąć spust.
Gdy zbliżyli się na długość metra, mężczyzna nagle skoczył na Hiro i uderzył go z pięści w twarz tak szybko, że zdążyłam tylko krzyknąć, zanim ten padł na podłogę. Przestępca rzucił się w kierunku pistoletu, ale Hiro odrzucił nogę i kopnął broń, posyłając ją w kąt holu. Wasabi tymczasem rzucił się na atakującego i przygniótł go własnym ciałem do podłogi.
Podbiegłam do Hiro, by pomóc mu wstać, ale zanim zdołałam do niego dołączyć, sam stał już na własnych nogach. Podszedł do miejsca, w którym leżała broń i podniósł ją, by nie kusiła obecnych w holu - choć po takiej sytuacji chyba nikt nie chciałby spróbować swoich sił w napadzie.
- Proszę schować pieniądze do kas - odezwał się do kasjerek, które i bez jego słów zajęły się pakowaniem wyjętej z kas gotówki z powrotem do systemów.
Podeszłam do Hiro i ujęłam jego twarz w obie dłonie. Ludzie zaczęli się podnosić z posadzki, zbyt oszołomieni całym zdarzeniem.
- Jesteś ranny? - spytałam, oglądając jego twarz. Hiro pokręcił głową, choć już widziałam jak na jego lewym policzku pojawia się ciemny siniec. Dobrze, że tamten nie trafił przykładowo w skroń, bo mogłoby to się skończyć dużo gorzej dla mojego chłopaka.
Nagle naszych uszu dobiegło klaskanie. Początkowo zrobiła to tylko jedna osoba z wnętrza banku - potem stopniowo dołączali do niego pozostali, wpatrując się z ekscytacją w Hiro. Widziałam, jak chłopak blednie, rozglądając się dokoła ze zdziwieniem, a następnie na jego policzkach pojawiły się nieśmiałe rumieńce.
Wasabi wykręcił przestępcy rękę, pozbawiając go możliwości wyrwania się i ucieczki, ale drzwi wciąż były zamknięte. Dwie osoby podeszły do nich i zaczęły coś szperać przy kłódce, żeby je otworzyć. Hiro podszedł do leżącego na podłodze złodzieja, którego ogłuszył i wyjął z jego kieszeni klucze, po czym podał je jednemu z obecnych, by otworzył drzwi.
Kilka osób poklepało go po ramieniu, gdy przechodził, inni powiedzieli coś w jego stronę w formie podziękowania, ale Hiro krótko odpowiadał na te słowa i robił swoje, starając się nie zwracać na nie uwagi.
- Proszę zadzwonić na policję - poprosił jedną z kasjerek, która już trzymała przy uchu telefon. Najwyraźniej nie tylko on myślał w tej chwili rozsądnie. Przestępca na dźwięk słowa "policja" poruszył się nerwowo, ale Wasabi trzymał go bardzo silnie.
- A ty gdzie? - spytał, przyciskając go do podłogi. Hiro spojrzał w jego stronę i posmutniał, choć przecież przed chwilą ten człowiek mógł go nawet zabić.
Podeszłam do niego i złapałam go za rękę. Nie miałam zamiaru chodzić za nim krok w krok, ale i tak to robiłam, zmartwiona jego stanem. Każdy z zewnątrz mógłby zobaczyć tylko jego pewne siebie spojrzenie, ale ja zwróciłam uwagę na to, w jaki sposób się poruszał i przeczuwałam, że ta sytuacja kosztowała go sporo nerwów.
- Hiro, usiądź - nakazałam mu, patrząc w jego oczy. - Już wszystko w porządku.
- Nie, dopóki nikt go nie sprzątnie - odpowiedział sucho, spoglądając na obalonego przestępcę. Nagle jego spojrzenie wydało mi się bardzo udręczone, jak spojrzenie starca, a nie młodego chłopaka, przed którym było jeszcze całe życie.
Podeszłam do niego i objęłam go mocno, wręczając mu w dłoń drugi pistolet - ten, który kazał mi podnieść. Hiro odwzajemnił uścisk i położył usta na moim karku, oddychając coraz wolniej, mniej nerwowo. Chociaż tyle mogłam dla niego zrobić - być przy nim. Wiedziałam, że po jego porwaniu i następstwach tego zdarzenia coś w nim pękło i nie miał już oporów przed chwytaniem za broń, ale jednocześnie każda taka sytuacja, w której musiał jej użyć, sprawiała, że czuł się znacznie gorzej, przypominając sobie to, przez co musiał przejść.
Staliśmy tak, dopóki nie przyjechała policja. Funkcjonariusze zwinęli obu przestępców i wpakowali do radiowozów, a gdy wrócili, by spisać zeznania, nas już nie było. Hiro zdecydował, że lepiej będzie odejść z miejsca zdarzenia, zamiast zwracać na siebie niepotrzebną uwagę. Jeżeli media zaczęłyby węszyć za tajemniczym bohaterem, który ocalił wszystkich obecnych w banku, mogłyby łatwo dojść tym tropem do Agendy.
- To było naprawdę niezłe, Hiro - powiedział Wasabi, gdy znaleźliśmy się już na drugim końcu miasta. - W życiu nie widziałem czegoś takiego, nawet na filmach!
Hiro uśmiechnął się pod nosem, wiedząc doskonale, że Wasabi rzadko kiedy chwalił cokolwiek z takim uwielbieniem. Uścisnęłam nasze splecione dłonie w geście zgody.
- Ma rację - przyznałam cicho, gdy spojrzał mi w oczy. Nie wiedziałam czy jestem bardziej zaskoczona, czy dumna, że mój chłopak był w stanie zrobić coś tak odważnego.
Juuuż! :D muszę trochę ponadrabiać, bo zaniedbałam was ostatnio :pp
Mam tylko prośbę - wiem, że to trochę moja wina że aktywnośc spadła, ale proszę, sprawcie mi tę przyjemność i komentujcie rozdziały - to naprawdę pomaga w dalszym pisaniu ;))
Wszystkiego dobrego na najbliższe dni! <3
~Wasza Just
~Wasza Just
1/15/2017
Próba sił
https://www.youtube.com/watch?v=fBf2v4mLM8k
Odetchnęłam głośno i zatrzasnęłam drzwi do gabinetu Emmy. Stike stojący obok zacisnął dłoń na moim ramieniu.
- Mam dość, Stike - jęknęłam głośno. - Nienawidzę jej za to, że zostawiła mnie z tym wszystkim...
- Przestań, GoGo - westchnął mój przyjaciel, stając przede mną. Nie pocieszała mnie jego mina, ani czarny smok na jego twarzy, który wygiął się przy tym grymasie. - To dopiero pięć telefonów. Zadzwoń do kogoś jeszcze...
- Stike, ona musiała kogoś uprzedzić - powiedziałam, patrząc mu w oczy. - Wiedziała, jakie mam kontakty i musiała nagadać coś reszcie... Niby dlaczego nikt nie chce ze mną współpracować?
- Bo to samobójstwo? - prychnął Stike. - Większość projektantów potrzebuje czasu, a trzy miesiące to trochę mało, biorąc pod uwagę fakt, że jesteś totalnie z niczym.
- Dzięki, pomogło - warknęłam, rzucając telefon, na biurko mojej byłej współpracownicy. Urządzenie odbiło się od blatu i zjechało po nim, lądując na podłodze, ale nie bardzo się tym przejęłam. Stike spojrzał na mnie błagalnie i westchnął. Wiedziałam, że przejmuje się nasza sytuacją, ale w tej chwili jedyną emocją, którą odczuwałam, był gniew.
- Wcale nie chodzi o Emmę, prawda? - zapytał mnie. Obróciłam się i zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, co właściwie chodzi mi po głowie. Stike skrzyżował ręce i spojrzał na mnie z wyzwaniem. - Jak tam z Hiro?
Westchnęłam ciężko. Stike był jedną z osób, których nie umiałam oszukać.
- Szczerze? Nie jestem pewna, czy powinniśmy lecieć do Stanów - wyznałam, opierając się o szafkę naprzeciw. Stike kiwnął głową.
- Powinniście czy powinien? - dopytywał się. I tym trafił w dziesiątkę.
Nie chciałam, by Hiro uczestniczył w jakiejkolwiek misji, a choć problem Honey nie był związany z Agendą, to wcale nie miałam pewności, czy wszystko pójdzie po naszej myśli. Wierzyłam, że z Hiro jest już wszystko w jak najlepszym porządku i że da sobie rade, ale cząstka mnie wciąż pragnęła, by nie leciał, by był bezpieczny. Stany przekreślały tę możliwość.
- Nie wiem już sama - jęknęłam, chodząc po gabinecie jak nawiedzona. - Nie chce mnie słuchać, twierdzi, że czuje się dobrze, ale...
- Ale boisz się, że przeżył to porwanie, tak? - zapytał Stike, marszcząc brwi.
Nie odpowiedziałam. Kolejny dowód na to, że przyjaciel znał mnie bardzo dobrze.
- GoGo, a może on tego potrzebuje? Może potrzebuje oderwania od tego wszystkiego? Taka wycieczka dobrze mu zrobi. I dobrze zrobi tobie.
Oczywiście nie powiedziałam Stikowi w jakim celu wyjeżdżamy, bo domyśliłby się, że skoro mamy na tyle odwagi, żeby szukać po Stanach jakiegoś złodzieja, na dodatek bogatego złodzieja, który pewnie dobrze się przygotował na takich jak my, to to nie jest pierwszy raz. Przecież nie każdy szanujący się obywatel Japonii jest skłonny do poszukiwań przestępcy na innym kontynencie. Chyba, że zadarł z kimś bliskim...
- Daj spokój, GoGo, będzie dobrze. - powiedział Stike, podchodząc do mnie. Przyjaciel obdarzył mnie cierpliwym spojrzeniem i położył dłonie na moich ramionach. Nie wiem, czy zdawał sobie sprawę, jak bardzo mi to pomagało. - Jeszcze jedna rada... Pozwól mu być mężczyzną.
Prychnęłam, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- A co to niby za rada? - spytałam.
- Najszczersza - odparł, wychodząc. Patrzyłam za nim ze złością, dopóki te słowa naprawdę do mnie nie trafiły. Stike nie wiedział o tym, że Hiro był agentem. Nie wiedział, przez co dokładnie przeszedł i jak potem zachowywali się wszyscy w jego otoczeniu, a mimo to znów trafił w dziesiątkę.
Przypomniałam sobie rozmowę z Yoko na temat stanu Hiro. Pani prezes nie chciała tego przyznać, ale powstrzymywała Hiro od misji bardziej ze względów prywatnych niż dlatego, że Hiro faktycznie potrzebował opieki. Po prostu obawiała się, że dalsza współpraca jego i Agendy może się skończyć źle przy jego stanie emocjonalnym. Czasem zastanawiało mnie to, dlaczego traktuje go jak dziecko. Czy naprawdę zamierzała już do końca życia trzymać go w zamknięciu tylko przez jedno porwanie? Przecież każdy z otoczenia Hiro zauważył już, że dałby sobie radę w każdej następnej misji i że nic w jego zachowaniu się nie zmieniło.
Druga sprawa, że Hiro sam nie chciał, by każdy postrzegał go jako ofiarę. Przypomniałam sobie o jego reakcji, gdy podsłuchał moją rozmowę z Sam. Potraktowaliśmy go wtedy, jakby nie potrafił o sobie decydować i to go najbardziej zirytowało. Miał wystarczająco oleju w głowie, by wiedzieć, czy jest gotowy na misję, czy nie. Zawsze tak było. Choć z drugiej strony nie potrafiłby powiedzieć nie, gdyby Yoko go o coś poprosiła...
Siedziałam w pustym gabinecie, myśląc nad tą sprawą. Moja troska kontra jego ego. Nie mogłam go traktować, jakby wiecznie był tym piętnastolatkiem, którego poznałam w Instytucie Robotyki. Doskonale wiedziałam, jak bardzo się zmienił i powinnam pozwolić mu na ryzyko. Tym bardziej, że on już mi na nie pozwolił. Tu, w tym warsztacie. On także wiedział, że moja pasja jest niebezpieczna, że często wymykam się śmierci. Ile razy lądowałam w szpitalu z powodu wyścigów? Mój ojciec nawet niczego nie podejrzewał, a jeśli nawet to nigdy nie powiedział ani słowa. Hiro był inny. zależało mu na mnie, ale nie zamierzał mnie powstrzymywać. A ja musiałam postąpić tak samo.
- Tomago? - usłyszałam głos Skandara, gdy jego głowa pojawiła się w progu gabinetu. Gdy spojrzałam na niego, chłopak uśmiechnął się szeroko, jakby chciał poprawić mi tym humor. - Zgłodniałaś? Co powiesz na pizzę?
- Ty to wiesz, jak poprawić mi humor - westchnęłam, ku wtórze śmiechu Skandara.
Po warsztacie poszłam do kawiarni, ale nie znalazłam tam Hiro. Baymax pomagał pani Cass przy wypiekach w ich domowej kuchni z powodu nawału pracy na dole, w kawiarni.
- Może pani pomóc? - zapytałam, mijając ladę. Zapach roznosiły się po całym domu. Gdyby nie to, że byłam już pełna, chętnie zjadłabym jeszcze kilka ciasteczek pani Cass. I znowu dietę szlag trafił...
- Nie, skąd, GoGo - odparła Cass, podając Baymaxowi półmiski. - Dajemy sobie świetnie radę. Poza tym, nie przyszłaś chyba, żeby patrzeć jak stara kobieta radzi sobie w kuchni... - Daj to na meble - rzuciła do robota.
Baymax posłusznie wykonał polecenie, czyszcząc półmiski. Przeczuwałam albo wielką promocję, albo kolację dla kogoś ważnego. Na moje oko pani Cass wydawała się zbyt podekscytowana jak na zwykłą akcję w kawiarni.
- Nie jest pani stara - zaprzeczyłam, marszcząc brwi. Cass zaśmiała się pod nosem. - Gdyby każda kobieta w pani wieku miała w sobie tyle energii...
- Nie schlebiaj mi, kochanie, bo się zarumienię - odezwała się do mnie Cass, pocierając moje ramiona. - A tak a propos to Hiro wyszedł rankiem. Mówił, że ma kilka spraw do załatwienia...
- Kilka spraw? - spytałam podejrzliwie. Cass kiwnęła głową, próbując kremu orzechowego.
- Hmm, wyśmienite - ucieszyła się, mrużąc oczy. - To był genialny przepis, Baymax!
- Nie mówił gdzie idzie? - dopytywałam się, ale Cass w odpowiedzi tylko podała mi łyżkę pełną kremu.
- Spróbuj - nakazała, a ja wykonałam prośbę z lekkim zaskoczeniem. Pani Cass przyjęła wiadomość o naszym związku znacznie lepiej, niż oceniał to Hiro. Gdy tylko zjawiałam się w ich domu, nadskakiwała, jakby zjawiał się u nich prezydent. Jej zachowanie trochę mnie bawiło, ale nie zmieniało faktu, że zawsze czułam się tutaj jak w domu.
- Pyszne - odparłam, ale Cass nie wyglądała na usatysfakcjonowaną.
- Hiro... nie, nic mi nie mówił. Boję się pytać, ostatnio zrobił się taki uszczypliwy... Spróbuj jeszcze tych ciastek, są naprawdę dobre.
Czułam, że mój brzuch wręcz domaga się odrobiny wstrzemięźliwości, dlatego wycofałam się z kuchni szybkim krokiem.
- Dziękuję, pani Cass, ale nie skorzystam. - odkrzyknęłam, schodząc po schodach.
- Skarbie, nie mów, że dbasz o linię - odpowiedziała Cass u szczytów schodów. - Akurat tym nie powinnaś się przejmować.
Zaśmiałam się pod nosem i otworzyłam drzwi wyjściowe. Chyba wiedziałam, gdzie szukać Hiro.
- Do zobaczenia, pani Cass! - pożegnałam się, uśmiechając w kierunku piętra.
Tak jak myślałam, znalazłam Hiro w Agendzie. Wystarczyło, że weszłam do naszego apartamentu i zauważyłam go w gabinecie za szklaną ścianą, gdzie majstrował przed swoim kolejnym wynalazkiem. Cały Hiro. Po prostu nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Gdy mnie zobaczył, zacisnął coś w ręku, a przedmiot, który właśnie trzymał, odpowiedział głuchym świstem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to pistolet.
- Cześć, Hiro... - powiedziałam, patrząc czujnie na naładowaną broń. Hiro położył pistolet na biurku, tak jakby kładł tam coś szczególnie delikatnego i podszedł do mnie z uśmiechem na ustach.
- Cześć, Go - wyszeptał sekundę przed tym, gdy chwycił mnie w ramiona.
Objął mnie mocno, przyciągając do siebie moją talię, po czym wpił się w moje usta tak łakomie, jakbyśmy nie widzieli się co najmniej tydzień. Poczułam się nieco zawstydzona jego przywitaniem, przypominając sobie o Stike'u. Pozwól mu być mężczyzną. Tak, zabawne. Jakby wcale nim nie był w moich oczach.
- Hiro, ktoś tu zaraz wpadnie... - wyszeptałam między kolejnymi pocałunkami. Czułam, że oboje się zapominamy, a ja byłam ostatnią deską rachunku przed utonięciem w tym uczuciu. Hiro spojrzał na mnie spod przymkniętych powiek i pocałował mnie ponownie, jakby tylko czekał na to, że poproszę o więcej. Nie musiałam tego robić. Moja twarz sama wyrażała to pragnienie.
- No i co? - spytał, prychając pod nosem. Odrzuciłam na bok wszystkie myśli, jakie rujnowały mi tę słodką chwilę i sama zaczęłam go całować tak bezmyślnie, jakby nic innego mnie nie interesowało. Hiro zareagował z wyraźnym zadowoleniem na tę zmianę, wplatając rękę w moje włosy.
- ...wiesz, nie sądzę, żeby tego potrzebowali - usłyszeliśmy głos Honey, ale jednak zbyt późno i gdy nasi przyjaciele stanęli w progu, zastali nas obejmujących i całujących się na środku salonu.
- Czeeść - wyjąkał Hiro, gdy Wasabi, Fred i Honey wpatrywali się w nas w osłupieniu.- Co tam słychać?
Nie wytrzymałam i roześmiałam się szczerze na widok ich min. Honey widziała nas już w takiej sytuacji, ale dla Freda i Wasabiego nasz związek był nowością. No cóż, będą się musieli przyzwyczaić.
Hiro dołączył do mnie i już wkrótce śmialiśmy się oboje, a miny naszych przyjaciół coraz bardziej łagodniały.
- Nie przeszkadzamy wam? - spytał Wasabi, a na jego ustach pojawił się mały uśmiech. Fred natomiast nie wyglądał, jakby ogarnął, o co tu biega.
- Wy... jesteście razem?! - zapytał zszokowany. - Serio?!
- Uspokój się, Freddie - uciszyła go Honey z tym samym uśmiechem, co u Wasabiego.
- Wiedziałaś o tym? - dopytywał się, patrząc na przyjaciółkę z niedowierzaniem. Wasabi obrócił głowę i zaczął chichotać. Hiro pochylił się i pocałował mnie w policzek, jakby chciał tym samym utwierdzić Freda w jego przekonaniu.
- Wszyscy wiedzieli - odparła Honey, wzruszając ramionami, po czym usiadła na kanapie. Wasabi tymczasem wyminął nas i wszedł do gabinetu.
- Tylko nie ja! - odparł rozgoryczony Fred. - Czemu mi nie powiedzieliście? Chyba po tylu latach współpracy należało mi się...
- Fred - ukróciłam jego narzekania. - Proszę, skończ.
- Ale... Rany, gdyby to widział Tadashi... - jęknął, rzucając się na kanapę obok Honey.
- To zareagowałby tak jak ty - odparł Hiro, mrugając do mnie. Nie byłam tego taka pewna. Raczej zareagowałby jak Honey.
- Heej, a co to jest? - spytał Wasabi, podnosząc pistolet z biurka, przy którym pracował Hiro. Chłopak zmarszczył brwi i zabrał broń przyjacielowi, jakby obawiał się, że pistolet w ręku Wasabiego to nie najlepszy pomysł.
Przyglądałam się im z uśmiechem. Jeszcze nie tak dawno Hiro sięgał Wasabiemu ledwie łokci, a dziś byłby w stanie się z nim zrównać, gdyby stanął na palcach. Poza tym nie tylko jego wzrost przeszedł przemianę. Nawet przez jego bluzkę widoczne były jego silne barki i rysujące się pod nimi mięśnie. Zastanawiałam się, czy Hiro po cichu coś trenuje, ale poczułabym się głupio, gdybym zapytała go wprost.
- To tylko prototyp - rzekł, ukrywając uśmiech. Aha, czyli to coś szalonego, pomyślałam, znając doskonale tę minę.
- Opowiadaj - odparł Wasabi, opierając się o blat biurka. Honey i Fred podeszli bliżej, by się przyjrzeć.
Hiro westchnął i rzucił mi rozbawione spojrzenie.
- Zastanawiałem się nad jakimś rodzajem broni, który nie skrzywdzi ofiary, a jedynie ją... unieszkodliwi. - mówił pochłonięty nauką.
Zbliżyłam się, krzyżując ręce. Byłam pewna, że Hiro planuje wykorzystać swój wynalazek podczas naszej misji w Stanach.
- Co to cacko robi? - zapytał Fred, zerkając ciekawie na pistolet.
- Mam do tego specjalne naboje - przyznał Hiro. - Siedziałem z Baymaxem cały ranek i opracowywałem formułę. Są lekkie i ledwie przebijają skórę, ale natychmiastowo wpuszczają w ciało substancje usypiające. Powinny unieszkodliwić przeciwnika na kilka godzin...
- Kilka? - dopytywałam się. Byłam ciekawa, jak Hiro i Baymax to oszacowali.
- Około cztery godziny - przyznał Hiro, a jego oczy błysnęły, gdy spotkały się z moimi.
- Sprawdzałeś? - dopytywała się Honey, a Wasabi odebrał Hiro jego pomysł z rąk, jakby nie przejmował się, że wynalazcę może to zirytować.
- Yyy, no właśnie... - zaczął Hiro, drapiąc się po głowie.
- Wypróbuj to na mnie - rzucił Wasabi, wzruszywszy ramionami. Wszyscy wybałuszyliśmy oczy, spoglądając na wysokiego przyjaciela. Hiro był wstrząśnięty najbardziej z nas.
- Żartujesz? - prychnął Hiro, odbierając mu broń brutalnie. Wiedziałam, że nie byłby za mierzeniem do przyjaciela z pistoletu, tym bardziej, że już raz to zrobił.
- Daj spokój - odparł Wasabi rozluźnionym tonem. - Nic się nie stanie. Mam trochę czasu, nawet jeśli wyjdzie, że te cztery godziny się nie sprawdzą...
- Też jestem przeciwna - wtrąciłam się, wiedząc dobrze, jak Hiro to zniesie. Wasabi tylko wzruszył ponownie ramionami.
- Skoro znacie inny sposób, by to sprawdzić...
Trafił w sedno. Nie mieliśmy żadnej alternatywy. Wyjazd zaplanowaliśmy za dwa dni i jak zwykle robiliśmy wszystko w biegu.
Hiro pomyślał chyba o tym samym, bo niespodziewanie ujął broń w dłonie.
- Nie - wykrzyknęła Honey, czerwieniąc się mocno na twarzy. - To chore...
- Honey, znajdź lepszy sposób - wykrztusił Hiro, mierząc do Wasabiego, który uniósł z uśmiechem ręce.
- Weźcie mnie - zasugerował nagle Fred. Wszystkie oczy zwróciły się na niego. Hiro opuścił dłonie. Nie umknęło mi, że Honey nagle pobladła. Już od pewnego czasu zauważyłam, że ona i Freddie znacznie się do siebie zbliżyli.
- Nie - powtórzyła Honey, tym razem bardziej stanowczo.
- To dobry pomysł - dodał Fred znacząco. - W końcu Wasabi ma trochę więcej do stracenia niż ja - mruknął, mając na myśli oczywiście Carry. Honey sapnęła zdenerwowana, ale wiedziała, że stoi na przegranej pozycji. Każdy z nas miał mózg nie od parady i każdy zdawał sobie sprawę, że praktyka przy wynalazkach jest równie niezbędna, co sam plan jego wykonania.
Każdy się usunął, zostawiając miejsce skołowanemu Hiro, który marszczył swoje gęste czarne brwi w przypływie zadumy. Miałam ochotę podejść i go objąć, ale wiedziałam, że to nie za wiele pomoże. Fred stanął na środku i uśmiechnął się szeroko do Honey.
- Widzimy się za cztery godzinki - powiedział wesoło, a blondynka aż drgnęła, osłaniając usta dłonią.
W apartamencie nastała bezwzględna cisza. Nikt nie ważył się odezwać, bo też nikt nie wiedział, co powiedzieć. Ja odeszłam na bok, wpatrując się troskliwie w Hiro. Najchętniej sama wzięłabym od niego broń i po prostu wystrzeliła.
Hiro wymierzył szybko w nogę przyjaciela i zmrużył jedno oko. Zastanawiałam się, skąd wie, jak strzelać. Sądząc po pomysłach Tadashiego, kilka razy mogli wylądować razem na strzelnicy, jednak było dla mnie rzeczą ciężką połączyć naturę Hiro ze strzelaniem. To mnie po prostu przerażało.
Rozległ się cichy wystrzał, gdy tłumik zminimalizował dźwięk do minimum. Fred oberwał w łydkę i z chwilą dotknięcia pocisku Hiro z jego skórą, jego ciało upadło bezwładnie jak lalka, której odcięto sznurki. W ostatniej chwili Honey zdążyła złapać go za ramiona, zanim wylądował na białej posadzce. Wasabi sapnął zszokowany, po czym podbiegł do Honey i pomógł jej przenieść Freda na kanapę.
Hiro podał mi pistolet i sam podbiegł do Freda. Od razu podsunął nogawkę jego spodni i sprawdził miejsce spotkania kuli z nogą przyjaciela. Zaciekawiona, zaszłam go od tyłu, zerkając na ranę, ale nie potrafiłam jej wypatrzyć. Hiro jednak zauważył kulę, która wyglądała podobnie do strzałki - musiała otworzyć się w locie. Chłopak ujął ją lekko w palce i wyciągnął, a w miejscu postrzału nawet nie pojawił się ślad krwi. Spojrzałam na Hiro zszokowana, gdy naszych uszu dobiegł cichy oddech śpiącego Freda.
- To działa - wyszeptałam a Hiro wstał i ujął mnie w ramiona. Honey odetchnęła i usiadła koło śpiącego Freda, odsłaniając jego skrytą za włosami twarz. Wasabi uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Hiro, musisz częściej używać tej broni na Freddim - rzekł rozbawiony. - Dzięki tobie zyskaliśmy cztery godziny spokoju.
Roześmiałam się szczerze, podzielając jego myśli, ale Hiro nie wyglądał, jakby radował go jego sukces. Czułam, że dopóki Fred się nie obudzi, Hiro wciąż będzie się o niego niepokoił.
- Może to była za duża dawka - wyszeptał, wpatrując się w przyjaciela z troską. Ujęłam jego brodę i przekierowałam na siebie.
- Hiro, podziałało - odparłam dosadnie, by do niego dotarło. - Już nie musisz się martwić.
Hiro wyrwał mi się i spojrzał na Freda uważnie.
- Już nigdy nie zmuszajcie mnie, żebym mierzył do któregoś z was - powiedział głośno i odszedł, zamykając za sobą drzwi do apartamentu. Spojrzałam za nim zmartwiona, myśląc o tym, jak w tej chwili może się poczuć. Miałam ochotę ruszyć za nim, ale Wasabi mnie powstrzymał.
- Zostaw, przejdzie mu - powiedział, uśmiechając się delikatnie.
Siedzieliśmy przy Fredzie całe pięć godzin, dopóki przyjaciel się nie obudził. Najwyraźniej Hiro dał rzeczywiście za dużą dawkę. Mój chłopak natomiast to pojawiał się w apartamencie, to znikał, pytając ciągle o stan przyjaciela.
- Hiro, jest wszystko okej - powiedziała z powagą Honey. - Nie musisz się martwić.
Ale i tak to robił. Obiecałam sobie, że gdy tylko to się skończy, to z nim porozmawiam. Na osobności.
- Serio to ukrywaliście? - spytał Wasabi, szturchając mnie pojednawczo w ramię, gdy tylko Hiro znów zniknął. Honey siedziała na kanapie obok Freda, czytając książkę.
- Masz na myśli...? - dopytywałam się, a przyjaciel odpowiedział mi uśmiechem.
- To, że się do siebie zbliżyliście, gołąbeczki - parsknął śmiechem. Honey na chwilę oderwała się od lektury i uraczyła mnie lekkim uśmiechem, po czym znów zwróciła swój wzrok na litery.
- Nie ukrywaliśmy tego - wzruszyłam ramionami. - Po prostu...
- Po prostu nie zauważyliśmy nawet, że nasi kumple się ze sobą spotykają? - zgadł Wasabi, wbijając we mnie swoje ciemne oczy, aż poczułam się osaczona.
- Nie mój to problem - odpowiedziałam z irytacją, a Wasabi znów się roześmiał.
- A już nawet obstawiałem, że zostaniesz starą panną, a Hiro zacznie chodzić z Sam - wyznał a ja zacisnęłam pięści. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać Hiro i Sam razem. Wystarczył mi widok ich całujących się w kuchni Honey.
- Starą panną? - prychnęłam, widząc, że Honey tamuje śmiech. - Tez coś...
- Dotychczas odrzucałaś wszystkich "kandydatów" - Wasabi nie odpuszczał, przystając obok mnie. - Co więc jest takiego w Hiro, że dałaś mu szansę?
Uśmiechnęłam się mimowolnie, myśląc o chłopaku. Poza tym, że ilekroć pojawiał się w moim otoczeniu, moje serce przyspieszało, że był czuły i wrażliwy, ale zarazem męski i dojrzały, miał jeszcze sporą dawkę rozsądku i naprawdę mu na mnie zależało. Nic dziwnego, że się w nim zakochałam. Chyba każda na moim miejscu zrobiłaby to samo.
- Serio, Was? - prychnęła Honey, porzucając książkę. - Nie zauważyłeś, że już od dawna coś między nimi iskrzyło? To było widoczne na pierwszy rzut oka.
Czułam, że się rumienię, gdy o mnie rozmawiają, choć powinnam być na nich zła. Nic nie potrafiłam poradzić, że moja relacja z Hiro tak bardzo mnie cieszyła. To, że byliśmy ze sobą tak blisko, sprawiało, że cały czas miałam ochotę śpiewać.
Rozmowa się urwała, gdy do środka niepostrzeżenie wpadł Hiro. Spojrzał jak zwykle na Freda i zmartwił się, dostrzegając, że specyfik w pocisku jeszcze nie przestał działać.
- To już piąta godzina - mruknął pod nosem, gdy wtem ręka Freda nagle się poruszyła, a chłopak odetchnął głośniej, nabierając powietrza w płuca. Honey skupiła się tylko na nim, a Wasabi przykucnął przy kanapie, spoglądając na jego bladą twarz.
- Freddie, budzimy się - zamruczał, a chłopak przetarł oczy i otworzył je nagle, spoglądając na nas ze zdziwieniem.
- O rany, ile spałem? - zapytał, obserwując nasze zaniepokojone miny. Dosłownie czułam, jak Hiro się rozluźnia, widząc, ze Fredowi nic nie jest. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, bo podszedł do mnie i objął mnie z tyłu, całując w czubek głowy.
- Pięć godzin - odpowiedziała rzeczowo Honey, uśmiechając się do niego subtelnie. Fred zerknął na nią i odpowiedział jeszcze szerszym uśmiechem, a jego policzki zapłonęły czerwienią. Na pierwszy rzut oka było widać, że dalej się w niej podkochuje.
- Stary, zaczynałem się już martwić - westchnął nade mną Hiro, wpatrując się badawczo w przyjaciela. Fred machnął ręką i nagle usiadł.
- Ufam ci, Hiro jak mało komu - przyznał serdecznie. - Poza tym przynajmniej masz pewność, że sprzęt działa.
- Na to wygląda - odparł Hiro, obejmując mnie mocniej. Wiedziałam, co się za tym kryje. Zastanawiał się nad naszym wspólnym wyjazdem do Stanów. Ja też martwiłam się o niego, ale nie zamierzałam rezygnować. Nie puszcze go tam samego...
- Dobra, ja się zwijam - odparł Wasabi, ruszając w kierunku wieszaka, na którym wisiała jego kurtka. - Carry na mnie czeka.
- Może w końcu ją poznamy? - mruknęłam, patrząc na niego znacząco. Wasabi odpowiedział mi skromnym uśmiechem.
- Może kiedyś - odparł, mrugając do mnie. - Trzymaj się, Fred.
- Przecież wszystko ze mną dobrz... - zaczął, wstając, ale zawahał się i gdyby nie Honey, wylądowałby na szklanym stoliku. Hiro puścił mnie i podszedł do niego w przypływie troski.
- Na pewno wszystko w porządku? - zapytał, a Fred zerknął na Honey i skinął głową.
- W najlepszym -powiedział i zerknął na mnie. - Lepiej zajmij się Go, bo zaraz zejdzie - zaśmiał się, a Hiro zerknął na mnie z lekkim uśmiechem. Może rzeczywiście wyglądałam na wystraszoną. Nie wiedziałam tylko, czy bardziej z powodu Freda, czy tego, jak Hiro to znosił.
Wasabi wyszedł, a za nim po chwili Fred i Honey, rozmawiając na głos na temat środka, który musiał wpakować Hiro do tego pocisku. My wyszliśmy jako ostatni, pozostawiając za sobą pusty apartament. Hiro nie chciał, by jego pomysły znalazły się w rękach kogokolwiek innego, a że nasz apartament miał wiecznie otwarte drzwi, to dosłownie każdy mógł tam niepostrzeżenie wejść i coś ukraść. Nie żebyśmy winili kogoś z Agendy...
- Mam nadzieję, że już ci się poprawił humor - rzekłam, gdy złapał mnie za rękę.
Hiro zerknął na mnie zaskoczony, jakby wcale nie drżał ze strachu o los Freda przez ostatnią godzinę.
- Go, nie potrafię mieć przy tobie złego humoru - wyznał, przysuwając się do mnie i całując mnie tuż obok ucha. Szliśmy sami przez pusty korytarz, a z biur dobiegało nas buczenie komputerów - nie żeby nie mieli lepszego sprzętu w całym hotelu Akiyo. Pewnie oszczędzali na sprzęcie, tu, na górze, by sfinansować w pełni całe biuro ukryte pod ziemią... sprytne.
Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi, ale Hiro patrzył przed siebie, marszcząc brwi. Już miałam spojrzeć w tym samym kierunku, gdy nagle objął moją talię i mocno pocałował. Wczułam się w ten pocałunek, pytając samą siebie, co sprowokowało go do tak nagłego okazywania uczuć i to na korytarzu Agendy.
Hiro oderwał się ode mnie, pozbawiwszy mnie tchu, a w jego oczach mignęły błyski rozbawienia. Dopiero, gdy odwróciłam głowę, zrozumiałam, co właśnie zrobił.
Na środku stał wstrząśnięty Ithani, który wpatrywał się w nas z niedowierzaniem i rezerwą, jakby Hiro właśnie przekroczył jakąś cienką granicę. Skupiłam swój wzrok szybko na Hiro, mając nadzieję, że Ithani stąd odejdzie. Sama miałam ochotę wziąć nogi za pas. Dobrze go znałam i już zaczynałam obawiać się o Hiro. Nie wiedział, do czego tamten jest zdolny.
Hiro wyglądał, jakby wcale się tym nie przejął - objął mnie troskliwie ramieniem i oboje ruszyliśmy w przeciwną stronę korytarza. Czułam na sobie wzrok Ithaniego, uczepiony moich pleców niczym szponami.
Poczułam się lepiej dopiero, gdy znaleźliśmy się w windzie i kiedy drzwi do niej zmyły mi z widoku Ithaniego. Oparłam się ciężko o ścianę, czując, że moje nogi zaczynają drżeć. Hiro oczywiście od razu zauważył mój stan.
- Go, wszystko w porządku? - spytał pośpiesznie, podchodząc do mnie, ale go powstrzymałam. Potrzebowałam swobody na oddech, nie uścisku.
- Myślisz, że nie wiem, co próbujesz zrobić? - zapytałam nieprzyjemnie, przeszywając go wzrokiem. Hiro spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczami, ale nie udawał zdziwienia. Czekał na to, co powiem. - Wiem, że chcesz go sprowokować...
- Chcę, żeby w końcu dał ci spokój - przyznał Hiro, nie potrafiąc się powstrzymać przed podejściem do mnie. Obróciłam głowę, czując jak do oczu napływają mi łzy. Może nie powinnam była tak narażać Hiro... w końcu wiedziałam, że prędzej czy później Ithani się o nas dowie. - Go - wyszeptał, ujmując delikatnie mój podbródek. W jego spokojnych, łagodnych oczach widziałam pewność siebie, której teraz potrzebowałam. - Przestań się go bać. Nie zrobi ci krzywdy, obiecuję, że do tego nie dopuszczę.
Przełknęłam głośno ślinę. Nawet nie zwróciłam uwagi, że winda stanęła.
- Nie znasz go, Hiro - powiedziałam słabo, po czym wyszłam z windy, zostawiając go samego. Potrzebowałam samotności, by odetchnąć od zgromadzonych we mnie emocji. Jednocześnie byłam szczęśliwa, będąc z Hiro - z drugiej strony odczuwałam ogromny niepokój, zwłaszcza po tej sytuacji z Ithanim. Mój były chłopak nie był osobą, która łatwo odpuszczała, a Hiro go jeszcze prowokował, całując mnie w jego obecności.
Przepraszam że tak dłuugo czekaliście :o
Przyznam, że ostatnio nie idzie mi najlepiej z pisaniem - a to choroba, a to nadrabianie zaległości ;) po prostu jest tego sporo :D w dodatku w tym tygodniu wypadają moje urodziny, dlatego jestem nieco roztrzepana :oo
Mam nadzieję, że jakoś wam to wynagrodziłam :))
Do nna! ;)
~Just
Odetchnęłam głośno i zatrzasnęłam drzwi do gabinetu Emmy. Stike stojący obok zacisnął dłoń na moim ramieniu.
- Mam dość, Stike - jęknęłam głośno. - Nienawidzę jej za to, że zostawiła mnie z tym wszystkim...
- Przestań, GoGo - westchnął mój przyjaciel, stając przede mną. Nie pocieszała mnie jego mina, ani czarny smok na jego twarzy, który wygiął się przy tym grymasie. - To dopiero pięć telefonów. Zadzwoń do kogoś jeszcze...
- Stike, ona musiała kogoś uprzedzić - powiedziałam, patrząc mu w oczy. - Wiedziała, jakie mam kontakty i musiała nagadać coś reszcie... Niby dlaczego nikt nie chce ze mną współpracować?
- Bo to samobójstwo? - prychnął Stike. - Większość projektantów potrzebuje czasu, a trzy miesiące to trochę mało, biorąc pod uwagę fakt, że jesteś totalnie z niczym.
- Dzięki, pomogło - warknęłam, rzucając telefon, na biurko mojej byłej współpracownicy. Urządzenie odbiło się od blatu i zjechało po nim, lądując na podłodze, ale nie bardzo się tym przejęłam. Stike spojrzał na mnie błagalnie i westchnął. Wiedziałam, że przejmuje się nasza sytuacją, ale w tej chwili jedyną emocją, którą odczuwałam, był gniew.
- Wcale nie chodzi o Emmę, prawda? - zapytał mnie. Obróciłam się i zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, co właściwie chodzi mi po głowie. Stike skrzyżował ręce i spojrzał na mnie z wyzwaniem. - Jak tam z Hiro?
Westchnęłam ciężko. Stike był jedną z osób, których nie umiałam oszukać.
- Szczerze? Nie jestem pewna, czy powinniśmy lecieć do Stanów - wyznałam, opierając się o szafkę naprzeciw. Stike kiwnął głową.
- Powinniście czy powinien? - dopytywał się. I tym trafił w dziesiątkę.
Nie chciałam, by Hiro uczestniczył w jakiejkolwiek misji, a choć problem Honey nie był związany z Agendą, to wcale nie miałam pewności, czy wszystko pójdzie po naszej myśli. Wierzyłam, że z Hiro jest już wszystko w jak najlepszym porządku i że da sobie rade, ale cząstka mnie wciąż pragnęła, by nie leciał, by był bezpieczny. Stany przekreślały tę możliwość.
- Nie wiem już sama - jęknęłam, chodząc po gabinecie jak nawiedzona. - Nie chce mnie słuchać, twierdzi, że czuje się dobrze, ale...
- Ale boisz się, że przeżył to porwanie, tak? - zapytał Stike, marszcząc brwi.
Nie odpowiedziałam. Kolejny dowód na to, że przyjaciel znał mnie bardzo dobrze.
- GoGo, a może on tego potrzebuje? Może potrzebuje oderwania od tego wszystkiego? Taka wycieczka dobrze mu zrobi. I dobrze zrobi tobie.
Oczywiście nie powiedziałam Stikowi w jakim celu wyjeżdżamy, bo domyśliłby się, że skoro mamy na tyle odwagi, żeby szukać po Stanach jakiegoś złodzieja, na dodatek bogatego złodzieja, który pewnie dobrze się przygotował na takich jak my, to to nie jest pierwszy raz. Przecież nie każdy szanujący się obywatel Japonii jest skłonny do poszukiwań przestępcy na innym kontynencie. Chyba, że zadarł z kimś bliskim...
- Daj spokój, GoGo, będzie dobrze. - powiedział Stike, podchodząc do mnie. Przyjaciel obdarzył mnie cierpliwym spojrzeniem i położył dłonie na moich ramionach. Nie wiem, czy zdawał sobie sprawę, jak bardzo mi to pomagało. - Jeszcze jedna rada... Pozwól mu być mężczyzną.
Prychnęłam, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- A co to niby za rada? - spytałam.
- Najszczersza - odparł, wychodząc. Patrzyłam za nim ze złością, dopóki te słowa naprawdę do mnie nie trafiły. Stike nie wiedział o tym, że Hiro był agentem. Nie wiedział, przez co dokładnie przeszedł i jak potem zachowywali się wszyscy w jego otoczeniu, a mimo to znów trafił w dziesiątkę.
Przypomniałam sobie rozmowę z Yoko na temat stanu Hiro. Pani prezes nie chciała tego przyznać, ale powstrzymywała Hiro od misji bardziej ze względów prywatnych niż dlatego, że Hiro faktycznie potrzebował opieki. Po prostu obawiała się, że dalsza współpraca jego i Agendy może się skończyć źle przy jego stanie emocjonalnym. Czasem zastanawiało mnie to, dlaczego traktuje go jak dziecko. Czy naprawdę zamierzała już do końca życia trzymać go w zamknięciu tylko przez jedno porwanie? Przecież każdy z otoczenia Hiro zauważył już, że dałby sobie radę w każdej następnej misji i że nic w jego zachowaniu się nie zmieniło.
Druga sprawa, że Hiro sam nie chciał, by każdy postrzegał go jako ofiarę. Przypomniałam sobie o jego reakcji, gdy podsłuchał moją rozmowę z Sam. Potraktowaliśmy go wtedy, jakby nie potrafił o sobie decydować i to go najbardziej zirytowało. Miał wystarczająco oleju w głowie, by wiedzieć, czy jest gotowy na misję, czy nie. Zawsze tak było. Choć z drugiej strony nie potrafiłby powiedzieć nie, gdyby Yoko go o coś poprosiła...
Siedziałam w pustym gabinecie, myśląc nad tą sprawą. Moja troska kontra jego ego. Nie mogłam go traktować, jakby wiecznie był tym piętnastolatkiem, którego poznałam w Instytucie Robotyki. Doskonale wiedziałam, jak bardzo się zmienił i powinnam pozwolić mu na ryzyko. Tym bardziej, że on już mi na nie pozwolił. Tu, w tym warsztacie. On także wiedział, że moja pasja jest niebezpieczna, że często wymykam się śmierci. Ile razy lądowałam w szpitalu z powodu wyścigów? Mój ojciec nawet niczego nie podejrzewał, a jeśli nawet to nigdy nie powiedział ani słowa. Hiro był inny. zależało mu na mnie, ale nie zamierzał mnie powstrzymywać. A ja musiałam postąpić tak samo.
- Tomago? - usłyszałam głos Skandara, gdy jego głowa pojawiła się w progu gabinetu. Gdy spojrzałam na niego, chłopak uśmiechnął się szeroko, jakby chciał poprawić mi tym humor. - Zgłodniałaś? Co powiesz na pizzę?
- Ty to wiesz, jak poprawić mi humor - westchnęłam, ku wtórze śmiechu Skandara.
Po warsztacie poszłam do kawiarni, ale nie znalazłam tam Hiro. Baymax pomagał pani Cass przy wypiekach w ich domowej kuchni z powodu nawału pracy na dole, w kawiarni.
- Może pani pomóc? - zapytałam, mijając ladę. Zapach roznosiły się po całym domu. Gdyby nie to, że byłam już pełna, chętnie zjadłabym jeszcze kilka ciasteczek pani Cass. I znowu dietę szlag trafił...
- Nie, skąd, GoGo - odparła Cass, podając Baymaxowi półmiski. - Dajemy sobie świetnie radę. Poza tym, nie przyszłaś chyba, żeby patrzeć jak stara kobieta radzi sobie w kuchni... - Daj to na meble - rzuciła do robota.
Baymax posłusznie wykonał polecenie, czyszcząc półmiski. Przeczuwałam albo wielką promocję, albo kolację dla kogoś ważnego. Na moje oko pani Cass wydawała się zbyt podekscytowana jak na zwykłą akcję w kawiarni.
- Nie jest pani stara - zaprzeczyłam, marszcząc brwi. Cass zaśmiała się pod nosem. - Gdyby każda kobieta w pani wieku miała w sobie tyle energii...
- Nie schlebiaj mi, kochanie, bo się zarumienię - odezwała się do mnie Cass, pocierając moje ramiona. - A tak a propos to Hiro wyszedł rankiem. Mówił, że ma kilka spraw do załatwienia...
- Kilka spraw? - spytałam podejrzliwie. Cass kiwnęła głową, próbując kremu orzechowego.
- Hmm, wyśmienite - ucieszyła się, mrużąc oczy. - To był genialny przepis, Baymax!
- Nie mówił gdzie idzie? - dopytywałam się, ale Cass w odpowiedzi tylko podała mi łyżkę pełną kremu.
- Spróbuj - nakazała, a ja wykonałam prośbę z lekkim zaskoczeniem. Pani Cass przyjęła wiadomość o naszym związku znacznie lepiej, niż oceniał to Hiro. Gdy tylko zjawiałam się w ich domu, nadskakiwała, jakby zjawiał się u nich prezydent. Jej zachowanie trochę mnie bawiło, ale nie zmieniało faktu, że zawsze czułam się tutaj jak w domu.
- Pyszne - odparłam, ale Cass nie wyglądała na usatysfakcjonowaną.
- Hiro... nie, nic mi nie mówił. Boję się pytać, ostatnio zrobił się taki uszczypliwy... Spróbuj jeszcze tych ciastek, są naprawdę dobre.
Czułam, że mój brzuch wręcz domaga się odrobiny wstrzemięźliwości, dlatego wycofałam się z kuchni szybkim krokiem.
- Dziękuję, pani Cass, ale nie skorzystam. - odkrzyknęłam, schodząc po schodach.
- Skarbie, nie mów, że dbasz o linię - odpowiedziała Cass u szczytów schodów. - Akurat tym nie powinnaś się przejmować.
Zaśmiałam się pod nosem i otworzyłam drzwi wyjściowe. Chyba wiedziałam, gdzie szukać Hiro.
- Do zobaczenia, pani Cass! - pożegnałam się, uśmiechając w kierunku piętra.
Tak jak myślałam, znalazłam Hiro w Agendzie. Wystarczyło, że weszłam do naszego apartamentu i zauważyłam go w gabinecie za szklaną ścianą, gdzie majstrował przed swoim kolejnym wynalazkiem. Cały Hiro. Po prostu nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Gdy mnie zobaczył, zacisnął coś w ręku, a przedmiot, który właśnie trzymał, odpowiedział głuchym świstem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to pistolet.
- Cześć, Hiro... - powiedziałam, patrząc czujnie na naładowaną broń. Hiro położył pistolet na biurku, tak jakby kładł tam coś szczególnie delikatnego i podszedł do mnie z uśmiechem na ustach.
- Cześć, Go - wyszeptał sekundę przed tym, gdy chwycił mnie w ramiona.
Objął mnie mocno, przyciągając do siebie moją talię, po czym wpił się w moje usta tak łakomie, jakbyśmy nie widzieli się co najmniej tydzień. Poczułam się nieco zawstydzona jego przywitaniem, przypominając sobie o Stike'u. Pozwól mu być mężczyzną. Tak, zabawne. Jakby wcale nim nie był w moich oczach.
- Hiro, ktoś tu zaraz wpadnie... - wyszeptałam między kolejnymi pocałunkami. Czułam, że oboje się zapominamy, a ja byłam ostatnią deską rachunku przed utonięciem w tym uczuciu. Hiro spojrzał na mnie spod przymkniętych powiek i pocałował mnie ponownie, jakby tylko czekał na to, że poproszę o więcej. Nie musiałam tego robić. Moja twarz sama wyrażała to pragnienie.
- No i co? - spytał, prychając pod nosem. Odrzuciłam na bok wszystkie myśli, jakie rujnowały mi tę słodką chwilę i sama zaczęłam go całować tak bezmyślnie, jakby nic innego mnie nie interesowało. Hiro zareagował z wyraźnym zadowoleniem na tę zmianę, wplatając rękę w moje włosy.
- ...wiesz, nie sądzę, żeby tego potrzebowali - usłyszeliśmy głos Honey, ale jednak zbyt późno i gdy nasi przyjaciele stanęli w progu, zastali nas obejmujących i całujących się na środku salonu.
- Czeeść - wyjąkał Hiro, gdy Wasabi, Fred i Honey wpatrywali się w nas w osłupieniu.- Co tam słychać?
Nie wytrzymałam i roześmiałam się szczerze na widok ich min. Honey widziała nas już w takiej sytuacji, ale dla Freda i Wasabiego nasz związek był nowością. No cóż, będą się musieli przyzwyczaić.
Hiro dołączył do mnie i już wkrótce śmialiśmy się oboje, a miny naszych przyjaciół coraz bardziej łagodniały.
- Nie przeszkadzamy wam? - spytał Wasabi, a na jego ustach pojawił się mały uśmiech. Fred natomiast nie wyglądał, jakby ogarnął, o co tu biega.
- Wy... jesteście razem?! - zapytał zszokowany. - Serio?!
- Uspokój się, Freddie - uciszyła go Honey z tym samym uśmiechem, co u Wasabiego.
- Wiedziałaś o tym? - dopytywał się, patrząc na przyjaciółkę z niedowierzaniem. Wasabi obrócił głowę i zaczął chichotać. Hiro pochylił się i pocałował mnie w policzek, jakby chciał tym samym utwierdzić Freda w jego przekonaniu.
- Wszyscy wiedzieli - odparła Honey, wzruszając ramionami, po czym usiadła na kanapie. Wasabi tymczasem wyminął nas i wszedł do gabinetu.
- Tylko nie ja! - odparł rozgoryczony Fred. - Czemu mi nie powiedzieliście? Chyba po tylu latach współpracy należało mi się...
- Fred - ukróciłam jego narzekania. - Proszę, skończ.
- Ale... Rany, gdyby to widział Tadashi... - jęknął, rzucając się na kanapę obok Honey.
- To zareagowałby tak jak ty - odparł Hiro, mrugając do mnie. Nie byłam tego taka pewna. Raczej zareagowałby jak Honey.
- Heej, a co to jest? - spytał Wasabi, podnosząc pistolet z biurka, przy którym pracował Hiro. Chłopak zmarszczył brwi i zabrał broń przyjacielowi, jakby obawiał się, że pistolet w ręku Wasabiego to nie najlepszy pomysł.
Przyglądałam się im z uśmiechem. Jeszcze nie tak dawno Hiro sięgał Wasabiemu ledwie łokci, a dziś byłby w stanie się z nim zrównać, gdyby stanął na palcach. Poza tym nie tylko jego wzrost przeszedł przemianę. Nawet przez jego bluzkę widoczne były jego silne barki i rysujące się pod nimi mięśnie. Zastanawiałam się, czy Hiro po cichu coś trenuje, ale poczułabym się głupio, gdybym zapytała go wprost.
- To tylko prototyp - rzekł, ukrywając uśmiech. Aha, czyli to coś szalonego, pomyślałam, znając doskonale tę minę.
- Opowiadaj - odparł Wasabi, opierając się o blat biurka. Honey i Fred podeszli bliżej, by się przyjrzeć.
Hiro westchnął i rzucił mi rozbawione spojrzenie.
- Zastanawiałem się nad jakimś rodzajem broni, który nie skrzywdzi ofiary, a jedynie ją... unieszkodliwi. - mówił pochłonięty nauką.
Zbliżyłam się, krzyżując ręce. Byłam pewna, że Hiro planuje wykorzystać swój wynalazek podczas naszej misji w Stanach.
- Co to cacko robi? - zapytał Fred, zerkając ciekawie na pistolet.
- Mam do tego specjalne naboje - przyznał Hiro. - Siedziałem z Baymaxem cały ranek i opracowywałem formułę. Są lekkie i ledwie przebijają skórę, ale natychmiastowo wpuszczają w ciało substancje usypiające. Powinny unieszkodliwić przeciwnika na kilka godzin...
- Kilka? - dopytywałam się. Byłam ciekawa, jak Hiro i Baymax to oszacowali.
- Około cztery godziny - przyznał Hiro, a jego oczy błysnęły, gdy spotkały się z moimi.
- Sprawdzałeś? - dopytywała się Honey, a Wasabi odebrał Hiro jego pomysł z rąk, jakby nie przejmował się, że wynalazcę może to zirytować.
- Yyy, no właśnie... - zaczął Hiro, drapiąc się po głowie.
- Wypróbuj to na mnie - rzucił Wasabi, wzruszywszy ramionami. Wszyscy wybałuszyliśmy oczy, spoglądając na wysokiego przyjaciela. Hiro był wstrząśnięty najbardziej z nas.
- Żartujesz? - prychnął Hiro, odbierając mu broń brutalnie. Wiedziałam, że nie byłby za mierzeniem do przyjaciela z pistoletu, tym bardziej, że już raz to zrobił.
- Daj spokój - odparł Wasabi rozluźnionym tonem. - Nic się nie stanie. Mam trochę czasu, nawet jeśli wyjdzie, że te cztery godziny się nie sprawdzą...
- Też jestem przeciwna - wtrąciłam się, wiedząc dobrze, jak Hiro to zniesie. Wasabi tylko wzruszył ponownie ramionami.
- Skoro znacie inny sposób, by to sprawdzić...
Trafił w sedno. Nie mieliśmy żadnej alternatywy. Wyjazd zaplanowaliśmy za dwa dni i jak zwykle robiliśmy wszystko w biegu.
Hiro pomyślał chyba o tym samym, bo niespodziewanie ujął broń w dłonie.
- Nie - wykrzyknęła Honey, czerwieniąc się mocno na twarzy. - To chore...
- Honey, znajdź lepszy sposób - wykrztusił Hiro, mierząc do Wasabiego, który uniósł z uśmiechem ręce.
- Weźcie mnie - zasugerował nagle Fred. Wszystkie oczy zwróciły się na niego. Hiro opuścił dłonie. Nie umknęło mi, że Honey nagle pobladła. Już od pewnego czasu zauważyłam, że ona i Freddie znacznie się do siebie zbliżyli.
- Nie - powtórzyła Honey, tym razem bardziej stanowczo.
- To dobry pomysł - dodał Fred znacząco. - W końcu Wasabi ma trochę więcej do stracenia niż ja - mruknął, mając na myśli oczywiście Carry. Honey sapnęła zdenerwowana, ale wiedziała, że stoi na przegranej pozycji. Każdy z nas miał mózg nie od parady i każdy zdawał sobie sprawę, że praktyka przy wynalazkach jest równie niezbędna, co sam plan jego wykonania.
Każdy się usunął, zostawiając miejsce skołowanemu Hiro, który marszczył swoje gęste czarne brwi w przypływie zadumy. Miałam ochotę podejść i go objąć, ale wiedziałam, że to nie za wiele pomoże. Fred stanął na środku i uśmiechnął się szeroko do Honey.
- Widzimy się za cztery godzinki - powiedział wesoło, a blondynka aż drgnęła, osłaniając usta dłonią.
W apartamencie nastała bezwzględna cisza. Nikt nie ważył się odezwać, bo też nikt nie wiedział, co powiedzieć. Ja odeszłam na bok, wpatrując się troskliwie w Hiro. Najchętniej sama wzięłabym od niego broń i po prostu wystrzeliła.
Hiro wymierzył szybko w nogę przyjaciela i zmrużył jedno oko. Zastanawiałam się, skąd wie, jak strzelać. Sądząc po pomysłach Tadashiego, kilka razy mogli wylądować razem na strzelnicy, jednak było dla mnie rzeczą ciężką połączyć naturę Hiro ze strzelaniem. To mnie po prostu przerażało.
Rozległ się cichy wystrzał, gdy tłumik zminimalizował dźwięk do minimum. Fred oberwał w łydkę i z chwilą dotknięcia pocisku Hiro z jego skórą, jego ciało upadło bezwładnie jak lalka, której odcięto sznurki. W ostatniej chwili Honey zdążyła złapać go za ramiona, zanim wylądował na białej posadzce. Wasabi sapnął zszokowany, po czym podbiegł do Honey i pomógł jej przenieść Freda na kanapę.
Hiro podał mi pistolet i sam podbiegł do Freda. Od razu podsunął nogawkę jego spodni i sprawdził miejsce spotkania kuli z nogą przyjaciela. Zaciekawiona, zaszłam go od tyłu, zerkając na ranę, ale nie potrafiłam jej wypatrzyć. Hiro jednak zauważył kulę, która wyglądała podobnie do strzałki - musiała otworzyć się w locie. Chłopak ujął ją lekko w palce i wyciągnął, a w miejscu postrzału nawet nie pojawił się ślad krwi. Spojrzałam na Hiro zszokowana, gdy naszych uszu dobiegł cichy oddech śpiącego Freda.
- To działa - wyszeptałam a Hiro wstał i ujął mnie w ramiona. Honey odetchnęła i usiadła koło śpiącego Freda, odsłaniając jego skrytą za włosami twarz. Wasabi uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Hiro, musisz częściej używać tej broni na Freddim - rzekł rozbawiony. - Dzięki tobie zyskaliśmy cztery godziny spokoju.
Roześmiałam się szczerze, podzielając jego myśli, ale Hiro nie wyglądał, jakby radował go jego sukces. Czułam, że dopóki Fred się nie obudzi, Hiro wciąż będzie się o niego niepokoił.
- Może to była za duża dawka - wyszeptał, wpatrując się w przyjaciela z troską. Ujęłam jego brodę i przekierowałam na siebie.
- Hiro, podziałało - odparłam dosadnie, by do niego dotarło. - Już nie musisz się martwić.
Hiro wyrwał mi się i spojrzał na Freda uważnie.
- Już nigdy nie zmuszajcie mnie, żebym mierzył do któregoś z was - powiedział głośno i odszedł, zamykając za sobą drzwi do apartamentu. Spojrzałam za nim zmartwiona, myśląc o tym, jak w tej chwili może się poczuć. Miałam ochotę ruszyć za nim, ale Wasabi mnie powstrzymał.
- Zostaw, przejdzie mu - powiedział, uśmiechając się delikatnie.
Siedzieliśmy przy Fredzie całe pięć godzin, dopóki przyjaciel się nie obudził. Najwyraźniej Hiro dał rzeczywiście za dużą dawkę. Mój chłopak natomiast to pojawiał się w apartamencie, to znikał, pytając ciągle o stan przyjaciela.
- Hiro, jest wszystko okej - powiedziała z powagą Honey. - Nie musisz się martwić.
Ale i tak to robił. Obiecałam sobie, że gdy tylko to się skończy, to z nim porozmawiam. Na osobności.
- Serio to ukrywaliście? - spytał Wasabi, szturchając mnie pojednawczo w ramię, gdy tylko Hiro znów zniknął. Honey siedziała na kanapie obok Freda, czytając książkę.
- Masz na myśli...? - dopytywałam się, a przyjaciel odpowiedział mi uśmiechem.
- To, że się do siebie zbliżyliście, gołąbeczki - parsknął śmiechem. Honey na chwilę oderwała się od lektury i uraczyła mnie lekkim uśmiechem, po czym znów zwróciła swój wzrok na litery.
- Nie ukrywaliśmy tego - wzruszyłam ramionami. - Po prostu...
- Po prostu nie zauważyliśmy nawet, że nasi kumple się ze sobą spotykają? - zgadł Wasabi, wbijając we mnie swoje ciemne oczy, aż poczułam się osaczona.
- Nie mój to problem - odpowiedziałam z irytacją, a Wasabi znów się roześmiał.
- A już nawet obstawiałem, że zostaniesz starą panną, a Hiro zacznie chodzić z Sam - wyznał a ja zacisnęłam pięści. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać Hiro i Sam razem. Wystarczył mi widok ich całujących się w kuchni Honey.
- Starą panną? - prychnęłam, widząc, że Honey tamuje śmiech. - Tez coś...
- Dotychczas odrzucałaś wszystkich "kandydatów" - Wasabi nie odpuszczał, przystając obok mnie. - Co więc jest takiego w Hiro, że dałaś mu szansę?
Uśmiechnęłam się mimowolnie, myśląc o chłopaku. Poza tym, że ilekroć pojawiał się w moim otoczeniu, moje serce przyspieszało, że był czuły i wrażliwy, ale zarazem męski i dojrzały, miał jeszcze sporą dawkę rozsądku i naprawdę mu na mnie zależało. Nic dziwnego, że się w nim zakochałam. Chyba każda na moim miejscu zrobiłaby to samo.
- Serio, Was? - prychnęła Honey, porzucając książkę. - Nie zauważyłeś, że już od dawna coś między nimi iskrzyło? To było widoczne na pierwszy rzut oka.
Czułam, że się rumienię, gdy o mnie rozmawiają, choć powinnam być na nich zła. Nic nie potrafiłam poradzić, że moja relacja z Hiro tak bardzo mnie cieszyła. To, że byliśmy ze sobą tak blisko, sprawiało, że cały czas miałam ochotę śpiewać.
Rozmowa się urwała, gdy do środka niepostrzeżenie wpadł Hiro. Spojrzał jak zwykle na Freda i zmartwił się, dostrzegając, że specyfik w pocisku jeszcze nie przestał działać.
- To już piąta godzina - mruknął pod nosem, gdy wtem ręka Freda nagle się poruszyła, a chłopak odetchnął głośniej, nabierając powietrza w płuca. Honey skupiła się tylko na nim, a Wasabi przykucnął przy kanapie, spoglądając na jego bladą twarz.
- Freddie, budzimy się - zamruczał, a chłopak przetarł oczy i otworzył je nagle, spoglądając na nas ze zdziwieniem.
- O rany, ile spałem? - zapytał, obserwując nasze zaniepokojone miny. Dosłownie czułam, jak Hiro się rozluźnia, widząc, ze Fredowi nic nie jest. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, bo podszedł do mnie i objął mnie z tyłu, całując w czubek głowy.
- Pięć godzin - odpowiedziała rzeczowo Honey, uśmiechając się do niego subtelnie. Fred zerknął na nią i odpowiedział jeszcze szerszym uśmiechem, a jego policzki zapłonęły czerwienią. Na pierwszy rzut oka było widać, że dalej się w niej podkochuje.
- Stary, zaczynałem się już martwić - westchnął nade mną Hiro, wpatrując się badawczo w przyjaciela. Fred machnął ręką i nagle usiadł.
- Ufam ci, Hiro jak mało komu - przyznał serdecznie. - Poza tym przynajmniej masz pewność, że sprzęt działa.
- Na to wygląda - odparł Hiro, obejmując mnie mocniej. Wiedziałam, co się za tym kryje. Zastanawiał się nad naszym wspólnym wyjazdem do Stanów. Ja też martwiłam się o niego, ale nie zamierzałam rezygnować. Nie puszcze go tam samego...
- Dobra, ja się zwijam - odparł Wasabi, ruszając w kierunku wieszaka, na którym wisiała jego kurtka. - Carry na mnie czeka.
- Może w końcu ją poznamy? - mruknęłam, patrząc na niego znacząco. Wasabi odpowiedział mi skromnym uśmiechem.
- Może kiedyś - odparł, mrugając do mnie. - Trzymaj się, Fred.
- Przecież wszystko ze mną dobrz... - zaczął, wstając, ale zawahał się i gdyby nie Honey, wylądowałby na szklanym stoliku. Hiro puścił mnie i podszedł do niego w przypływie troski.
- Na pewno wszystko w porządku? - zapytał, a Fred zerknął na Honey i skinął głową.
- W najlepszym -powiedział i zerknął na mnie. - Lepiej zajmij się Go, bo zaraz zejdzie - zaśmiał się, a Hiro zerknął na mnie z lekkim uśmiechem. Może rzeczywiście wyglądałam na wystraszoną. Nie wiedziałam tylko, czy bardziej z powodu Freda, czy tego, jak Hiro to znosił.
Wasabi wyszedł, a za nim po chwili Fred i Honey, rozmawiając na głos na temat środka, który musiał wpakować Hiro do tego pocisku. My wyszliśmy jako ostatni, pozostawiając za sobą pusty apartament. Hiro nie chciał, by jego pomysły znalazły się w rękach kogokolwiek innego, a że nasz apartament miał wiecznie otwarte drzwi, to dosłownie każdy mógł tam niepostrzeżenie wejść i coś ukraść. Nie żebyśmy winili kogoś z Agendy...
- Mam nadzieję, że już ci się poprawił humor - rzekłam, gdy złapał mnie za rękę.
Hiro zerknął na mnie zaskoczony, jakby wcale nie drżał ze strachu o los Freda przez ostatnią godzinę.
- Go, nie potrafię mieć przy tobie złego humoru - wyznał, przysuwając się do mnie i całując mnie tuż obok ucha. Szliśmy sami przez pusty korytarz, a z biur dobiegało nas buczenie komputerów - nie żeby nie mieli lepszego sprzętu w całym hotelu Akiyo. Pewnie oszczędzali na sprzęcie, tu, na górze, by sfinansować w pełni całe biuro ukryte pod ziemią... sprytne.
Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi, ale Hiro patrzył przed siebie, marszcząc brwi. Już miałam spojrzeć w tym samym kierunku, gdy nagle objął moją talię i mocno pocałował. Wczułam się w ten pocałunek, pytając samą siebie, co sprowokowało go do tak nagłego okazywania uczuć i to na korytarzu Agendy.
Hiro oderwał się ode mnie, pozbawiwszy mnie tchu, a w jego oczach mignęły błyski rozbawienia. Dopiero, gdy odwróciłam głowę, zrozumiałam, co właśnie zrobił.
Na środku stał wstrząśnięty Ithani, który wpatrywał się w nas z niedowierzaniem i rezerwą, jakby Hiro właśnie przekroczył jakąś cienką granicę. Skupiłam swój wzrok szybko na Hiro, mając nadzieję, że Ithani stąd odejdzie. Sama miałam ochotę wziąć nogi za pas. Dobrze go znałam i już zaczynałam obawiać się o Hiro. Nie wiedział, do czego tamten jest zdolny.
Hiro wyglądał, jakby wcale się tym nie przejął - objął mnie troskliwie ramieniem i oboje ruszyliśmy w przeciwną stronę korytarza. Czułam na sobie wzrok Ithaniego, uczepiony moich pleców niczym szponami.
Poczułam się lepiej dopiero, gdy znaleźliśmy się w windzie i kiedy drzwi do niej zmyły mi z widoku Ithaniego. Oparłam się ciężko o ścianę, czując, że moje nogi zaczynają drżeć. Hiro oczywiście od razu zauważył mój stan.
- Go, wszystko w porządku? - spytał pośpiesznie, podchodząc do mnie, ale go powstrzymałam. Potrzebowałam swobody na oddech, nie uścisku.
- Myślisz, że nie wiem, co próbujesz zrobić? - zapytałam nieprzyjemnie, przeszywając go wzrokiem. Hiro spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczami, ale nie udawał zdziwienia. Czekał na to, co powiem. - Wiem, że chcesz go sprowokować...
- Chcę, żeby w końcu dał ci spokój - przyznał Hiro, nie potrafiąc się powstrzymać przed podejściem do mnie. Obróciłam głowę, czując jak do oczu napływają mi łzy. Może nie powinnam była tak narażać Hiro... w końcu wiedziałam, że prędzej czy później Ithani się o nas dowie. - Go - wyszeptał, ujmując delikatnie mój podbródek. W jego spokojnych, łagodnych oczach widziałam pewność siebie, której teraz potrzebowałam. - Przestań się go bać. Nie zrobi ci krzywdy, obiecuję, że do tego nie dopuszczę.
Przełknęłam głośno ślinę. Nawet nie zwróciłam uwagi, że winda stanęła.
- Nie znasz go, Hiro - powiedziałam słabo, po czym wyszłam z windy, zostawiając go samego. Potrzebowałam samotności, by odetchnąć od zgromadzonych we mnie emocji. Jednocześnie byłam szczęśliwa, będąc z Hiro - z drugiej strony odczuwałam ogromny niepokój, zwłaszcza po tej sytuacji z Ithanim. Mój były chłopak nie był osobą, która łatwo odpuszczała, a Hiro go jeszcze prowokował, całując mnie w jego obecności.
Przepraszam że tak dłuugo czekaliście :o
Przyznam, że ostatnio nie idzie mi najlepiej z pisaniem - a to choroba, a to nadrabianie zaległości ;) po prostu jest tego sporo :D w dodatku w tym tygodniu wypadają moje urodziny, dlatego jestem nieco roztrzepana :oo
Mam nadzieję, że jakoś wam to wynagrodziłam :))
Do nna! ;)
~Just
Subskrybuj:
Posty (Atom)




